
W styczniu 1981 roku „Chłopska Droga” (nr 4, z 14.01.1981 r.) zwracała uwagę na kryzys w polskim młynarstwie. Jak informowała gazeta, z powodu niewystarczających mocy przerobowych krajowego przemysłu część zboża mielono nawet w Czechosłowacji. Sytuacja wydawała się tym bardziej paradoksalna, że w całym kraju stały niewykorzystane setki małych młynów gospodarczych. Autor artykułu (A.JAR.) wskazywał, że przyczyną problemu była wieloletnia polityka centralizacji. Ponad 200 dużych państwowych młynów przemysłowych przerabiało rocznie blisko 3 mln ton zboża, podczas gdy ponad 2 tysiące niewielkich zakładów rozsianych po wsiach odpowiadało jedynie za około jedną czwartą produkcji przetworów zbożowo-mącznych. Dawniej przemiał odbywał się na miejscu, często w każdej gminie. W latach osiemdziesiątych zboże trzeba było transportować do dużych zakładów, a następnie odwozić gotową mąkę i kaszę. Generowało to dodatkowe koszty i pogłębiało problemy zaopatrzeniowe. Jednocześnie niskie ceny urzędowe sprawiały, że rolnikom bardziej opłacało się kupować mąkę w sklepie niż mielić własne ziarno. Perspektywy dla tradycyjnego młynarstwa były wówczas niekorzystne. Spośród ponad 5 tysięcy małych młynów, które jeszcze niedawno [lata 80. XX w. – przyp. red.] funkcjonowały na polskiej wsi, pozostało około 2 tysiące. Większość należała do gminnych spółdzielni, a młyny rzemieślnicze prowadzili przeważnie starsi właściciele. Obawiano się, że wraz z ich odejściem na emeryturę wiele zakładów zakończy działalność.
Autor artykułu zwracał jednak uwagę, że nie wszędzie rozwój dużych młynów przemysłowych nadążał za lokalnymi potrzebami. Jako przykłady podawał województwa: lubelskie, bydgoskie, sieradzkie, kieleckie i zamojskie. W samym województwie lubelskim funkcjonowało wówczas 67 małych młynów gospodarczych, które wciąż odgrywały istotną rolę w zaopatrzeniu mieszkańców.

Młyn gospodarczy w Krynicach (w woj. zamojskim)
Podczas swojej podróży po Zamojszczyźnie autor odwiedził młyn w Krynicach. Opisywał go jako drewniany, niemal zabytkowy obiekt, wykorzystujący jeszcze kamienie młyńskie. Zakład miał zdolność przemiałową około 4 ton na dobę i był obsługiwany przez jednego człowieka. Zdaniem autora mógłby pracować wydajniej, gdyby nie ograniczony czas pracy i problemy z dostawami energii elektrycznej. Podkreślał również, że podobnych młynów w tej części Zamojszczyzny było znacznie więcej. Część z nich pracowała poniżej swoich możliwości, inne pozostawały nieczynne, choć stosunkowo łatwo można byłoby je uruchomić. Największą przeszkodą był brak ludzi posiadających kwalifikacje młynarskie.
W zakończeniu artykułu autor stawiał pytania o racjonalność prowadzonej polityki gospodarczej. Zastanawiał się, czy w sytuacji niedoborów żywności i problemów z zaopatrzeniem nie należałoby uruchomić wszystkich sprawnych młynów, które mogłyby wspomóc lokalny rynek. Pytał również, czy codzienne dojazdy mieszkańców wsi do miast oraz długie kolejki po mąkę i kaszę nie powinny skłonić władz terenowych do większego wykorzystania istniejącej infrastruktury młynarskiej.
Oprac.
Agnieszka Piela