Tygodnik „Wielkopolanin” organ urzędowy Unii Świętego Józefa w Pittsburgu w numerze 14. z 7 kwietnia 1904 roku przytacza historię, która na początku XX wieku wydarzyła się w Barchaczowie, w gminie Łabunie. „Moskale obalają krzyże” – tak brzmi tytuł cytowanego artykułu i o tym jest ta historia.

„Chrześciańskie” uczucia władz rosyjskich objawiają się ze szczególną wyrazistością w walce z katolickimi krzyżami, które uważane są za przedmioty dla państwowości rosyjskiej nader niebezpieczne, zwłaszcza wśród ludności b. unickiej. Jeden z epizodów takich walk heroicznych opisuje korespondent „Polaka”[1]. Treść przywołanego artykułu w całości przytacza biuletyn „Igła. Informator Gminy Łabunie” [R. VI, nr 3 (24) październik-grudzień 2018 r., s. 19.] „W odległości 8 wiorst od Zamościa, na drodze od Komarowa, w gminie Łabunie, położona jest wieś Barchaczów. Zalicza się ona do większych wsi, bo ma przeszło 60 domów, zamieszkała jest głównie przez katolików. Trzecią, a może i czwartą część ludności stanowią unici, a na palcach wyliczyć można takich, którzy pogodzili się z cerkwią prawosławną. Wioska ta już od kilkunastu lat nie miała żadnego krzyża, dokądby przynajmniej umarłych odprowadzać mogła, bo dawny zgnił, a nowego, jak to zwykle w tych stronach się dzieje, postawić nie pozwalali. Roku zeszłego gospodarz tej wioski, Dominik Cybula, człowiek pobożny, uczciwy i powszechnie znany i poważany, wystąpił o pozwolenie budowy krzyża kamiennego, ale tak od naczelnika jak i od gubernatora dostał tylko odmowę”.

Gdy tedy pozwolenia uzyskać się nie dało, Cybula osadził piękny żelazny krzyż na podmurowaniu, a w niszy umieścił obraz Matki Bozkiej Częstochowskiej. Policya oczywiście postanowiła krzyż zburzyć „Próbowali zmusić samych włościan, aby rozebrali” — pisze korespondent „Polaka” — ale ci odpowiedzieli, że nasza rzecz stawiać a nie burzyć. Ukarali więc każdego, kto brał udział przy budowie krzyża po 10 rb. A kiedy to nie pomogło, wysłali wójta, pisarza, sołtysa i 6 strażników, aby ci zburzyli ów krzyż, i kiedy ta garstka służalców przybyła pod krzyż, a lud to zobaczył, począł się gromadzić, aby nie pozwolić zburzyć. Wówczas wachmistrz Stanilewicz wypalił trzy razy do Matki Bozkiej Częstochowskiej umieszczonej w niszy, czy to dla postrachu, czy też dla pokazania wzgardy dla katolickiego obrazu. Następnie wyrwał obraz z niszy i schował. Lud na skutek strzałów począł napływać tłumnie. Strażnicy, nie tracąc odwagi, przystąpili do dzieła śmiało. Jeden z nich, Prystupa wszedł na postument, aby wyrwać lub ułamać krzyż żelazny. To mu się nie udało. Zażądał siekiery, ale żaden z włościan dać nie chciał, otrzymał ją nareszcie z kuźni. I kiedy pierwszy raz uderzył, ostrze siekiery prysło. Uderzył odwrotną stroną, t.j. obuchem, siekiera się rozleciała i wypadła strażnikowi z ręki, a więc cały drżący jak w febrze zszedł z krzyża. „Lud tłumnie zebrany płacze, jęczy i zanosi błagania, aby Bóg pomścił krzywdę sobie wyrządzaną. Próbuje jeszcze raz Moskal wleźć na krzyż drabinka się przewraca i strażnik spada. Rozwścieczony tem niepowodzeniem chwyta za kij i bije kobiety klęczące i płaczące, kaleczy je, kopie nogami itp. Lud burzy się i chwyta za bryły. Strażnicy niepewni zwycięztwa uciekają do Zamościa”.

Nastąpiły oczywiście aresztowania, mnóstwo osób wtrącono do więzienia.

A oto koniec tej epopei.

„Strażnicy założyli u wierzchu liny i ciągnęli, u dołu podważali żelaznymi drągami i w ten sposób cały przewalili. Następnie siekierami rąbali i tłukli. Z napisu ani jedna litera nie została cała. Wszystkie te gruzy, porąbane i połamane ogrodzenie przewieźli na cmentarz grzebalny i tam zwalili. Drzewka powycinali i po zburzeniu krzyża tych, którzy byli więzieni, wypuścili”. Krzyż połamano na drobne kawałki, gruzy zburzonej podmurówki wywieziono na cmentarz. Niebezpieczny krzyż katolicki został „zdobyty” i zniknął z powierzchni ziemi.

Zachowano oryginalną pisownię.

Wyszperał z zasobów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej

Piotr Piela

[1] POLAK. Pismo z obrazkami dla wszystkich, Kraków, marzec 1904 r. R. IX, nr 3., s.41-42.