„Reklama dźwignią handlu” – powtarzamy od pokoleń i wymyślamy coraz to nowe  formy promowania produktów.  Spoty radiowe, telewizyjne, pozycjonowanie czy mailing towarzyszą nam każdego dnia.  A jak reklamowano swoje usługi na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku? Poza bezpośrednim nakłanianiem potencjalnych klientów do zakupu przez sprzedawców oraz polecaniem sprawdzonych miejsc drogą pantoflową, dużą popularność zdobyły ogłoszenia w prasie. W ówczesnym  Zamościu czy Hrubieszowie  na reklamę w regionalnych czasopismach mogli pozwolić sobie tylko zamożniejsi właściciele punktów usługowych. Ogłoszenia pojawiały się w lokalnych czasopismach takich jak „Nowiny Zamojskie”, „Gazeta Zamojska” czy „Głos Hrubieszowski”.

Zamieszczenie całostronicowej reklamy na okładce kosztowało – bagatela –  40 zł (dla porównania za gazetę trzeba było zapłacić 30 gr). Tańsze były ogłoszenia drobne, na przykład zamieszczenie jednego wyrazu w „Głosie Hrubieszowskim” kosztowało 10 gr, przy czym poszukujący pracy mieli pięćdziesięcioprocentową zniżkę. Przeglądając anonse możemy wywnioskować jakie informacje interesowały przyszłych pracodawców.  Ważne były nie tylko umiejętności i wiek, ale również stan cywilny.  Jaki status był korzystniejszy? To  zależało od stanowiska i charakteru zatrudnienia, na przykład starający się o pracę magazyniera trzydziestosiedmioletni żonaty mężczyzna, aby zwiększyć swoje szanse, zaznacza w  ogłoszeniu, że „posadę mogę podjąć i po kawalersku”.

W lokalnych gazetach reklamowano salony fryzjerskie,  księgarnie, sklepy jubilerskie, ale też spółdzielnie rolniczo-handlowe. Dużo ważniejsza niż dzisiaj była treść reklamy, mniejsze znaczenie miała natomiast warstwa graficzna.  Na co zwracał uwagę ówczesny klient? Chciał, by zakupiony towar służył mu przez lata. Na każdym kroku podkreślano więc jakość oferowanych usług. „Wykonanie solidne”, „wszystko w najlepszym gatunku”, „o dobroci wyrobionych aparatów świadczą najlepiej listy pochwalne naszej klienteli”, „nagrodzony złotem medalem na konkursie Wiedeńskim”, „kto raz spróbował, ten przekonał się” – takie zwroty przewijają się w wielu reklamach. Podobnie jak dzisiaj, ważne było też nadążanie za najnowszymi trendami. Usługodawcy podkreślali, że posiadają towar zgodny z aktualną modą, czyli  „szlagiery sezonu”. Niejeden przedsiębiorca, z właściwą owym czasom galanterią, nadmieniał w swoich ogłoszeniach, że  „ma zaszczyt zawiadomić, iż na sezon bieżący już posiada [towar] w wielkim wyborze”. Właściciele kierowali swoje oferty do konkretnych grup. Ówczesnym gadżeciarzom proponowano „ostatnią zdobycz techniki”, a sklepikarzom wiejskim zapewniano dogodne warunki  odstępując „towary po cenach kosztów bez doliczania prowizji”. Dla nieprzekonanych najlepszym wabikiem były gwarantowane najniższe ceny. „poleca po cenach konkurencyjnych” „na dogodnych warunkach”, „zaoszczędzi dużo i poprze swój swego” – kuszą reklamy zamieszczone w lokalnej prasie. Podkreślano też opłacalność inwestycji, zachęcając do korzystania z nowych możliwości: „kupujcie wirówki do mleka na raty a zamożność wasza wzrośnie”.

 

W lokalnych gazetach zamieszczano reklamy nie tylko regionalnych usługodawców, ale również ogłoszenia krajowe. Promowano na przykład kursy samochodowe odbywające się w Warszawie czy, jak zapewnia producent, wysokiej jakości pastę do butów, której należy „żądać wszędzie”.  Czujecie się zachęceni?

Te i inne reklamy oraz ogłoszenia można znaleźć  w Bibliotece Cyfrowej Książnicy Zamojskiej, gdzie znajdują się między innymi zdigitalizowane czasopisma regionalne z okresu międzywojennego.