Legenda to opowieść powstała na styku miejsca, pamięci i wyobraźni. Nie jest ani czystym dokumentem historycznym, ani zwykłą baśnią. Najlepiej rozumieć ją, jako wielowarstwowy zapis kultury, w którym rzeczywiste wydarzenia, ślady archeologiczne, krajobraz, geologia i ludzka pamięć zostały z czasem połączone w opowieść.

A opowieść ludowa jest jednym z najstarszych sposobów, w jaki społeczność przechowuje pamięć o swoim świecie. Rodzi się z doświadczenia miejsca, wydarzenia lub człowieka, a następnie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie – przede wszystkim poprzez słowo mówione. Jej znaczenie polega na tym, że pokazuje, jak dane wydarzenie lub miejsce zostało zapamiętane i zrozumiane przez ludzi.

U podstaw opowieści może znajdować się rzeczywiste wydarzenie: wojna, śmierć człowieka, pożar, powódź, budowa dworu, istnienie dawnego cmentarza czy pozostałości starej osady. Może nią być również sam krajobraz – samotny głaz, źródło, bagno, wzgórze, ruina albo nietypowa formacja terenu. To, czego mieszkańcy nie potrafili wyjaśnić, mogło z czasem otrzymać własne ludowe wyjaśnienie.

W przekazie ustnym wydarzenie zaczyna jednak żyć własnym życiem. Każdy kolejny opowiadający może coś dopowiedzieć, pominąć albo zmienić. Pojawiają się imiona, szczegóły, niezwykłe zdarzenia i motywy znane z innych historii. Po kilku pokoleniach pierwotne wydarzenie może być już trudne do rozpoznania, ale pozostaje jego pamięć – zakodowana w opowieści.

Z opowieści ludowej może następnie powstać legenda. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy opowieść zostaje silnie związana z konkretnym miejscem i zaczyna wyjaśniać jego pochodzenie, niezwykłość lub przeszłość. Stary kopiec może stać się miejscem pochówku zapomnianego władcy, ruiny – pozostałością zamku zapadniętego pod ziemię, a źródło – śladem działania świętego lub siły nadprzyrodzonej.

W ten sposób opowieść ludowa staje się pomostem między pamięcią a legendą. Historia dostarcza wydarzenia, archeologia może dostarczyć jego materialnego śladu, krajobraz tworzy miejsce, a tradycja ustna nadaje temu wszystkiemu sens i formę opowieści.

Są na Zamojszczyźnie miejsca, których nie da się opowiedzieć wyłącznie za pomocą dat, map i dokumentów. Nazwa niewielkiej miejscowości, samotny głaz w lesie, źródło, stary trakt czy skraj dawnej osady często przechowują coś więcej niż ślad przeszłości. Przechowują opowieść., która często jest legendą.

Legenda nie jest jednak przeciwieństwem historii. W wielu przypadkach wyrasta właśnie z wydarzenia historycznego, niezwykłego krajobrazu, dawnej nazwy albo pamięci o człowieku. Z czasem wydarzenie zostaje uproszczone, postacie otrzymują cechy nadprzyrodzone, a rzeczywiste miejsce zaczyna funkcjonować w wyobraźni mieszkańców jako przestrzeń szczególna. Można więc zaproponować prosty ciąg zdarzeń:

HISTORIA → PAMIĘĆ → OPOWIEŚĆ → WIERZENIE → NAZWA → MIEJSCE**

Nie każda legenda przechodzi przez wszystkie te etapy. Czasem punktem wyjścia jest tylko wydarzenie historyczne, czasem krajobraz, a nader często sama nazwa. Wspólny pozostaje jednak mechanizm: człowiek próbuje nadać sens temu, co widzi i czego nie potrafi już wyjaśnić. Dobrym przykładem są legendy Zamojszczyzny. Chociażby dzisiejsze przedmieście Zamościa – Majdan i legenda która tłumaczy narodziny miejsca.

Majdan jest nazwą niezwykle charakterystyczną dla polskiego krajobrazu. W tradycji językowej wiąże się między innymi z terenem oczyszczonym z lasu, placem powstałym w wyniku działalności człowieka czy miejscem związanym z dawną gospodarką leśną. W opowieści o Majdanie pojawia się jednak coś więcej niż samo karczowanie lasu. Według miejscowego przekazu, kiedy ludzie zaczęli wycinać las i budować swoje domy, przeciwko powstaniu osady wystąpiły siły nadprzyrodzone – Diabły Oczeret i Wyrwidrzew. Już same ich imiona mówią nam dużo o wyobraźni mieszkańców dawnej epoki. Nazwy tych czartów, czy raczej jak mówimy na Zamojszczyźnie – czortów, można bardzo dobrze odczytać jako dwie uzupełniające się figury demonologii krajobrazu Zamojszczyzny: pierwszy związany z mokradłem, szuwarami i wodą, drugi z gwałtowną siłą powietrza, łamaniem drzew i nieujarzmioną przyrodą.

Oczeret nie jest nazwą wymyśloną przypadkowo. W języku polskim oczeret oznacza zarówno roślinę wodną, jak i gęste przybrzeżne zarośla, czyli szuwary. W demonologii można go rozumieć jako diabła bagiennego – ducha miejsc, gdzie kończy się bezpieczna droga, a zaczyna grząskie podłoże, stojąca woda i gęstwina.

Nie trzeba przy tym twierdzić, że historyczne źródła ludowe rzeczywiście znały demona o dokładnie takim imieniu. „Oczeret” jako imię diabła jest interpretacją literacko-etnograficzną opartą na znaczeniu słowa i krajobrazie. Drugi z diabłów to, Wyrwidrzew — diabeł wichru. Tu konstrukcja nazwy jest jeszcze bardziej obrazowa: Wyrwi-drzew czyli ten, który wyrywa drzewa. To pasuje do dawnego ludowego sposobu tłumaczenia gwałtownych zjawisk atmosferycznych.

Polski folklor bardzo często łączył wirujący lub gwałtowny wiatr z działalnością diabła. Polski Atlas Etnograficzny dokumentuje nazwy takich wirów: „diabeł”, „diabeł kręci”, „diabeł leci”, „diabeł tańczy”, „diabły się gonią” czy „czarcie wesele”. Słownik polskiej bajki ludowej również wskazuje, że wir powietrzny był często postrzegany jako taniec lub kręcenie się demona, a gwałtowny wiatr przypisywano działaniu diabła. Nie są te dwa diabły z „demonów z mitologii słowiańskiej” w ścisłym sensie. Lepiej określić je jako literacką rekonstrukcję lokalnej demonologii krajobrazu, zbudowaną z autentycznych mechanizmów ludowego myślenia. W kulturze ludowej przyroda nie była obojętna. Bagno mogło być i było miejscem niebezpiecznym, a nagły wir powietrzny – działaniem diabła. Polski Atlas Etnograficzny wręcz klasyfikuje te wierzenia w ramach demonologii, władania wiatrem i nazw gwarowych wiru powietrznego.  Dlatego można stworzyć dla Zamojszczyzny taki podział: Oczeret – władca mokradeł, Pan miejsc, w których ziemia udaje stałą, lecz pod stopami kryje wodę. Wyrwidrzew – pan wichru, ten, który pojawia się nagle na polu lub w lesie, kręci powietrzem i łamie to, czego człowiek nie potrafi złamać. A razem tworzą dwa oblicza „diabłów zamojskich”: Jeden mieszka tam, gdzie ziemia staje się wodą. Drugi tam, gdzie powietrze staje się siłą. „Uczłowieczone” czorty w opowieści ludowej próbowały przeszkodzić ludziom w założeniu nowego miejsca. Człowiek nie pozostaje jednak bezbronny. Na budowanych domach pojawiają się słomiane krzyże, które mają chronić mieszkańców przed złymi mocami. W tej krótkiej opowieści można dostrzec niezwykle ważny mechanizm. Najpierw istnieje las. Jest przestrzenią nieoswojoną, ciemną i potencjalnie niebezpieczną. Potem pojawia się człowiek, który zaczyna tę przestrzeń przekształcać.

Wkrótce pojawia się konflikt – w legendzie przedstawiony jako walka ludzi z diabłami. Wreszcie następuje zwycięstwo osadników. Las zostaje zamieniony w miejsce zamieszkania. Dlatego legenda o Majdanie nie jest wyłącznie opowieścią o diabłach. Jest symboliczną opowieścią o oswajaniu przestrzeni. Jej konstrukcja jest bardzo prosta, a dodatkowy element – słomiany krzyż pełni przy tym podwójną funkcję. Jest symbolem religijnego zabezpieczenia, ale jednocześnie znakiem, że człowiek przejmuje przestrzeń i nadaje jej własny porządek.

Majdan jest więc przykładem legendy, która wyjaśnia narodziny miejsca. Inaczej działa legenda związana z Łapiguzem. Łapiguz nie zaczyna się od legendy. Nazwa tej miejscowości znana jest już od XVIII wieku, a w XIX stuleciu Łapiguz był folwarkiem związanym z dobrami Ordynacji Zamoyskiej. Skąd jednak wzięła się sama nazwa? Jedna z hipotez łączy ją z karczmą, w której jak żartobliwie mawiano można było „złapać guza”. Inne wyjaśnienie odwołuje się do staropolskiego słowa „łapa”, kojarzonego z rabusiem czy zbójnikiem. Nie bez znaczenia był też fakt, że Łapiguz leżał przy trakcie prowadzącym w stronę Skierbieszowa.

Dlatego legenda nie zawsze musi tłumaczyć nazwę. Czasem jej zadaniem jest przechować pamięć o człowieku albo wydarzeniu. Bo czasem to nie legenda tworzy miejsce a miejsce tworzy legendę. W tym przypadku miejsce nie powstaje z legendy. To legenda sprawia, że miejsce zaczyna być odczytywane jako punkt na mapie pamięci. To różnica subtelna, ale bardzo istotna.

Jeszcze inaczej funkcjonuje opowieść o Wólce Wieprzeckiej i Wychodach. To legendy o zniszczeniu i odrodzeniu oraz człowieku, który nadał imię wiosce. Wydarzenia zostają umieszczone w realiach roku 1831. Bohaterowie docierają do płonącego Wieprzca. Po walce z rosyjskimi żołnierzami mieszkańcy zbierają się przy ogniskach i stają wobec podstawowego pytania: co zrobić po utracie domów?

Odpowiedź jest niezwykle prosta. Trzeba zacząć od nowa. Nowa osada otrzymuje nazwę Wychody – od słów: „bośmy wyszli z Wieprzca”. To jeden z najciekawszych przykładów ludowego mechanizmu tworzenia nazwy. Nazwa nie opisuje krajobrazu. Nie pochodzi od właściciela ani od charakterystycznego elementu terenu. Zostaje związana z wydarzeniem i doświadczeniem wspólnoty. Mieszkańcy nie tylko wychodzą z płonącej miejscowości. Oni wychodzą z katastrofy, po zniszczeniu swoich domostw. Dlatego „Wychody” stają się w opowieści nazwą odrodzenia.

Wólka Wieprzecka również ma swoją opowieść o początkach. Według miejscowej tradycji nazwa miejscowości wiązana jest z człowiekiem o imieniu Wólka – smolarzem, który miał zamieszkiwać dawne uroczysko leśne zwane Maziarnią.

Maziarnia nie jest jednak wyłącznie elementem legendy. Nazwa tego uroczyska zachowała się również na dawnych mapach, przypominając o krajobrazie, w którym funkcjonowała osada i ludzie zajmujący się leśnym rzemiosłem. Najciekawsze jest jednak to, skąd znamy tę opowieść.

Nie pochodzi ona ze współczesnego przekazu internetowego ani z późniejszej publikacji. Jej zapis znajduje się w rękopisie sporządzonym w 1938 roku przez nauczycielkę ze Skaraszowa. Dokument został zachowany i jest przechowywany w miejscowej szkole. To niezwykle ważny szczegół. Mamy bowiem nie tylko legendę, ale także konkretny ślad jej dawnego zapisu. I właśnie tutaj spotykają się dwie warstwy historii:

DAWNE UROCZYSKO MAZIARNIA → SMOLARZ WÓLKA → POWSTANIE OSADY → PRZEKAZ USTNY → RĘKOPIS Z 1938 ROKU → PAMIĘĆ MIEJSCA**

Nie wiemy, czy wszystkie szczegóły opowieści odpowiadają rzeczywistym wydarzeniom. Wiemy natomiast, że w 1938 roku ktoś uznał ją za na tyle ważną, by ją zapisać. A dzięki temu możemy jej słuchać także dzisiaj. A jeśli już mówimy o źródłach legend i opowieści ludowych, warto pokazać, że legenda nie ma jednego rodzaju źródła. Czasem przez pokolenia pozostaje wyłącznie w pamięci mieszkańców, a niekiedy trafia do bardzo konkretnych dokumentów.

Skąd znamy dawne legendy?

  1. Przekaz ustny

Najstarszym i najczęstszym źródłem była pamięć mieszkańców. Opowieść przekazywano przy pracy, w domu, karczmie, podczas spotkań sąsiedzkich czy przez starszych członków rodziny. Każdy kolejny opowiadający mógł coś dodać, pominąć albo zmienić. Dlatego legenda żyła i zmieniała się razem ze społecznością.

  1. Rękopisy i zapisy

Bardzo cennym źródłem są rękopisy sporządzane przez nauczycieli, uczniów, regionalistów czy mieszkańców. Przykładem może być właśnie rękopis z 1938 roku dotyczący Wólki Wieprzeckiej, sporządzony przez nauczycielkę ze Skaraszowa. Taki dokument jest szczególnie interesujący, ponieważ utrwala opowieść funkcjonującą jeszcze w przekazie ustnym w określonym momencie.

  1. Zbiory etnograficzne

W XIX i na początku XX wieku badacze zaczęli świadomie zbierać podania, wierzenia, pieśni i opowieści mieszkańców wsi. Zapisywali nie tylko samą historię, lecz także informację o miejscowości, informatorze czy okolicznościach jej usłyszenia.

  1. Prasa lokalna i regionalna

Dawne gazety, kalendarze, tygodniki i czasopisma często publikowały podania związane z konkretnymi miejscowościami. Czasem jest to pierwszy znany zapis legendy, choć trzeba pamiętać, że redaktor mógł opowieść literacko opracować.

  1. Dokumenty urzędowe i gospodarcze

Nie są one zazwyczaj źródłem samej legendy, ale pozwalają sprawdzić jej historyczne tło: nazwy miejscowości, folwarków, uroczysk, karczem, młynów, właścicieli czy dawnych dróg.

  1. Mapy i nazwy terenowe

Nazwy pól, lasów, uroczysk, wzgórz czy mokradeł często przechowują bardzo starą pamięć krajobrazu. Sama nazwa nie jest jeszcze dowodem prawdziwości legendy, ale może być ważną wskazówką do dalszych badań.

  1. Pamiętniki, wspomnienia i relacje świadków

Wspomnienia mieszkańców, żołnierzy, nauczycieli czy właścicieli majątków mogą zachować opowieści, których nie znajdziemy w oficjalnych dokumentach. Szczególnie cenne są relacje zapisane możliwie blisko czasu wydarzenia. Na przykład w rodzinnych pamiątkach Noakowskich miały znajdować się wspomnienia powstańca z 1863 roku, który według relacji przekazanej w latach 70. XX wieku miał opisywać przejście podziemiami z Zamościa do Szczebrzeszyna[1].

  1. Kościoły, parafie i archiwa

Księgi parafialne, kroniki parafialne, nekrologi, wizytacje czy zapisy proboszczów mogą pozwolić sprawdzić osoby i wydarzenia występujące w lokalnych podaniach.

Najważniejsza rzecz: W badaniu legendy trzeba rozdzielić trzy warstwy:

FAKT HISTORYCZNY → PRZEKAZ LUDOWY → PÓŹNIEJSZE OPRACOWANIE

Na przykład:

Wiemy z mapy, że istniało uroczysko Maziarnia. Z przekazu lokalnego znamy opowieść o smolarzu Wólce. W 1938 roku nauczycielka zapisała tę opowieść w rękopisie. Nie oznacza to jeszcze, że Wólka rzeczywiście był założycielem osady. Oznacza natomiast, że taka opowieść funkcjonowała w pamięci mieszkańców i została zapisana w konkretnym czasie.           

I właśnie to jest często najcenniejsze w legendzie. Legenda nie musi być dokumentem wydarzenia. Może być dokumentem pamięci o wydarzeniu. Ciekawym przykładem legendy jest Piekiełko pod Tomaszowem Lubelskim – kiedy krajobraz domaga się opowieści.

Tutaj punktem wyjścia nie jest przede wszystkim człowiek ani wydarzenie historyczne, lecz krajobraz. Wśród lasu znajdują się ogromne bloki piaskowca. Ich obecność musiała przez pokolenia budzić pytanie: skąd się tutaj wzięły?

I właśnie z tego pytania narodziły się legendy. Rezerwat Piekiełko został utworzony w 1962 roku w celu ochrony niezwykłego skupiska głazów. Dawniej przypisywano im pochodzenie polodowcowe. Nowsze badania geologiczne wskazują jednak, że są to oderwane fragmenty miejscowych piaskowców wieku sarmackiego będącego częścią miocenu. Największe bloki osiągają około 10 metrów obwodu.

W ten sposób nauka odpowiedziała na jedno z pytań, które przez lata napędzały lokalną wyobraźnię. Ale nie odpowiedziała na wszystkie. Badania archeologiczne zwróciły uwagę również na znajdujące się w pobliżu antropogeniczne wały ziemne oraz na możliwą regularność części układu przestrzennego. Nie oznacza to jednak, że można bez zastrzeżeń uznać Piekiełko za dawne miejsce kultowe. Funkcja i chronologia wałów, a także ich ewentualny związek z głazami pozostają przedmiotem badań.

I tutaj spotykają się trzy sposoby opowiadania o miejscu: LEGENDA – ARCHEOLOGIA – GEOLOGIA, a nawet dochodzi czwarta warstwa – HISTORYCZNA, co jest fascynujące i wyjątkowe na Zamojszczyźnie. W tradycji Piekiełka występuje kilka różnych opowieści. Pierwsza związana jest z anonimowym gospodarzem. Był człowiekiem niezwykle zamożnym, którego pola miały wyjątkowo dobre plony. Sąsiedzi podejrzewali, że posiada nadnaturalną moc albo zawarł układ z diabłem. Gospodarz nie pomagał innym, przeciwnie – miał być człowiekiem nieżyczliwym i bezwzględnym. W pewnym momencie nadciąga burza. Piorun, grzmot i nagłe ustanie nawałnicy tworzą moment graniczny. Kiedy mieszkańcy wychodzą z domów, widzą, że ich pola ocalały, natomiast pole gospodarza zostało zasypane ogromnymi kamieniami. Sam właściciel ginie pod jednym z nich.

To klasyczna konstrukcja moralizująca: Pycha – egoizm – kara – krajobraz. Kamienie stają się materialnym śladem kary.                                                 

Druga opowieść wiąże Piekiełko z postacią Kurdwanowskiego, dziedzica Łaszczówki. W tej wersji bohater gubi się podczas polowania w lesie. Spotyka niezwykłego starca, który prowadzi go do pieczary pełnej skarbów. Skarb ma jednak swoją cenę. Starzec i skarby znikają, a na miejscu pozostają kamienie. Istnieje również kolejny wariant, w którym diabeł usiłuje zasypać kamieniami kościół. Przeszkadza mu jednak pianie koguta i kamienie zostają porzucone na otwartej przestrzeni.

Mamy więc nie jedną legendę, lecz zespół wariantów. I tutaj pojawia się szczególnie interesujące zjawisko. W jednej opowieści mamy anonimowego, złego gospodarza posiadającego nadnaturalną władzę nad pogodą czyli postać, którą w opowieściach ludowych nazywamy płanetnikiem. Sam termin „płanetnik” należy do bardzo starego słownika polskiej demonologii ludowej. Płanetników wyobrażano sobie jako istoty lub ludzi związanych z pogodą, chmurami, burzami, gradem i deszczem. W różnych regionach Polski ich charakterystyka była odmienna. W opowieści spod Tomaszowa mamy jednak interesujące przesunięcie: płanetnik nie jest tu po prostu demonem atmosferycznym. Przybiera postać człowieka – starego gospodarza, który posiada niezwykłą, niemal magiczną władzę nad pogodą. To bardzo charakterystyczny mechanizm folklorystyczny: niezwykła wiedza → tajemnicza moc → kontrola pogody → szkoda wyrządzana sąsiadom → legenda o człowieku posiadającym nadnaturalną władzę. Dla interpretacji Piekiełka jest to szczególnie interesujące, ponieważ mamy tutaj inną funkcję legendy niż w opowieści o diable rzucającym kamieniami. Legenda diabelska tłumaczy pochodzenie głazów. Opowieść o płanetniku tłumaczy natomiast charakter miejsca i jego nadnaturalność – Piekiełko staje się przestrzenią związaną z człowiekiem, który przekroczył zwykłe granice ludzkich możliwości. Wokół głazów funkcjonuje wiele opowieści próbujących wyjaśnić ich pochodzenie, przy czym w większości pierwszoplanową postacią jest diabeł.  Płanetnik jest więc ciekawym wyjątkiem: zamiast diabła pojawia się człowiek władający siłami natury.           

W innej legendzie mamy historycznie umiejscowionego dziedzica Kurdwanowskiego. Można postawić hipotezę, że w późniejszej tradycji różne motywy zostały częściowo połączone. Sam mechanizm jest bardzo charakterystyczny dla tradycji ustnej:          

Postać anonimowa może otrzymać imię, a historyczna może otrzymać cechy bohatera legendy. W ten sposób prawdziwy człowiek staje się bohaterem opowieści, a opowieść zaczyna wyjaśniać krajobraz.

W Piekiełku szczególne znaczenie ma jeszcze jeden element – kamień. Jest pozostałością po wydarzeniu. Nie jest już zwykłym fragmentem skały. Jest dowodem. Dla jednych stanowi ślad działania diabła,  dla innych – pamiątkę po skarbie, który zniknął. Jeszcze inna tradycja wiąże głazy z dawną działalnością gospodarczą czy poszukiwaniem bogactw. Geologia mówi natomiast o procesach związanych z miejscowymi piaskowcami.

Trzy sposoby wyjaśnienia tego samego krajobrazu nie muszą się wzajemnie niszczyć. Każdy odpowiada bowiem na inne pytanie. Legenda pyta: „co się tutaj wydarzyło?” Geologia zadaje pytanie: „z czego powstały te kamienie i skąd się wzięły?” Archeologia zaś pyta: „czy człowiek zmieniał tę przestrzeń i w jaki sposób?”, dopiero razem tworzą pełniejszy obraz miejsca.

A nie zapominajmy jeszcze o czwartej dyscyplinie naukowej – historii. W ludowej tradycji miejsce to od dawna wiązano z ukrytymi skarbami. Mówiono o złocie i srebrze, a niezwykłe nagromadzenie wielkich głazów pobudzało wyobraźnię kolejnych pokoleń. Co istotne, za tą opowieścią może kryć się rzeczywisty epizod poszukiwawczy z XIX wieku. 

W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego, wydanym w 1884 r., w haśle dotyczącym Łaszczówki ( miejscowość do której przypisywane jest Piekiełko) odnotowano, że około czterdziestu lat wcześniej sprowadzono w okolice górników, którzy prowadzili poszukiwania srebra w pokładach kamiennych.

Wykonywano próby wydobywcze i uzyskiwano pewne części metaliczne, jednak ich zawartość srebra okazała się zbyt mała, aby przedsięwzięcie miało znaczenie gospodarcze. Prace zostały więc przerwane. Jeżeli informację tę odniesiemy do daty wydania Słownika, czyli 1884 r., wskazywany przez autora czas przypada mniej więcej na około 1844 r. Nie jest to jednak data bezwzględna – określenie „przed 40 laty” ma charakter przybliżony. To niezwykle interesujący szczegół dla historii Piekiełka. Pokazuje bowiem, że w XIX wieku rzeczywiście podejmowano w tej części Roztocza próby poszukiwania kruszców, a nie tylko opowiadano o znajdującym się pod ziemią bogactwie. A więc legenda mogła powstać na kanwie rzeczywistych wydarzeń.

Jeszcze ciekawszy jest późniejszy przekaz ludowy. W 1901 r. Jan Skowyra z Majdanu Górnego przekazał opowieść, według której od dawna krążyła wiadomość, że w Piekiełku znajdują się srebro i złoto. Ludzie podejmowali próby kopania, lecz zamiast oczekiwanych skarbów natrafiali na ogromne kamienie. Ten szczegół nabiera znaczenia w zestawieniu z XIX-wieczną informacją o rzeczywistych poszukiwaniach srebra. Mamy bowiem podobny schemat: poszukiwanie kruszcu → kopanie ziemi → natrafienie na kamień → niepowodzenie → utrwalenie opowieści o ukrytym skarbie. Nie możemy oczywiście powiedzieć, że przekaz Skowyry jest bezpośrednim wspomnieniem ekspedycji z około 1844 r. tego źródła nie dowodzi. Możemy natomiast postawić znacznie ostrożniejszą hipotezę: pamięć o dziewiętnastowiecznych poszukiwaniach mogła z czasem zostać przekształcona w lokalną opowieść o zakopanym srebrze i złocie. Jest to tym bardziej interesujące, że Skowyra, który przekazywał tę tradycję w 1901 r., miał wówczas około osiemdziesięciu lat. Mógł więc znać opowieści zasłyszane jeszcze w XIX wieku, choć oczywiście nie oznacza to, że sam był świadkiem wydarzeń z około 1844 r.

A gdzie w tym wszystkim Kurdwanowski? Historia legendy o Kurdwanowskim zaczyna się w miejscu, które rzeczywiście pozostawało związane z rodziną Kurdwanowskich. W latach 1746–1747 Łaszczówka przeszła w ręce Maurycego Józefa Kurdwanowskiego. Po nim dobra odziedziczył jego syn Jan Placyd Kurdwanowski (1746–1824), starosta baranowski i kuchmistrz koronny. W 1809 r. dobra łaszczowskie przeszły następnie w ręce jego siostry. Ta informacja jest istotna dla interpretacji miejscowej legendy, ponieważ pojawiający się w niej „Kurdwanowski” nie jest postacią fikcyjną. W tradycji Piekiełka nazwisko to zostało związane z właścicielem Łaszczówki i z opowieścią o poszukiwaniu ukrytych skarbów.  Nie oznacza to jednak, że wszystkie wydarzenia opisane w legendzie można przypisać konkretnemu Kurdwanowskiemu. Historyczna osoba stanowi tu raczej punkt zaczepienia dla późniejszej opowieści, której szczegóły zostały ukształtowane przez miejscową tradycję.

Równie ważne jest miejsce, w którym legenda została osadzona. Dawna Łaszczówka nie była jedynie niewielką osadą otoczoną polami. Jej krajobraz tworzyły pola uprawne, łąki oraz rozległe kompleksy leśne, ciągnące się w kierunku Majdanu Górnego i Piekiełka. Dla dziewiętnastowiecznego mieszkańca czy właściciela dóbr był to zupełnie inny krajobraz niż ten, który znamy dzisiaj. Las stanowił dużą, niejednoznaczną przestrzeń: miejsce polowań, ale również obszar, w którym można było zabłądzić, zgubić drogę i zetknąć się z tym, co nieznane. I właśnie w takim krajobrazie umieszczono legendę o Kurdwanowskim.

To daje bardzo dobry model interpretacyjny:

Fakt historyczny: w XIX wieku sprowadzono górników i prowadzono próby poszukiwania srebra.

Pamięć lokalna: w Piekiełku od dawna mówiono o srebrze i złocie.

Obserwacja krajobrazu: kopiący natrafiali przede wszystkim na wielkie kamienie.

Legenda: poszukiwania skarbu otrzymały konkretnych bohaterów i fabułę, m.in. Kurdwanowskiego.

Późniejsza tradycja: rzeczywiste wydarzenie i wyobrażenie o ukrytym bogactwie zaczęły funkcjonować jako jedna opowieść.

Dlatego Piekiełko jest znacznie ciekawsze niż zwykłe „miejsce legendy o skarbie”. Jest to przykład, w którym pod warstwą folkloru można uchwycić ślad rzeczywistego dziewiętnastowiecznego przedsięwzięcia gospodarczego a następnie obserwować, jak wydarzenie historyczne zostało przetworzone przez pamięć miejscową.

Legendy Zamojszczyzny nie są jedynie fantastycznymi opowieściami o diabłach, skarbach, duchach czy niezwykłych wydarzeniach. Są przede wszystkim sposobem, w jaki mieszkańcy przez pokolenia zapamiętywali i tłumaczyli otaczający ich świat. Łączą krajobraz, historię, nazwy miejscowości, dawne wydarzenia, wierzenia i pamięć lokalną.

Źródłem legendy czy opowieści nie są wyłącznie książki. Są nimi także przekazy ustne, kolekcje etnograficzne, dokumenty administracyjne, mapy, księgi parafialne, pamiętniki i wspomnienia.

Zapis legendy potwierdza przede wszystkim istnienie określonego przekazu w pamięci mieszkańców. Dlatego kluczowe znaczenie ma rozdzielenie trzech poziomów:

HISTORIA – to, co możemy potwierdzić źródłami.

TRADYCJA – to, co przekazywano i zapamiętywano.

LEGENDA – opowieść, która z czasem nadała tej pamięci określoną formę.

Dlatego legendy nie należy pytać wyłącznie: Czy to wydarzyło się naprawdę? Równie ważne są pytania: Dlaczego właśnie tutaj powstała ta opowieść? Co mieszkańcy próbowali dzięki niej wyjaśnić? Jakie wydarzenie, krajobraz albo wspomnienie mogło się za nią kryć? Kiedy została po raz pierwszy zapisana?

W tym sensie najważniejsza teza brzmi: Legenda nie musi być dokumentem wydarzenia. Może być dokumentem pamięci o wydarzeniu. Zamojszczyzna jawi się więc nie jako kraina przeciwstawiająca historię legendzie, lecz jako przestrzeń, w której obie te warstwy przez stulecia nakładały się na siebie. Historia dostarczała faktów, krajobraz dostarczał znaków, pamięć przechowywała doświadczenia, a opowieść nadawała im sens.

Fryderyk Kierepka

 

Artykuł powstał w ramach realizacji projektu „Utkane z polnego kwiecia – spotkanie z kulturą ludową Zamojszczyzny”.

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

Źródła

  1. Sulimierski F., Chlebowski B., Walewski W. (red.), Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…, t. V, Warszawa 1884.
  2. Zaleski K., „Podania dotyczące nazw i miejscowości w powiecie tomaszowskim”, Wisła, t. XV, 1901, z. VI, s. 730–734.
  3. Rękopis dotyczący Wólki Wieprzeckiej i Maziarni, 1938, zbiór miejscowy szkoły – dane do uzupełnienia.
  4. Kapuściński J., wypowiedź z sesji „Dzieje rozwoju przestrzennego i architektury Zamościa”, Zamość 1978, Archiwum Państwowe w Zamościu, ZTPTN, sygn. 19.

Opracowania historyczne i regionalne

  1. Niedźwiedź J., Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego, Zamość 2003.
  2. Warmińska-Mazurek K., „Łaszczówka – zarys dziejów miejscowości”, Rocznik Tomaszowski, t. 5, 2016, s. 269–285.
  3. Zugaj L., Historia Nadleśnictwa Tomaszów, Tomaszów Lubelski 2015.
  4. Wójcikowski W., Paczyński L., Roztocze. Przewodnik, Warszawa 1986.
  5. Wójcikowski A., Wójcikowski W., Legendy, podania, inne opowieści z Lubelskiego, Lublin 2002.

Folklor i etnografia

  1. Moszyński K., Kultura ludowa Słowian, cz. II: Kultura duchowa, Kraków 1934.
  2. Wróblewska V. (red.), Słownik polskiej bajki ludowej, t. 1–3, Toruń 2018.
  3. Smyk K., „Wiatr”, [w:] V. Wróblewska (red.), Słownik polskiej bajki ludowej, Toruń 2018.
  4. Rzepnikowska I., „Diabeł”, [w:] V. Wróblewska (red.), Słownik polskiej bajki ludowej, Toruń 2018.
  5. Śliwina W. J., „Kamienne pole”, [w:] Legendy i opowiadania lubelskie, cz. II, Lublin 1948, s. 9–11.
  6. Spaczyński Z., „Piekiełko i jego legendy”, Tygodnik Zamojski, R. II, 1981, nr 42, s. 13.

Geologia i archeologia Piekiełka

  1. Niezabitowska-Wiśniewska B., Nitychoruk J., Wiśniewski T., Krajcarz M. T., „Czy Piekiełko koło Tomaszowa Lubelskiego jest stanowiskiem archeologicznym? Wyniki badań geologicznych, archiwalnych i archeologicznych”, Przegląd Archeologiczny, t. 68, 2020, s. 277–313.
  2. Morawski J., Gardziel Z., Nowak J., „Charakterystyka form skalnych rezerwatu ‘Piekiełko’ koło Tomaszowa Lubelskiego”, Biuletyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego. Geografia, t. 18, nr 2, 1976, s. 100–108.
  3. Trejdosiewicz J., „O utworach trzeciorzędowych Guberni Lubelskiej…”, Pamiętnik Fizyjograficzny, t. III, 1883, s. 85–113.
  4. Zieliński W., „Jeszcze o uroczysku ‘Piekiełko’”, Rocznik Zamojski, t. I, 1984, s. 349–351.

Buraczyński J., Gurba J., prace dotyczące rezerwatu Piekiełko, 1977/1978, 1986 – pełne dane bibliograficzne do uzupełnienia po sprawdzeniu oryginałów

[1] J. Kapuściński, wypowiedź podczas sesji „Dzieje rozwoju przestrzennego i architektury Zamościa”, Zamość, 29–31 V 1978, w: „Archiwariusz Zamojski”, 2005, nr 8,, zapis dyskusji na podstawie nagrania magnetofonowego; Archiwum Państwowe w Zamościu, zespół: Zamojskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk 1960–1990, sygn. 19, „Sesja Naukowa «Dzieje rozwoju przestrzennego i architektury Zamościa»