„Ludzie są jak dzieci; czy nie wiedzą, że tędy nie wolno przechodzić? Widzi pan: budynek ledwo stoi, podparty, może się w każdej chwili zawalić, a oni w ogóle tego nie zauważają…” – tymi słowami prawdopodobnie pod koniec kwietnia przywitał majster koło ratusza redaktora Janusza Weissa ze Słowa Powszechnego (nr 100, 03.05.1980). On sam zauważył więcej, bo we wstępie do artykułu, a w zasadzie wywiadów „Między historią a współczesnością” umieścił kilka zdań o tym, jak to przed jednym z wydziałów miejskich kilka zdenerwowanych osób dyskutowało, o jakości kładzenia tynków, a w zasadzie o ich bylejakości – tynki „odpadają niemal natychmiast po ich nałożeniu, no więc, prace tynkarskie, mimo wielokrotnego powtarzania, nie przynoszą pożądanego rezultatu.” Z kolei w jednym z urzędowych pokoi petenci „rozłożyli na podłodze wielką płachtę z planem wnętrz kamieniczki, pokazując palcami różne miejsca, gdzie spartaczono robotę z punktu widzenia mieszkaniowej funkcjonalności zabytkowego domu.” A tu szykują się huczne obchody 400 lat Zamościa i centralne dożynki.

W takich okolicznościach red. Weiss przepytał prezydenta Zamościa, Jana Piskorskiego, miejską konserwator zabytków Danutę Śleziak, dyrektora PKZ-tów Zamość Zdzisława Drankowskiego i kierownika kina „Stylowy” Adolfa Keparę.

Lepsi ludzie, lepsze materiały

Prezydent Piskorski upatrywał w tym remoncie szansę dla starówki i miasta. „Odnawiamy całkowicie lub częściowo blisko 10 bloków zabudowy staromiejskiej. Na następne lata pozostanie do zrewaloryzowania większość, bo ponad 10 takich bloków”. Niestety, nie tylko to… Prezydent wylicza jednym tchem: zamek-pałac, Akademia, d. kościół franciszkanów. „Dla szkół, sądu, kina, mieszczących się w tych zabytkach, trzeba będzie pobudować nowe siedziby. Poza tym – zmodernizować układ drogowy, pobudować najróżniejsze sieci komunalne, oczyszczalnię ścieków, jeszcze skuteczniej rozwinąć ciepłownictwo itd.” Bez tych remontów zdaniem Piskorskiego „starówki trwale się nie uratuje, bez tego również całe miasto nie może się obejść, jeśli mamy mówić o faktycznej rewaloryzacji Zamościa.” Do tego wszystkiego należałoby wpisać rozpoczętą budowę jednego z czterech osiedli wzorcowych w Polsce oraz budowę filii Centrum Zdrowia Dziecka itd. Prezydent wspominał także o miejskich fortyfikacjach, którym należałoby przywrócić pierwotny stan, bo rewaloryzacja w 1980 r. przewidywała tylko niewielki ich fragment.

Jan Piskorski odniósł się także do jakości trwającej rewaloryzacji. „Obserwuję tę jakość (…) od lat i według mnie wzrasta ona z roku na rok. Było gorzej. Teraz lepsi ludzie tu pracują. Lepsze – mimo wszystko – są materiały. I co ciekawe: na razie jako wykonawca lepiej spisuje się pod względem jakościowym nasz Kombinat Budownictwa Komunalnego. Od dwóch lat dopiero istnieje u nas oddział PKZ i trudno wymagać, aby już obecnie uporał się ze wszystkimi problemami.”

Substancja zabytkowa nie na zatracenie

Danutę Ślezik radowała kompleksowość programu rewaloryzacji „Zamościa – perły architektury polskiej i światowej z przełomu renesansu i baroku.” „Żadne z miast historycznych nie może się poszczycić tak szerokim potraktowaniem problemu.” Miejska konserwator zabytków wspomniała wielkie zasługi przy zainicjowaniu renowacji Zamościa m.in. wojewódzką konserwator zabytków Marię Sarnik oraz pracownika Politechniki Krakowskiej dra Pawlickiego, który w Zamościu zajmował się badaniami archeologicznymi. „Oczywiście, trudno rzec, iż wszystkie prace remontowe, prowadzone od paru lat w Zamościu , wykonywane są nienagannie. Wiele rzeczy robi się pobieżnie bądź nawet niechlujnie” – usłyszał redaktor Janusz Weiss. Od razu zapytał więc o wzrastające na zrewaloryzowanych kamienicach zagrzybienie. Pani konserwator odpowiedziała mu wprost „Myślę, że ułatwiono sobie robotę. Żeby zwalczyć zagrzybienie, trzeba całkowicie wymienić odpowiednie fragmenty murów, ścian itd. Zresztą mnie w ogóle wydaje się, że na razie dotychczas mamy tu w Zamościu do czynienia raczej tylko z remontem, i to w wielu przypadkach niedoskonałym.” Danuta Ślezik wyraziła nadzieję, że kolejny etap prac zostanie przeprowadzony dokładniej, a do już zrealizowanych prac fachowcy powrócą i naprawią to, co zostało sknocone. „Gdyby bowiem nadal miało trwać tak, jak dziś, można byłoby się mocno zasmucić: substancja zabytkowa uległaby zatraceniu, i to dużemu zatraceniu.” Red. Janusz Weiss wyszedł na spacer z panią konserwator. Poszli na Ormiańską. „Wciąż odkrywa się rzeczy nowe. Nie tylko polichromie. Także całe układy wewnętrzne, z kominami, piecami, kanałami. Wychodzi to wszystko na jaw dopiero w trakcie robót wykonawczych.” Zmiany są nanoszone do dokumentacji. Należy „przeprojektować to, co zostało z oczywistych przyczyn zaprojektowane inaczej. Niestety. Nie zawsze pozwala na to czas. Przeszkodą jest także wygodnictwo. Bo jeśli np. wstawia się balustradę, której w tym miejscu nigdy nie było, to czy można wszystko zwalać na chroniczny brak czas?”

Miejska konserwator często krytykuje jakość prac konserwatorskich w Zamościu. „Warunki, w których przyszło rewaloryzować to miasto, nie są bynajmniej dobre. Sytuacja jest szalenie trudna”. Ale jak mówiła Weissowi pani Ślezik wszystkim zależy na jakości tych przedsięwzięć.

Czas – najgroźniejszy przeciwnik

Trzeci rozmówca Janusza Weissa to Zdzisław Drankowski. Zapytany o to czy naprawdę jest zadowolony z poziomu prac zamojskich PKZ-tów odpowiedział (i tu zacytuję całość wypowiedzi): „żeby dobrze pracować, trzeba pracować rytmicznie. A niech pan łaskawie przyjrzy się najpierw, kim my pracujemy i czym my pracujemy. Potrzeba nam setki najróżniejszych, dobrych materiałów. I co? Żeby w ogóle cokolwiek dostać, musimy jeździć i szukać po całym kraju. A dobre rzeczy są nieraz wręcz nieosiągalne. No, czy pan widział gdzieś dobrą cegłę, klinkier, szlachetne odmiany drewna, którego by dostawca lub producent nie sknocił? A czy pan wie, że jak zdobędę gdzieś lakier do parkietu, to z kolei długo bezskutecznie poszukuję utwardzacza do tego lakieru? A czy zdaje sobie pan sprawę z naszych trudności transportowych, z rozmiarów deficytu części zamiennych? Pan mnie tu atakuje, i to ostro, za złą jakość a ja pana pytam: dlaczego w naszym kraju o dobrych (i w ogóle: o) tynkarzy, murarzy, cieśli – zajadle wszyscy się biją, niemal grzmocą? Niech mi pan odpowie, tylko szczerze: czy taki Zamość odnawiany jest gorzej, niż inne tego typu zabytkowe ośrodki w Polsce? Bo ja uważam, że poziom prac naszego zamojskiego PKZ nie jest wcale niższy, aniżeli innych PKZ-ów…” Dyrektor Drankowski dodał jeszcze, że w II etapie rewaloryzacji ma nadzieję, że czas nie będzie jego najgroźniejszym przeciwnikiem i poprawi to co „sknocił” a „nowe przedsięwzięcie będę już realizował rzetelnie, bez zarzutu, o ile – a na co liczę – i ludzi mi nie zabraknie odpowiednich i materiałów takoż i transportu”. Dlaczego dyrektor zamojskich PKZ-tów wspomniał o czasie? Ano z uwagi nie tylko na szybkie tempo robót, ale istotą przy tego typu renowacjach jest to, by „dębina się sezonowała minimum dwa lata, żeby wapno używane do celów konserwatorskich leżało co najmniej kilka lat itd. Czy pan da wiarę, że dobrego wapna użyczył mi do najważniejszych robót jeden z księży? I że po drewno jeździmy „po rolnikach”, polując na moment, kiedy chłop zabierze się do ścinania gruszy? Tu tego czasu zabrakło…

Czas upadku i marzeń

Blisko tysiąc ludzi (w tym ponad 400 z PKZ, 150 z KBK i wielu przedsiębiorstw podwykonawczych) przywracało miastu należyty blask utracony przez kilkusetletnie zaniedbania. Redaktor Weiss wskazuje tu na XIX w. – wówczas przyszedł na Zamość czas upadku. „Zubożałym mieszkańcom nie starczało pieniędzy na remonty. I właśnie dlatego nie prowadzono tu wówczas przebudowy, która zniszczyłaby zapewne urok tego miasta. W każdym razie ocalał i zabytkowy układ urbanistyczny i zespół autentycznych, choć tu i ówdzie nieco zeszpeconych, kamienic. Okres upadku, to zagrzybienie murów, to rynsztoki płynące środkiem sklepionych bram i podwórek”. O „mieście arkad Odrodzenia” przypomniano sobie w latach trzydziestych XX w. „Zaczęto odnawiać elewację, przywrócono pierwotny wygląd ratuszowi…” Na przeszkodzie rewaloryzacji stanęła II wojna św.

Janusz Weiss wędrując po starówce spotkał ówczesnego kierownika kina Adolfa Kęparę. Ten opowiedział mu co nieco o zabytkowym kościele: „żywotność kościoła pofranciszkańskiego skończyła się w czasach rozbiorów. Władze urządziły tu koszary: w podziemiach trzymano konie, po I wojnie św. powstał tu dom ludowy. Kino istnieje tutaj od 1922 roku. Ale mamy dostać nowy, nowoczesny obiekt [nowe kino zbudowano trzydzieści lat później tj. w 2010 r. – przyp. red.], i wtedy dawny ten kościół będący pięknym zabytkiem z XVII w. zostanie zrewaloryzowany [stało się to dopiero w latach 2017-2021 dzięki środkom z UE].”

Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej

Agnieszka Piela