Takie były plany. Informowała o tym Urszula Garbień w artykule „Ułamek przykładu” w Tygodniku Kulturalnym (nr 16, 16.04.1978 r.), który w 1976 r. podjął cykl publicystyczny „Malwy w betonie” poświęcony budownictwu i architekturze polskich wsi. Wnioski dały niewesoły obraz. Wystosowano apel do instytucji zajmujących się m.in. nauczaniem architektury. Odzewu do redakcji nie było, ale jak zaznacza red. Garbień warszawskie SARP zorganizowało seminarium i wystawę projektów gminnych ośrodków mieszkaniowo-usługowych. „Budownictwo wiejskie jest ciężko chore na pseudomiejskość, chaos i niedowład.” – diagnozę tę przerażeni brzydotą wsi architekci stawiali od kilku lat. Na inwestycyjne zaniedbania wsi złożyły się wielowiekowe procesy historyczne, w tym II wojna światowa.
Na pomoc polskiej wsi ruszyły programy rządowe. Jeden z nich dotyczył prac badawczo-rozwojowych budownictwa mieszkalnego w latach 1976-1980. Był nim m.in. Program Rządowy nr 5 (PR5). Wytypowano 11 gmin, które miały stać się wzorem do naśladowania. Miały dać przykład jak należało rozwiązywać problemy rozbudowy miasteczek i wsi. Były to gminy: Krokowa (woj. gdańskie), Miłakowo (woj. olsztyńskie), Nowe Miasteczko (woj. zielonogórskie), Opinogóra (woj. ciechanowskie), Pępowo (woj. leszczyńskie), Skierbieszów (woj. zamojskie), Sulmierzyce (woj. piotrkowskie), Widawa (woj. sieradzkie), Wodzisław (woj. kieleckie), Srokowo (woj. olsztyńskie) i Sosnowica (woj. elbląskie).
W tych gminach miały powstać urzędy gminne, pocztowe, banki, posterunki MO, domy towarowe, restauracje, sieć usługowa, domy kultury, domy mieszkalne, przystanki autobusowe i cała infrastruktura wodno-kanalizacyjna, ogrzewanie, chodniki, drogi i oświetlenie ulic. Miały to być centra życia społeczno-gospodarczego, by ucieczka mieszkańców wsi nie była spowodowana inwestycyjnym zaniedbaniem wsi. Prace nad programowaniem i projektowaniem wzorcowych gminnych ośrodków mieszkaniowo-usługowych ruszyły w połowie 1976 r.
Tego niełatwego zadania podjął się doc. dr arch. Tadeusz Kachniarz. Biura projektowe nie były zainteresowane podjęciem prac „nietypowych”, wolały „trzepać dokumentację”. W końcu znaleziono 14 zespołów składających się z architektów z biur i wyższych uczelni z Gdańska, Olsztyna, Wrocławia, Warszawy, Poznania, Łodzi i Białegostoku. Powierzono im wykonanie badań oraz studiów i projektów. „ – Niezwykle istotna jest relacja pomiędzy pojęciami postępu i tradycji – twierdził doc. Kachniarz. – wieś preferuje „nowoczesne” formy miejskie na niekorzyść zabudowy tradycyjnej. Miasto ze swoimi „blokami”, „pawilonami”, „willami” stało się niestety dla wsi wzorcem społecznego awansu. Wynika to również z identyfikowania dotychczasowych niskich standardów zagospodarowania wsi i małych miast z ich tradycyjną zabudową i przeciwstawiania im niewątpliwej wyższości technicznych i użytkowych standardów miasta. Jednocześnie istnieją na wsi zjawiska niepokoju i braku identyfikacji z nowym, w istocie obcym, środowiskiem, dlatego też naszym, projektantów, zadaniem było poszukiwanie form, które godziłyby obie te potrzeby: nowoczesności i awansu, a jednocześnie swojskości. Jest to niezwykle istotny problem kulturowej ciągłości rozwoju. Dążyliśmy zatem do powiązania tradycyjnych form i wartości zastanych – z nowymi elementami zagospodarowania ośrodków, jako że samo stare jest zbyt stare, a samo nowe – zbyt nowe.” Jednym zdaniem należało dążyć do regionalizacji, do form prostych ale jednocześnie posiadających cechy indywidualne, wzorcowe. Niestety, początkowo projektanci sięgali po beton, szkło i stal. Formom nadawali kształty ekstrawaganckich udziwnień.
Wówczas pojawił się nieoczekiwany problem – „rozdymanie programów gminnych ośrodków ponad potrzeby i realne możliwości.” Zdarzało się, że: apetyty inwestorów był większy od funduszy, domagano się projektowania domów kultury z wieloma wyspecjalizowanymi pomieszczeniami, projektanci dokładali m.in. marmurowe posadzki. „Ten nierealny stosunek potrzeb do rzeczywistości mógł spowodować tylko jedno – uniemożliwienie budowy ośrodka lub też doprowadzenie do powstania kolejnej prowizorki ze sławojką i kaflowym piecem.”
Gdy rodził się program zakładano budowę gminnych ośrodków do końca 1980 r. Półtora roku po jego ogłoszeniu zaprezentowano plany dla 11 gmin. Wzrosło zainteresowanie sprawą w Ministerstwie Budownictwa oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego. PR5 miało pieniądze na etap pierwszy – koncepcyjny, kolejne kroki należały do władz wojewódzkich. Nad planami i pracami studialnymi wisiała groźba umieszczenia ich w szufladzie. Do 1976 r. projektanci pozyskali „nieformalne” zapewnienia, że budowa wybranych ośrodków gminnych znajdzie się w planach finansowo-wykonawczych poszczególnych województw. Niestety programy inwestycyjne zostały okrojone i już wówczas wiedziano, że ośrodki gminne powstaną tylko niektóre. W tzw. międzyczasie pojawiły się problemy z realizacją infrastruktury krytycznej, z wykonawcami i finansami. „- A ośrodek wzorcowy ma tylko wówczas sens, gdy istnieje – dodaje doc. Kachniarz – Wzorce na papierze są martwe. Wzorce realizowane przez lat 15 zamiast w 5 będą spóźnione. Czas może je zdezaktualizować. Bardzo wiele będzie również zależeć od tego, jak bardzo wojewoda i naczelnik gminy są zaangażowani w budowę ośrodka. Na ogół władze miejscowe są przychylne i w miarę swych możliwości popychają sprawę naprzód – bo przecież awans gminy do roli ośrodka wzorcowego oznacza zarazem szybki awans społeczny i kulturowy a także podniesienie standardu życia jej mieszkańców.”
W latach 1978 -80 zrealizowano ćwiartkę z omawianego wzorca PR5.
Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela


