Łabunie to rozległa wieś położona około 10 km od Zamościa, przy drodze prowadzącej do Tomaszowa Lubelskiego. Jej dzieje sięgają odległych czasów. Jak pisał Lucjan Momot na łamach „Słowa Powszechnego” (13 marca 1977 r., nr 57) o rozwoju miejscowości zadecydowały żyzne gleby, okoliczne lasy obfitujące niegdyś w zwierzynę oraz położenie przy ważnym szlaku handlowym łączącym Podole z centralnymi ziemiami dawnej Rzeczypospolitej. Najbardziej charakterystycznymi zabytkami Łabuń są kościół parafialny oraz późnobarokowy pałac z XVIII wieku. Od 1922 roku mieści się w nim dom zgromadzenia sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi.
Dawno, dawno temu
Według miejscowej tradycji już w XIV wieku w Łabuniach istniał drewniany kościół. Miał go ufundować ówczesny dziedzic dóbr łabuńskich, który podczas polowania znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W obliczu zagrożenia złożył ślub, że jeśli ocaleje, wybuduje świątynię. O tym najstarszym kościele nie zachowały się jednak żadne pewne informacje. Bogate archiwum parafialne miało bowiem ulec zniszczeniu podczas działań I wojny światowej.
Parafię w Łabuniach erygował w 1435 roku biskup chełmski, dominikanin Jan z Opatowca. Rok później ten sam biskup konsekrował nowo wybudowany murowany kościół, wzniesiony przez właściciela Łabuń, Adama Oleśnickiego, przy wsparciu dziedziców okolicznych wsi – Wawrzyńca z Komarowa oraz Eubarda z Wierzbia.
Na przełomie XVI i XVII wieku świątynia została rozbudowana przez Jana Zamoyskiego. Dobudowano wówczas kruchtę, wzniesiono dzwonnicę oraz otoczono cmentarz kościelny murowanym parkanem. Pierwotny kościół, którego styl architektoniczny nie został jednoznacznie określony, pod koniec XVI wieku spłonął. Odbudowano go w 1605 roku, prawdopodobnie w stylu renesansu lubelskiego. Konsekracji dokonał biskup chełmski Jerzy Zamoyski.
W następnych stuleciach świątynia była wielokrotnie przebudowywana, co zatarło jej pierwotny charakter architektoniczny. O kolejnych etapach prac przypominają zachowane do dziś napisy. Na głównej barokowej bramie otaczającego kościół ogrodzenia widnieje data „Anno Domini 1883”, natomiast na dzwonnicy – „AD 1789”. Pod obiema inskrypcjami umieszczono herb Zamoyskich.
Początkowo kościół był kryty dachówką holenderską. W 1871 roku zastąpiono ją blachą żelazną malowaną na czerwono, a jednocześnie wzniesiono sygnaturkę. W XIX wieku właścicielka Łabuń, Antonina hr. Tarnowska, ufundowała po prawej stronie świątyni murowaną kaplicę grobową dla swojej rodziny.
Znaczące jednak zmiany we wnętrzu kościoła przeprowadzono w XX wieku. W 1935 roku proboszcz ks. Stanisław Stawiarski przemalował ołtarze i wnętrze świątyni z ciemnej kolorystyki na jasną, kremową, dzięki czemu kościół zyskał bardziej przestronny i świetlisty charakter.

Łabunie – Kościół Parafialny
Czasy wojny i okupacji
8 września 1939 roku o godzinie 14.00 niemieckie lotnictwo zbombardowało budynki parafialne w Łabuniach. Dla miejscowości był to początek tragicznych doświadczeń II wojny światowej. Pierwszą ofiarą nalotu, o której wspomina Lucjan Momot, była służąca ks. Stanisława Stawiarskiego, śmiertelnie ranna odłamkami eksplodujących bomb.
We wrześniu 1939 roku w rejonie Łabuń zaciekły opór wojskom niemieckim stawiały oddziały Wojska Polskiego, m.in. 3 Pułk Artylerii Lekkiej z Zamościa oraz 3 Dywizja Piechoty Legionów dowodzona przez Stanisława Tatara. O bohaterstwie poległych żołnierzy przypominają dziś mogiły na cmentarzu parafialnym oraz tablica pamiątkowa wmurowana w ścianę kościoła. Uroczystość jej odsłonięcia odbyła się 29 sierpnia 1976 roku z udziałem biskupa lubelskiego Bolesława Pylaka oraz płk. Stanisława Tatara.
W swoim artykule Lucjan Momot obficie cytował kronikę parafialną, która zachowała świadectwa pierwszych miesięcy okupacji: „Niemcy hulali. Zajęli kościół, w którym umieścili jeńców polskich. Zajęli plebanię i rozkradli, co się tylko dało. W każdym mężczyźnie widzieli swego wroga.” Kronika odnotowuje również tragiczny los dwóch mieszkańców Barchaczowa, rozstrzelanych bez sądu na łabuńskim cmentarzu kościelnym. Ich ciała okupanci wrzucili do dołu po wapnie.
Represje dotknęły także duchowieństwo. Niemcy uznali za niebezpiecznych proboszcza ks. Stanisława Stawiarskiego oraz wikariusza ks. Mariana Germakowskiego. 23 września 1939 roku obaj zostali wywiezieni do Zamościa i włączeni do grupy polskich jeńców wojennych. Jak zapisano w kronice: „Razem z oficerami polskimi pędzono księży aż pod Rzeszów, nie szczędząc im drwi i szykan.” Po pewnym czasie duchownym udało się zbiec z niewoli, jednak do Łabuń już nie wrócili. Ks. Stawiarski wstąpił do zakonu paulinów, natomiast ks. Germakowski został skierowany do pracy w innej parafii.
Po ich wyjeździe parafia przez blisko półtora miesiąca pozostawała bez stałego proboszcza. Nie oznaczało to jednak całkowitego braku opieki duszpasterskiej. Jak zanotował kronikarz, obowiązki te przejął ks. kanonik Władysław Kamiński, wieloletni duszpasterz Polaków rozsianych po Syberii, a wówczas kapelan sióstr franciszkanek w Łabuniach. To on w trudnych pierwszych tygodniach okupacji podtrzymywał życie religijne miejscowej wspólnoty.

Ks. Andrzej Kostrzewa
Proboszcz czasu wysiedleń
6 listopada 1939 roku funkcję proboszcza parafii w Łabuniach objął ks. Andrzej Kostrzewa. Był młodym, pełnym energii kapłanem, pochodzącym z wielodzietnej rodziny chłopskiej ze wsi Zagóźnica pod Koninem. Jak wspominano po latach, szybko „wrósł w Łabunie i łabuńskich parafian”, zdobywając ich zaufanie i szacunek. W czasie okupacji, a szczególnie podczas wysiedleń mieszkańców Zamojszczyzny, ks. Kostrzewa nie opuścił swoich parafian. Wspierał ich duchowo i organizacyjnie.
Szczególnym świadectwem jego postawy była leśna Pasterka odprawiona pod koniec 1942 roku. Dwa tygodnie po wysiedleniu mieszkańców Łabuń i kilku innych wsi parafii przez okupanta niemieckiego, dzięki pomocy żołnierzy Batalionów Chłopskich zorganizowano nabożeństwo w lesie koło Barchaczowa. Wspominając tamto wydarzenie, kronikarz przytoczył słowa proboszcza: „Mimo wysiedlenia, mimo zamienienia naszego kościoła w magazyn, jesteśmy u siebie, trwamy!” Słowa te dobrze oddają atmosferę tamtych dni i postawę ks. Kostrzewy, która na trwałe zapisała się w pamięci mieszkańców.
Okupacyjne władze zmusiły proboszcza do czasowego zamieszkania w Zamościu. Nie zerwał jednak kontaktu ze swoją wspólnotą. Nadal odwiedzał parafian, niosąc im posługę duszpasterską wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Od 1943 roku jego działalność stała się częściowo oficjalna. Jak odnotowano w kronice parafialnej, „gestapo zamojskie, zmiękczone klęską stalingradzką i zbrojnym oporem ludu Zamojszczyzny”, zezwoliło na otwarcie kaplicy w niewysiedlonej Wólce Łabuńskiej. Dzięki temu mieszkańcy mogli ponownie uczestniczyć w nabożeństwach i korzystać z posługi kapłańskiej w bardziej regularny sposób.
Po wojnie – odbudowa i nadzieja
Wyzwolenie parafii spod niemieckiej okupacji ks. Andrzej Kostrzewa powitał w lipcu 1944 roku uroczystą Mszą Świętą, odprawioną w lesie koło Majdanu Ruszowskiego. Była to tzw. suma sprawowana w intencji parafian oraz „tych, którzy nieśli Zamojszczyźnie upragnioną wolność”. Po latach wojennej gehenny nabożeństwo stało się symbolem powrotu do normalnego życia i odzyskanej nadziei.

Kiedy w 1977 roku Lucjan Momot przygotowywał artykuł „W parafii nad rzeką Łabuńką”, ks. Kostrzewa wracał wspomnieniami do czasów wojny. Podkreślał, że choć tragiczne wydarzenia należą już do przeszłości, należy o nich pamiętać, aby nigdy nie powróciły nienawiść i wojna. Jednocześnie z satysfakcją mówił o tym, jak wiele udało się osiągnąć w powojennych latach. Parafia wzbogaciła się o nowe dzwony, uzupełniono straty spowodowane wojennymi rabunkami, a także kończono budowę nowej plebanii. Jak wspominał: „Przy pomocy Bożej pokonujemy trudności.” Nie zapominał również o tych, którzy przez lata wspierali go w pracy duszpasterskiej. Szczególnie wdzięczny był kapelanom sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, którzy pomagali mu zwłaszcza w okresach, gdy brakowało wikariusza [m.in. ks. Aleksander Sieciechowicz był wikariuszem w parafii w latach 1958-1961, 1968-1974, później jej administratorem, a w latach 1980-2006 proboszczem – przyp. red.]. Wśród współpracowników wymieniał także same siostry zakonne, zawsze gotowe do pomocy, oraz zasłużonego dla Łabuń organistę Jerzego Jasińskiego, którego określał mianem znakomitego fachowca i człowieka całkowicie oddanego służbie Kościołowi.
Opracowanie na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej (Słowo Powszechne, 1977, nr 57)
Agnieszka Piela