K.P. PZPR w Krasnymstawie nie interesuje się największym zakładem produkcyjnym w powiecie – brzmiał nagłówek artykułu „Więcej troski o sprawy klinkierni w Izbicy” St. Gogołowskiej w „Sztandarze Ludu” z 15 grudnia 1950 r. (Nr 342). A zakład w owym czasie zajmował pod względem możliwości produkcyjnych oraz jakości produkcji jedno z czołowych miejsc w Polsce. Klinkiernia zatrudniała także ludzi z inicjatywą partyjną.
Kierownik wie lepiej
Załoga zobowiązała się do uczczenia II Światowego Kongresu Pokoju, miała wykonać plan produkcyjny w pierwszym roku Planu 6-letniego do 10 grudnia. W rocznicę Rewolucji Październikowej wypalono dodatkowo dwa piece klinkieru. Wszystko za sprawą Podstawowej Organizacji Partyjnej i załogi (także bezpartyjnej), która „podchwyciła inicjatywy z wielkim zapałem.” Jednak wykonanie zadania Planu 6-letniego stanęło pod znakiem zapytania. Redaktor Gogołowska podkreśliła, że „przyczyny tego tkwią w niezrozumieniu przez POP jej roli jako kierownika politycznego zakładu, w tym, że nie potrafiła przeciwstawić się konserwatyzmowi administracji i przełamać go.” Kierownik Zaporowski, donosiła pani redaktor, chciałby fabrykę prowadzić tymi samymi metodami, jak to czynił przed wojną. „Wydaje się, jak gdyby nie zauważył zasadniczych i głębokich zmian, jakie u nas zaszły.” Kierownik uważał, że „w sprawach produkcji tylko on może i powinien decydować.” Otóż Zaporowski kiedy otrzymał wytyczne do planu produkcyjnego na 1951 r. (przewyższające o 20 proc. plan roku bieżącego) nie przedyskutował tego z aktywem partyjnym i związkowym, ani z załogą. Zdecydował sam, że „plan jest niewykonalny i zażądał zniżenia go co najmniej o 10 proc.” Uważał, że fabryka nie może wyprodukować więcej niż dotychczas. „Kierownik fabryki wykazuje podobny stosunek do nowych metod pracy.” Zdaniem redaktor Gogołowskiej istniały możliwości skrócenia czasu trwania operacji na prasach, co pozwoliłoby zwiększyć produkcję. Zaporowski stał na stanowisku, że „operacja ta musi trwać 15 minut, bo tak uczy… 22-letnia praktyka.” Uważał, że skrócenie czasu produkcji równa się obniżeniu jakości. Zastanawiał się kto poniósłby w takiej sytuacji koszty popsutego materiału… „Z niechęcią odnosi się kierownik do wszelkiego nowatorstwa.”
Usprawnienia bez premii
Wiosną 1950 r. przez dwa miesiące robotnik sezonowy, Władysław Suszek zastępował w laboratorium chorego kolegę. Suszek wprowadził poważne ulepszenie i „nie tylko nie otrzymał za to premii, ale w dalszym ciągu jest używany do tzw. „czarnych robót.” Wspomniany robotnik zmodernizował maszynę do cięcia klinkieru. Mianowicie nałożył na żelazną płytę podstawy płytę z drzewa, co zdaniem red. Gogołowskiej miało wpływ na szybkość, jak i na oszczędności. „Przed tym zużywano na cięcie 1-2 kostek klinkieru – jedną tarczę metalową, po wprowadzeniu ulepszenia Władysława Suszka, tarcza wystarcza na pocięcie 25-30 kostek.”
Kolejny robotnik klinkierni w Izbicy, Michał Kubisz „usprawnił pakunki”. To „coś w rodzaju opon z grubej skóry, które nakłada się na koła prasy.” „Pakunki” były bardzo kosztowne i szybko się zużywały. „Udało mu się z zużytych, większych „pakunków” wykroić mniejsze i w ten sposób ograniczyć zapotrzebowanie na nowe „pakunki” do minimum, uzyskać wielotysięczne oszczędności każdego miesiąca.”
Redaktor Gogołowska w tekście wspominała także o jednym ze ślusarzy, który wykonał automatyczny hamulec do wózków przewożących glinę z kopalń. Inny robotnik z kolei przyczynił się do uzyskania poważnych oszczędności zastępując napędem pasowym częsty zakup tarcz do prasy.
Wspomniane ulepszenia działały w klinkierni od wielu miesięcy. Powstał nawet w zakładzie klub racjonalizatorów, ale nic za tym nie szło. Nie było premii i „nie uczyniono nic by wynalazki robotników z Izbicy spopularyzować w innych klinkierniach (…).”
Bez premii w innych obszarach
Wcale nie lepiej było zdaniem redaktor Gogołowskiej ze współzawodnictwem pracy. Istniało tam, gdzie praca była akordowana, w pozostałych działach wprowadzenie rywalizacji „kierownik uznał za niemożliwe.” Wyniki robotników były bardzo dobre, dochodziły nawet do 160 proc. normy. W izbickiej klinkierni istniały obok siebie Komitet Współzawodnictwa Pracy i Komisja Wyników, ale o tym komu przyznać premie decydował kierownik fabryki. Ten „nie kierował się wynikami pracy, a względami osobistymi, o czym głośno w całej klinkierni.” Mało tego redaktorka „Sztandaru Ludu” wskazuje, że „sekretarz podstawowej organizacji tow. Szwedyk i przewodniczący rady zakładowej tow. Kostrzewski pozostają całkowicie pod wpływem kierownika i jemu pozostawiają decyzję we wszystkich sprawach, zarówno dotyczących produkcji, jak i zagadnień socjalnych, kulturalnych i oświatowych.” Panowie zgodzili się też z kierownikiem Zaporowskim w innych kwestiach m.in. obniżenia wydajności mimo powziętych zobowiązań oraz by funkcję kierowniczki świetlicy pełniła żona kierownika zakładu, która „nie odpowiadała fachowym wymaganiom jakim jest praca kulturalno-oświatowa w fabryce, i to w fabryce położonej wśród wiosek, na które powinna oddziaływać.”
Sprawami klinkierni nie interesował się wówczas komitet powiatowy w Krasnymstawie, ani komitet gminny w Izbicy. Czy zajęło się tym szefostwo, tak jak chciała red. Gogołowska… „Sprawą klinkierni i jej kierownikiem, który żyje jeszcze wczorajszym dniem i hamuje rozwój produkcji, winna się zająć przede wszystkim dyrekcja Klinkierni i Kamieniołomów, której zakład podlega.”
Opracowanie na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela

