jest Ulhówek. W 1980 roku gminę odwiedził redaktor Eligiusz Majkut ze „Słowa Powszechnego”. Wprawdzie przyjechał do Zamościa „bez konkretnego adresu” w przeddzień mających się tu odbyć dożynek i obchodów czterechsetlecia miasta, dysponując wolnym czasem, zapytał miejscowych urzędników o typową dla Zamojszczyzny rolniczą gminę. Wskazali Ulhówek – jedną z 46 jednostek administracyjnych wchodzących w skład województwa.
Ulhówek „to już prawie kraniec Zamojszczyzny. Ponadto tam właśnie ma swoją siedzibę Stacja Hodowli Roślin. Jeden z tych zakładów, które dla rolnictwa są czynnikiem postępu, a postęp w produkcji jest tu naprawdę pilnie potrzebny.”
Redaktor Majkut spotkał się z naczelnikiem gminy Zbigniewem Maciejko, pracującym w administracji 35 lat. „Początki w Ulhówku nie należały do łatwych. Dziś naczelnik ma się już czym pochwalić i to nie tylko w dziedzinie produkcji rolnej. Gmina zajmuje czołowe miejsce w województwie, jeśli chodzi o zaangażowanie mieszkańców w czyny społeczne.”
Gmina otrzymała 4 mln zł na budownictwo, a 500 tys. na popieranie czynów społecznych. W konkursie na mistrza gospodarności Ulhówek uplasował się na drugim miejscu, drugie zajmował także w uprawie buraka cukrowego, trzecie w produkcji zbóż, a czwarte w skupie mleka i żywca. Ponoć każdy hektar obsiany zbożem dawał tu 45-50q przy średniej wojewódzkiej 31q. W SHR plony były jeszcze wyższe. Jak podkreślał naczelnik Maciejko „rolnicy zbierają więcej buraków, taniej produkują żywiec i mleko”. Jednym z poważniejszych zmartwień naczelnika jest drugi uspołeczniony zakład produkcji rolnej – Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna – Budynin, który gospodaruje na 220 ha i osiąga 27q z ha (4 zboża).
Odwiedziny u Kruka
Redaktor Majkut zapytał naczelnika Maciejko o tajemnicę tańszej produkcji mleka i żywca przez indywidualnych rolników. By ją poznać, panowie Nyską wybrali się na wycieczkę, konkretnie do jednego z 1200 tutejszych gospodarzy. Udali się do Hubinka, do ówczesnego sołtysa wsi Jana Kruka. Ten znajdował się na polu. W obejściu powitała ich jego żona. Pani Krukowa pokazała gościom nowoczesną oborę, a w niej 10 dorodnych krów, 3 jałówki i 2 opasowe byczki rasy NCB. Wyjaśniła, że roczna wydajność od sztuki to ponad 3 tys. litrów mleka, a wszystko to w klasie A. W tzw. międzyczasie z pola wrócił gospodarz. Zaprosił gości do mieszkania i rozpoczęła się rozmowa, podczas której gospodarz opowiedział redaktorowi Słowa o swoim ponad 8 hektarowym gospodarstwie, „w tym łąki tylko hektar, ale za to koszonej trzy razy w sezonie”. Trzeci pokos rolnik przeznaczał na sianokiszonkę. Z samego siana uzyskiwał plon 50q. Jan Kruk nie zawsze zdążył wysuszyć, to co zebrał, brakowało mu dmuchawy do siana i 1,5 ha łąki. Na pytanie redaktora czy w takiej sytuacji dokupuje paszę dla krów, odpowiedział, że prawie wcale. „Koniczyny jest 0,8 hektara, lucerny z trawami hektar, dorodnych buraków 50 arów i po raz pierwszy w tym roku bobik i soja – jako produkcja wdrożeniowa i efekt współpracy z WOPR-Sitno. A pasze treściwe – to jęczmień, który daje tu z każdego hektara 60q. Bywa, że czasem trzeba na uzupełnienie i uatrakcyjnienie krowiego jadłospisu coś dokupić.” W roku 1979 sołtys z przysługujących mu 4,5 tony pasz treściwych wykupił tylko 450 kg. Krowy przebywały na świeżym powietrzu na pastwisku podzielonym na kwatery, a pilnowanym przez elektrycznego pastucha. Czasem jednak wszystko zawodziło… „Bywa tak, że jałówka kupiona za 42 tys. z POZH daje po wycieleniu 9 litrów i ani rusz nie chce się rozdoić.”
Zapytany wówczas o zaopatrzenie w środki produkcji Kruk odpowiedział, że braki są, a „przydziały, jakie otrzymuje naczelnik, nie wystarczają na pokrycie wszystkich potrzeb.” Starają się zatem w gminie racjonalnie gospodarować zasobami. Np. u Kruka przeprowadzane były analizy zasobności gleb w składniki pokarmowe dla roślin. Określane było zapotrzebowanie nawozów pod konkretne uprawy.
W drodze powrotnej redaktor z naczelnikiem gminy odwiedzili gospodarstwo Józefa Romanowskiego. „Choć sposób gospodarowania nieco inny, zasada jednak ta sama – jak najwięcej pasz produkować we własnym gospodarstwie i możliwie najlepiej je wykorzystać.”
Jeszcze jest co robić
„Ulhówek jednak jako jednostka administracyjna, która powinna stanowić swego rodzaju mikroregion życia społecznego i gospodarczego, nie może się doczekać, mimo starań mieszkańców, dwóch najbardziej potrzebnych instytucji”. Mowa tu o Gminnej Spółdzielni i Banku Spółdzielczym. Mieszkańcy zadeklarowali nawet pomoc przy wzniesieniu budynku, niestety „władze wojewódzkie zawsze znajdują argumenty i banku jak nie było, tak nie ma.” Nie najlepiej było też z opieką lekarską, wyposażeniem w placówki handlowe, zaopatrzeniem w wodę i budową dróg.
„Zamojszczyzna posiada urodzajne gleby (na klasy I-III przypada 67 proc. użytków rolnych) oraz odznacza się sprzyjającymi warunkami klimatycznymi dla rozwijania produkcji rolnej, a także to, że staje się coraz bardziej znaczącym producentem żywności, zwłaszcza zbóż i buraków cukrowych, bilans paszowy jest tu wyrównany – koniecznością jest wyeliminowanie tych wszystkich niedostatków”.
GS „Samopomoc Chłopską” w Ulhówku utworzono rok po napisaniu artykułu przez red. Majkuta (w 1981). Pierwszym prezesem został Stanisław Stanisławski. W okresie największego rozkwitu GS posiadała 23 sklepy na terenie gminy oraz sieć sklepów z różnym asortymentem w Ulhówku. Ponadto do majątku GS należały: piekarnia, magazyny i restauracja. Proces likwidacyjny gminnej spółdzielni rozpoczął się w latach 90. XX w.
W tym samym roku (1981) utworzono placówkę Banku Spółdzielczego na bazie Oddziału BS w Łaszczowie. Jej dyrektorem został Józef Grott z Krynic. Od 2005 r. bank wszedł w skład Banku Spółdzielczego w Lubyczy Królewskiej.
Do dziś w Ulhówku czyn społeczny, jako mocno zakorzeniony, ma się zupełnie dobrze.
Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela
