
O wydaniu wyroku śmierci na pałac w Krynicach pisał na łamach „Sztandaru Ludu” (nr 261 z 1 grudnia 1980 r.) Sławomir Nadłonek. Budowla cieszyła oko nie tylko mieszkańców, ale i przejezdnych. Położona na malowniczym wzgórzu, wśród starych drzew, po lewej stronie trasy Zamość–Tomaszów Lubelski, „dumnie górowała nad innymi zabudowaniami gminy”. Pałac pełnił również ważne funkcje społeczne. Mieściły się w nim ośrodek zdrowia z gabinetem dentystycznym, apteka, biblioteka oraz mieszkania pracowników służby zdrowia. W 1972 r. rozpoczęto jednak działania, które – zamiast uratować obiekt – doprowadziły do jego ruiny.
Jak pisał Nadłonek, po oddaniu do użytku nowych budynków szkoły, ośrodka zdrowia i urzędu gminy pałac stracił swoje dotychczasowe znaczenie. Ówczesny kierownik Powiatowego Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej w Tomaszowie Lubelskim wystąpił z propozycją jego renowacji. Prace rozpoczęto od zdjęcia dachu, rozbiórki stropów i zniszczenia części wyposażenia. „Po odpowiednich przygotowaniach przystąpiono do dzieła, jak się dopiero później okazało, brutalnie niszczycielskiego. Zdjęto dach, zniszczono stropy, otwory okienne – po prostu wszystko, co zniszczyć się dało” – pisał autor. W efekcie dawny pałac zamienił się w ruinę straszącą przechodniów „okaleczonym szkieletem swych murów”.

Krynicy: na dziedzińcu zrujnowanego pałacu przyszedł czas wypasu krów….
Ustalenie odpowiedzialnych za ten stan rzeczy nie było łatwe. Decyzję o remoncie podjęły jeszcze dawne władze powiatowe w Tomaszowie Lubelskim, a po reformie administracyjnej część urzędników znalazła zatrudnienie w nowych strukturach wojewódzkich. Wiadomo było jedynie, że prowadząca prace tomaszowska spółdzielnia budowlana przerwała roboty po objęciu stanowiska prezesa przez wspomnianego wcześniej szefa wydziału zdrowia. Decyzję uzasadniono ekspertyzą stwierdzającą, że obiekt nie nadaje się do dalszej renowacji. Naczelnik gminy Krynice Jan Lebieda uważał jednak opinię za tendencyjną. Jego zdaniem chodziło raczej o ochronę osób odpowiedzialnych za zniszczenie pałacu niż o rzetelną ocenę stanu technicznego budynku.
Mimo podejmowanych starań nie udało się odwrócić biegu wydarzeń. Wnętrza i dach zostały zniszczone lub rozkradzione, a obiekt skazano na dalszą degradację. Tymczasem jeszcze przed rozpoczęciem prac pałac był użytkowany i – jak podkreślał autor – nic nie stało na przeszkodzie, aby utrzymać go do czasu znalezienia środków na właściwy remont. W Krynicach snuto nawet plany utworzenia w nim domu kultury, biblioteki, kawiarni czy restauracji.
W 1980 r. na terenie byłego województwa zamojskiego (bez Zamościa) znajdowało się około 1700 obiektów zabytkowych. Na ich utrzymanie przeznaczano rocznie zaledwie 3-4 mln zł, co pozwalało ratować jedynie najcenniejsze i rokujące zabytki. Pałac w Krynicach nie znalazł się wśród nich.
Sprawą zainteresowało się również „Życie Warszawy” (nr 4 z 6 stycznia 1981 r.). Autor podpisany inicjałami B. St. streścił ustalenia Sławomira Nadłonka i postawił pytanie: kto konkretnie poniesie odpowiedzialność za zniszczenie pałacu? Wskazał także, że sprawą powinna zająć się prokuratura w Zamościu.
Na podstawie: „Przedwczesna śmierć pałacu w Krynicach”, „Sztandar Ludu” nr 261 z 1980 r.; „Kto wydał wyrok?”, „Życie Warszawy” nr 4 z 1981 r.
Oprac.
Agnieszka Piela

