AUTENTYZM ZRODZONY POD STRZECHĄ
Lata 80. i 90. były okresem szczególnej aktywności publicystycznej Władysława Sitkowskiego, który należał już do najbardziej rozpoznawalnych regionalistów i twórców ludowych Zamojszczyzny. Jego artykuły i wiersze regularnie ukazywały się na łamach „Tygodnika Zamojskiego”, „Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego”, „Twórczości Ludowej”, „Kroniki Tygodnia” czy „Kuriera Lubelskiego”. Publikował również w czasopismach o zasięgu ogólnopolskim, takich jak „Zielony Sztandar”, „Sztandar Ludu”, „Chłopska Droga” czy „Dziennik Ludowy”. Jednak zanim stał się rozpoznawalnym poetą, regionalistą i działaczem społecznym, przeszedł drogę, która odcisnęła trwałe piętno na jego życiu i twórczości.
Na łamach „Tygodnika Zamojskiego” w numerze z 26 marca 1982 roku Roman Rosiak pisał o Sitkowskim jako o twórcy, którego utwory są „prawdziwe jak samo życie”. Rosiak przypomniał bogaty życiorys poety: wojenne losy, pracę społeczną i zawodową oraz niezwykłe zaangażowanie w dokumentowanie i ochronę dziedzictwa kulturowego Zwierzyńca i Roztocza. Przedstawił go zarazem jako znawcę folkloru, miłośnika przyrody i niestrudzonego popularyzatora regionalnych tradycji, którego twórczość literacka i działalność społeczna wzajemnie się dopełniają.
9 października 1982 roku, również na łamach „Tygodnika Zamojskiego”, ukazał się obszerny artykuł Władysława Sitkowskiego zatytułowany Autentyzm zrodzony pod strzechą. Tekst ten można uznać za jeden z najważniejszych autokomentarzy zwierzynieckiego poety do własnej twórczości i działalności społecznej. Sitkowski opisuje w nim swoją drogę do poezji i regionalizmu. Dla autora źródłem twórczości pozostawało autentyczne doświadczenie życia na wsi. Bronił wartości folkloru i twórczości ludowej, postrzegając je jako fundament lokalnej tożsamości i ważny składnik kultury narodowej. Przywoływał własne doświadczenia związane ze Stowarzyszeniem Twórców Ludowych, pisał o potrzebie ochrony ginących tradycji i dostrzegał zagrożenia wynikające z postępującego zaniku kultury wiejskiej.
Nieprzypadkowo właśnie słowo „autentyzm” pojawiło się w tytule artykułu. W dużej mierze stanowi ono klucz do zrozumienia całego dorobku Władysława Sitkowskiego: jego poezji, publicystyki, działalności regionalistycznej i społecznej.
Artykuł ma charakter programowy: Sitkowski nie tylko opowiada o sobie, lecz przede wszystkim formułuje wizję kultury zakorzenionej w codziennym życiu, pamięci pokoleń i autentycznym związku człowieka z miejscem, z którego wyrasta.
Z wołyńskiej krainy
Miejscem, z którego wyrósł Władysław Sitkowski, jest Wołyń. Urodzony 14 marca 1928 roku w osadzie Stasin koło Werby, spędził tam pierwsze dwanaście lat życia. Dorastał w rodzinie osadników wojskowych. Ojciec, Wiktor Sitkowski, legionista i uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, prowadził gospodarstwo rolne i wytwórnię cegieł, matka Rozalia słynęła z zamiłowania do pieśni ludowych i działalności społecznej. Władysław uczęszczał do szkoły powszechnej w Kalinówce, poznając wielokulturowy świat przedwojennego Wołynia, gdzie obok siebie żyli Polacy, Ukraińcy, Czesi, Niemcy i Żydzi. Ten okres beztroskiego dzieciństwa zakończył się wraz z wybuchem wojny. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Kresy 17 września 1939 roku rodzina znalazła się pod okupacją sowiecką, a 10 lutego 1940 roku została deportowana na Syberię. Wołyń, opuszczony przez dwunastoletniego chłopca, pozostał już na zawsze krainą utraconego dzieciństwa, do której wielokrotnie powracał w swoich wspomnieniach i poezji. Był światem barw, zapachów i bliskich mu ludzi. To właśnie tam ukształtowały się jego najważniejsze wartości: przywiązanie do rodziny, wiara, szacunek dla pracy oraz głęboka więź z przyrodą i rodzinną ziemią.
Syberyjskie doświadczenie
10 lutego 1940 roku dwunastoletni Władysław Sitkowski wraz z rodziną został deportowany z Wołynia w głąb Związku Sowieckiego. Ponad pięć lat spędził na zesłaniu za Uralem i w południowych rejonach ZSRR. Pracował przy wyrębie lasu, w tartaku, a później przy uprawie kukurydzy i słoneczników. Przeżył głód, tyfus oraz utratę ojca, który został zabrany do jednego z łagrów w okolicach Niżnego Tagiłu. Do Polski Władysław powrócił dopiero w maju 1945 roku. Sybir na zawsze pozostał jednym z najcięższych doświadczeń jego biografii. W późniejszych latach identyfikował się ze środowiskiem sybirackim, pielęgnując pamięć o losach polskich zesłańców oraz uczestnicząc w działaniach służących zachowaniu pamięci o Golgocie Wschodu. Zrobił, ile tylko mógł, by znaleźć ślad po zaginionym ojcu. Jeszcze w latach 90. wysyłał pisma do Ambasady RP w Rosji z prośbą o pomoc w odszukaniu informacji o ojcu i ewentualnym miejscu jego pochówku. Otrzymał jedynie potwierdzenie przebywania swojej rodziny w Obwodzie Swierdłowskim.
W powojennej Polsce
Wydawać by się mogło, że przekroczenie granicy i powrót do ojczyzny w maju 1945 roku zakończą wieloletnią gehennę rodziny Sitkowskich. Po latach głodu, ciężkiej pracy i nieustannej walki o przetrwanie Władysław miał wreszcie szansę wrócić do nauki i rozpocząć normalne życie. Rzeczywistość powojennej Polski szybko jednak zweryfikowała te nadzieje.
Po krótkim pobycie na Zamojszczyźnie w 1946 roku wyjechał do Gdańska, gdzie rozpoczął naukę w trzyletniej szkole zawodowej i zdobywał kwalifikacje rzemieślnicze. Podobnie jak wielu młodych ludzi z pokolenia wojny nie potrafił pogodzić się z narzuconym Polsce ustrojem. Związał się z działającą na Pomorzu harcerską organizacją antykomunistyczną „Syrena”, wywodzącą się z tradycji niepodległościowych i akowskich.
Działalność ta miała dla niego poważne konsekwencje. W 1949 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Po kilku miesiącach ciężkiego śledztwa zwolniono go wprawdzie z braku dowodów, jednak w lutym 1950 roku natychmiast powołano do służby wojskowej o charakterze „reedukacyjnym”. Służył najpierw w Ełku, a następnie w Warszawie. Dopiero po zakończeniu służby mógł powrócić na Zamojszczyznę i podjąć próbę odbudowania życia, które historia po raz kolejny brutalnie przerwała.
W paprociach Roztocza
Lekarstwem na wojenne i powojenne rany okazała się miłość. Po powrocie z wojska Władysław Sitkowski osiadł na Zamojszczyźnie, a w 1955 roku zawarł związek małżeński z pochodzącą ze Szczebrzeszyna Władysławą Sitkowską. To ona pomogła mu odbudować poczucie bezpieczeństwa i stworzyć dom, którego został pozbawiony jako dwunastoletni chłopiec wywieziony na Sybir. Wspólnie wychowali trzech synów: Mirosława, Witolda i Roberta, obdarzonych muzycznym talentem, którzy w późniejszych latach związali swoje życie z muzyką.
Początkowo rodzina mieszkała w Szczebrzeszynie, gdzie Sitkowski pracował jako fryzjer. W 1968 roku przenieśli się na stałe do Zwierzyńca. Miasteczko położone pośród lasów i wzgórz Roztocza stało się jego drugą ojczyzną. Tutaj pracował w różnych instytucjach, między innymi w Gminnej Spółdzielni Spożywców i Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń, najdłużej jednak związany był z browarem zwierzynieckim, skąd odszedł na emeryturę.
Właśnie w Zwierzyńcu zaczął na nowo odnajdywać świat, który utracił wraz z dzieciństwem na Wołyniu i który zaczął nazywać swoją drugą Ojczyzną. Urzekło go piękno roztoczańskiej przyrody, rytm życia małego miasteczka oraz bogactwo lokalnej tradycji. Z czasem stał się jednym z najwytrwalszych kronikarzy, poetów i społeczników regionu. Choć nigdy nie zapomniał o Wołyniu, to właśnie Zwierzyniec dał mu miejsce, w którym mógł zapuścić korzenie, tworzyć i pozostawić po sobie trwały ślad. Z tą ziemią związał już całe swoje dalsze życie, a jej historii, kulturze i mieszkańcom poświęcił znaczną część swojej społecznej i literackiej aktywności.
Działalność społeczna
7 lipca 1977 roku Władysław Sitkowski znalazł się w gronie inicjatorów i współzałożycieli Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca. Organizacja powstała z potrzeby ochrony lokalnego dziedzictwa, dokumentowania historii oraz pielęgnowania kultury i tradycji Zwierzyńca. Dla Sitkowskiego było to naturalne rozwinięcie zainteresowań regionalnych, które łączył już wówczas z twórczością literacką, działalnością społeczną oraz ochroną przyrody.
Towarzystwo szybko stało się polem jego społecznej aktywności. W latach 1979–1989 pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca, nadając organizacji wyraźny kierunek działania. Zainicjował i współorganizował liczne przedsięwzięcia służące dokumentowaniu dziejów miasta, ochronie lokalnych zabytków oraz popularyzacji wiedzy o Roztoczu. Zabiegał o zachowanie materialnych i niematerialnych śladów przeszłości, gromadził relacje świadków historii, fotografie, dokumenty i pamiątki związane z dziejami Zwierzyńca.
Szczególną wagę przywiązywał do edukacji regionalnej. Organizował spotkania autorskie, prelekcje, konkursy oraz wydarzenia kulturalne, starając się zainteresować młodsze pokolenia historią miejsca, w którym żyły. Efektem tych działań było stopniowe budowanie lokalnej świadomości i poczucia odpowiedzialności za dziedzictwo regionu.
Jednym z trwałych osiągnięć Sitkowskiego było także wspieranie powstania Izby Muzealnej w Zwierzyńcu, do której przekazał część własnych zbiorów. Dzięki jego zaangażowaniu udało się ocalić wiele materiałów dokumentujących przeszłość miasta i okolic. Z czasem stał się nie tylko działaczem Towarzystwa, ale również jego żywą kroniką i nieformalnym ambasadorem.
Choć funkcję prezesa pełnił przez dziesięć lat, z działalności Towarzystwa nie wycofał się nigdy. Przez kolejne dziesięciolecia uczestniczył w jego inicjatywach, publikował artykuły poświęcone historii regionu, wspierał przedsięwzięcia kulturalne i służył pomocą młodszym regionalistom. Można powiedzieć, że wraz z Towarzystwem Miłośników Zwierzyńca związał niemal całe swoje dorosłe życie. Pozostał jego aktywnym członkiem aż do śmierci 26 marca 2020 roku, pozostawiając po sobie dorobek, bez którego współczesna pamięć o historii Zwierzyńca byłaby znacznie uboższa. Wyrazem szerokiego, ogólnopolskiego uznania było przyznanie mu w 1998 r. Nagrody Oskara Kolberga. Zwierzyniec natomiast docenił Władysława Sitkowskiego, przyznając mu w 2008 r. tytuł Honorowego Obywatela.
Równolegle z działalnością w Towarzystwie Miłośników Zwierzyńca Władysław Sitkowski coraz mocniej angażował się w prace Stowarzyszenia Twórców Ludowych, do którego należał od 1971 roku. Jego aktywność, umiejętności organizacyjne oraz autorytet zdobyty w środowisku regionalistów i twórców ludowych szybko zostały dostrzeżone przez władze ogólnopolskiej organizacji. Z jego inicjatywy już w 1975 roku utworzono w Zamościu Oddział Stowarzyszenia Twórców Ludowych, którego przez wiele lat był prezesem.
Z czasem działalność Sitkowskiego wykroczyła daleko poza poziom regionalny. Został członkiem Zarządu Głównego STL, pełniąc kolejno funkcje przewodniczącego Głównej Komisji Rewizyjnej, członka Sądu Koleżeńskiego oraz wiceprezesa Zarządu Głównego. Ukoronowaniem tej drogi był wybór na prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia, którym był w latach 1991–1993.
Aktywnie uczestniczył także w działalności wydawniczej i programowej organizacji. Należał do Kolegium Redakcyjnego kwartalnika „Twórczość Ludowa”, współtworzył serię wydawniczą „Biblioteka Twórczości Ludowej” i zabiegał o promocję twórców związanych z kulturą ludową w całym kraju. W swojej działalności konsekwentnie podkreślał znaczenie regionalnego dziedzictwa, autentycznej kultury wsi oraz twórczości zakorzenionej w doświadczeniu konkretnego miejsca i wspólnoty.
Dla Sitkowskiego Stowarzyszenie Twórców Ludowych było czymś więcej niż organizacją zrzeszającą poetów, rzeźbiarzy, muzyków czy plastyków. Traktował je jako ważną instytucję służącą ochronie i dokumentowaniu kultury ludowej, której poświęcił znaczną część swojego życia. Pozostał aktywnym członkiem STL aż do śmierci, uczestnicząc w spotkaniach, publikacjach i inicjatywach środowiska twórców ludowych.
Twórczość artystyczna
Do oficjalnego debiutu poetyckiego Władysława Sitkowskiego doszło dopiero w 1971 roku, kiedy jego utwory opublikowała „Kamena” w dodatku „Ziemia i Pieśń”. To debiut bardzo późny, bo Sitkowski był już po czterdziestce, gdy opublikowano jego pierwszy utwór. Jak jednak sam opowiadał, pisał już wcześniej. Musiał być twórcą pokornym i upartym zarazem, bo nie poddawał się, gdy spotykał się z uśmieszkami z powodu braku wykształcenia (miał ukończoną tylko szkołę zawodową) czy popełnianych dość często błędów ortograficznych. W archiwach Stowarzyszenia Twórców Ludowych zachowała się ankieta zgłoszeniowa Sitkowskiego, który przyznał się w niej, iż tworzy od 20 roku życia. Na pytanie „Co skłoniło kolegę do zajęć twórczych?” Sitkowski odpowiedział: „Wyszło to z wewnętrznej potrzeby, bo coś brakowało do pełniejszego życia”. Przyznał się także do dwóch innych prócz pisarstwa zajęć twórczych: rzeźbiarstwa i pisankarstwa. Tworzył przede wszystkim w drewnie i kamieniu, a najchętniej podejmowanymi tematami były przedstawienia Chrystusa Frasobliwego. Jego prace znajdują się przede wszystkim w zbiorach prywatnych i rodzinnych, gdzie do dziś stanowią świadectwo wszechstronnych zainteresowań artystycznych twórcy. Podobnie jak w swojej poezji, również w rzeźbie Sitkowski pozostawał wierny prostocie przekazu i tematom bliskim człowiekowi oraz kulturze ludowej.
„Kiedy kolega tworzy?” – to kolejne pytanie z ankiety, na które fragment odpowiedzi brzmi: „najczęściej wieczorem, gdy żona już garnkami nie brzęka”. Może tak było w początkach twórczości naszego regionalisty, ale gdy rozwinął skrzydła, pisał niemal bez przerwy, notując pomysły na kartkach, skrawkach papieru czy serwetkach, które później można było znaleźć w różnych częściach domu.
Dorobek literacki Władysława Sitkowskiego jest bardzo obszerny i do dziś nie został w pełni opracowany. Część jego utworów ukazała się w dziesięciu autorskich tomikach poetyckich, wiele publikowano na łamach prasy regionalnej i ogólnopolskiej oraz w licznych antologiach poezji ludowej. Znaczna liczba wierszy pozostała jednak w rękopisach i maszynopisach przechowywanych w zbiorach rodzinnych oraz archiwach Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
Sitkowski pracował nad swoimi utworami – potrafił je przepisywać wielokrotnie, poprawiać w nich rymy i rytm, wykreślać pewne wersy i wstawiać nowe. W pozostałych po nim dokumentach można znaleźć te same wiersze w różnych odmianach.
Twórczość Władysława Sitkowskiego można nazwać poezją pamięci. Powracały w niej obrazy utraconego Wołynia czy syberyjskiego zesłania, a na własne ukojenie tworzył wiersze o ukochanym Roztoczu. Pisał językiem prostym i komunikatywnym, czerpiąc z tradycji poezji ludowej i regionalnej. Bohaterami jego wierszy byli zwykli ludzie, ich codzienna praca, wiara, przywiązanie do rodzinnej ziemi oraz doświadczenie historii. Największą wartością tej poezji pozostawała autentyczność, wynikająca z osobistych przeżyć autora i jego głębokiego zakorzenienia w świecie, który opisywał.
O wartości jego poezji decydowała także umiejętność poetyckiego obrazowania. Sitkowski ze swobodą operował metaforą, symbolem i personifikacją – korzystał ze środków obecnych w twórczości uznanych poetów, przetwarzając je jednak na własny sposób i dostosowując do doświadczeń oraz języka poezji ludowej. Jego wiersze często wyróżniają się malarskością opisów oraz wyczuciem rytmu i melodyki języka. Wykorzystując barwy, zapachy i dźwięki, wiersze te oddziaływują na wyobraźnię i zmysły czytelnika.
Sitkowski dzisiaj
Twórczość Władysława Sitkowskiego pozostaje aktualna również współcześnie, choć świat, który opisywał, w dużej mierze już przeminął. Jej wartość polega więc przede wszystkim na utrwaleniu pamięci o ludziach, miejscach i doświadczeniach, które współtworzyły tożsamość mieszkańców Wołynia, Zamojszczyzny i Roztocza. Jego poezja może być wykorzystywana w edukacji regionalnej jako źródło wiedzy o dawnym rytmie życia wyznaczanym przez naturę, pracę na roli, święta religijne i kalendarz ludowy.
Szczególne znaczenie mają utwory poświęcone Wołyniowi i losom polskich zesłańców. Sitkowski pisał o tych doświadczeniach nie jako historyk, lecz świadek wydarzeń. Dzięki temu jego wiersze zachowują autentyzm i emocjonalną prawdę, wolną od współczesnych sporów politycznych czy prób reinterpretowania przeszłości. Stanowią ważne świadectwo pamięci pokolenia, które doświadczyło deportacji, wojny i utraty rodzinnego świata.
Choć rzadziej podejmował temat martyrologii Zamojszczyzny, pozostawił także utwory odnoszące się do tego bolesnego rozdziału historii regionu. Na szczególną uwagę zasługuje wiersz Dzieci Zamojszczyzny, który ze względu na swój patriotyczny i wychowawczy charakter mógłby z powodzeniem towarzyszyć uroczystościom szkolnym w placówkach noszących to imię. Wiersz Wesele pokazuje z kolei mniej znane oblicze autora. To utwór pełen językowej swobody, humoru i zabawy słowem. Podobne walory posiada również poemat Zwiedzamy zoo, który pod względem pomysłowości, rytmu i walorów edukacyjnych może przywoływać skojarzenia z klasyczną poezją dziecięcą Jana Brzechwy. Nieprzypadkowo w archiwach STL zachowała się pozytywna recenzja twórczości dziecięcej Sitkowskiego autorstwa Donata Niewiadomskiego, zachęcająca do wydania osobnego tomiku dla najmłodszych czytelników.
Duży potencjał edukacyjny mają również jego liczne wiersze okolicznościowe, związane z dożynkami, świętami religijnymi i wydarzeniami lokalnymi. Mogą one stanowić cenne uzupełnienie szkolnych obchodów oraz programów poświęconych kulturze ludowej – te są szczególnie warte uwagi, bo mało jest takich etnograficznych wierszy innych autorów. Z kolei utwory opisujące piękno roztoczańskiej przyrody, wiejskich chat, kapliczek i codziennego krajobrazu wsi pozostają ważnym świadectwem świata, który coraz szybciej odchodzi w przeszłość. To właśnie do tego wymiaru twórczości Sitkowskiego nawiązuje także album Wieś roztoczańska na starej fotografii, przypominający miejsca i wartości obecne zarówno na dawnych fotografiach, jak i w jego poezji.
W czasach przyspieszenia, zaniku pamięci lokalnej i postępującego ujednolicania kultury twórczość Władysława Sitkowskiego przypomina, że historia zaczyna się od losów pojedynczych ludzi, a poczucie zakorzenienia buduje się poprzez znajomość własnego miejsca, jego krajobrazu i pamięci. Dlatego jego utwory nadal mogą być czytane nie tylko jako dokument minionej epoki, ale również jako lekcja tożsamości regionalnej i odpowiedzialności za dziedzictwo kulturowe.
Szczególnie bliskie są mi wiersze dedykowane konkretnym osobom, często wymienianym przez Sitkowskiego z imienia i nazwiska. Tworzą one swoistą kronikę relacji międzyludzkich, pokazując autora nie tylko jako poetę, lecz także człowieka głęboko zakorzenionego w lokalnej wspólnocie. Widać w nich, jak wielką wagę przywiązywał do przyjaźni, wdzięczności i pamięci o drugim człowieku. Otaczał się ludźmi i potrafił dostrzegać dobro, które wnosili do życia innych. Dziś wielu bohaterów tych wierszy już nie żyje. Odszedł także sam Władysław Sitkowski.
Paradoksalnie poeta, który przez całe życie był blisko ludzi i angażował się w życie społeczne, zmarł w marcu 2020 roku, w czasie pandemii COVID-19 i związanych z nią ograniczeń. Jego pogrzeb odbywał się w warunkach, które utrudniały wielu osobom osobiste pożegnanie. Tym bardziej warto dziś wracać do pozostawionych przez niego wierszy, artykułów i wspomnień.
Choć od śmierci Władysława Sitkowskiego minęło zaledwie kilka lat, można odnieść wrażenie, że jego twórczość nie jest już obecna w regionalnej świadomości tak mocno, jak na to zasługuje. Pamiętają o nim przede wszystkim regionaliści, członkowie Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca i środowisko Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Naszą ambicją jest jednak, aby pamięć o poecie wykraczała poza te kręgi.
Zapowiedź wydawnicza
Temu celowi ma służyć również przygotowywany album Wieś roztoczańska na starej fotografii. Tłem dla przypominanych utworów Władysława Sitkowskiego staną się roztoczańskie pejzaże, wiejskie chaty i przydrożne kapliczki utrwalone na setkach archiwalnych fotografii. Wiersze poety nie będą w nim jedynie ilustracyjnym dodatkiem. Staną się drugim głosem opowiadającym o dawnym Roztoczu, jego mieszkańcach, krajobrazie i wartościach. Dzięki temu słowa zapisane przed laty ponownie spotkają się z miejscami, które były ich inspiracją, a dziś w dużej mierze zniknęły już z naszego krajobrazu. Być może właśnie w ten sposób uda się ocalić od zapomnienia nie tylko świat przedstawiony w jego poezji i utrwalony na fotografiach sprzed kilkudziesięciu lat, lecz także pamięć o samym Władysławie Sitkowskim.
Renata Jarecka, regionalistka, dziennikarka, prezeska Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca
Artykuł powstał w ramach realizacji projektu „Utkane z polnego kwiecia – spotkanie z kulturą ludową Zamojszczyzny”.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury


