Pieczątka – prosty przedmiot służący do pozostawiania trwałego śladu – przez stulecia była nie tylko narzędziem kancelaryjnym, lecz także nośnikiem tożsamości instytucji. W zbiorach specjalnych Książnicy Zamojskiej (1803 – 1955) zachowało się ponad 430 takich znaków przeszłości. Wśród nich znajdują się cztery pieczątki Gabinetu Czytelniczego Krajowego G. L. i K. Lichtańskich – materialne ślady niezwykłej inicjatywy intelektualnej i społecznej.
Ich treść wykracza daleko poza funkcję identyfikacyjną. To krótkie manifesty. Jedna z nich głosi: „Poznał pierwotne sumienie ten, kto pojął, że jedyną jego świętością są kulturalne wyżyny, czyli wartości człowiecze”. Inna przywołuje łacińską formułę: Hic lux ac salus – „tu światło i ocalenie”. Pieczątki te nie tylko oznaczały książki, lecz także komunikowały program ideowy właścicieli czytelni.
Gabinet Lichtańskich, mieszczący się kolejno przy ul. Szpitalnej i Chmielnej w Warszawie, był miejscem osobliwym. Oferował dostęp do prasy krajowej i zagranicznej oraz literatury o charakterze filozoficznym, humanitarnym i poetyckim. Wyłączano natomiast beletrystykę i – jak to ujmowano – „wiedzę względną”. Wstęp bywał symbolicznie płatny lub dobrowolny, a zyski, przynajmniej deklaratywnie, miały być przeznaczane na cele publiczne. W tym sensie czytelnia funkcjonowała nie tylko, jako instytucja kultury, lecz także, jako eksperyment społeczny.
Z przekazów wynika, że właściciel, Lichtański, był postacią nietuzinkową. Filozof z wykształcenia, zesłaniec po powstaniu styczniowym, powrócił po latach katorgi odmieniony – naznaczony doświadczeniem, a zarazem zdeterminowany, by realizować własną wizję ładu społecznego. W jego drukach i ogłoszeniach, pisanych stylem zawiłym i niełatwym w odbiorze, można dostrzec próbę sformułowania projektu społeczeństwa opartego na równowadze interesów i podporządkowanego wartościom humanitarnym. Czytelnia miała być jednym z narzędzi tej przemiany. Lichtański „pragnąc pojednania z Rosją carską, chciał ją przedtem odpowiednio ucywilizować i w tym celu układał projekt konstytucji dla niej. Naturalnie, ogłaszać w pismach tego nie mógł, więc chował w biurku, opracowując w szczegółach i ulepszając”.
Wspomnienia z epoki pokazują jednak, że miejsce to żyło także innym rytmem – było przestrzenią spotkań, konspiracji i napięcia politycznego. Stała obecność czytelników, otwartość lokalu oraz jego specyficzna organizacja sprzyjały kontaktom środowisk niepodległościowych. To właśnie tam, w latach 90. XIX wieku, doszło do głośnej rewizji przeprowadzonej przez żandarmerię.
Relacje świadków podkreślają atmosferę niepewności i improwizacji. W trakcie przeszukania zatrzymano Marię Paszkowską oraz Lichtańskich, podejrzewając ich o działalność polityczną. W lokalu urządzono prowizoryczną zasadzkę na kolejnych przychodzących. Jedna z kurierów (tzw. dromaderek) Niuta (Anna Mielnikowa) – zdołała jednak uniknąć rewizji dzięki przytomności umysłu i odegraniu roli osoby powiązanej z elitami władzy. Jej brawurowa postawa pozwoliła ocalić przechowywane materiały i pieczęcie konspiracyjne. Ostatecznie śledztwo przeciwko Lichtańskiemu opierało się w dużej mierze na niezrozumieniu jego idei. Żandarmi dopatrywali się w jego pismach planu przewrotu politycznego, podczas gdy współcześni – nie bez ironii – widzieli w nim raczej ekscentrycznego idealistę. Ta rozbieżność interpretacji, wzmocniona świadectwami osób znających realia warszawskiego środowiska, przyczyniła się prawdopodobnie do jego zwolnienia. „Postanowiliśmy jednak pomóc biedakowi, rachując na ambicje żandarmskie, namówiliśmy Siedielnikowa [intendent X Pawilonu], by przy sposobności powiedział prowadzącym śledztwo, że więźniowie, dowiedziawszy się przez pukanie o aresztowaniu Lichtańskiego, bardzo się z nich śmieją, bo widocznie nie znają zupełnie stosunków w Warszawie, jeśli mogli aresztować takiego dziwaka. Świadczyliśmy również w tym duchu, gdy nas wzywano i pokazywano fotografię Lichtańskiego, Na pytanie – czy go znam? – odpowiedziałem, że tylko ze słyszenia i z widzenia, bo to człowiek głośny. – Z czegóż jest głośny? – spytano, – Z tego, że jest największym dziwakiem w Warszawie, z którego się wszyscy śmieją i żartują. Odpowiedź wywołała skrzywienie twarzy, wyrażające przykre rozczarowanie. Nie wiem, czy Lichtański był by nam wdzięczmy za naszą obronę, gdyby o niej wiedział, ale to się nie stała. Przypuszczalnie pomogliśmy mu, gdyż w krótce go wypuszczono, zdaje się, za kaucją.”
Historia Gabinetu Czytelniczego G. L. i K. Lichtańskich pozostaje świadectwem niezwykłego splotu idei, biografii i praktyki życia codziennego. Zachowane pieczątki są nie tylko artefaktami bibliotecznymi – to ślady projektu myślowego, który próbował połączyć kulturę, etykę i wizję przemiany społecznej. W tym sensie stanowią one cichy, lecz wyrazisty zapis „gabinetu z sumieniem”.
Oprac. na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej oraz „Życie i praca Marji Paszkowskiej” – Księga pamiątkowa pod redakcją Leona Wasilewskiego, Warszawa 1929, dostęp z dnia 07.06.2026 r. https://sbc.org.pl/Content/88687/PDF/ii41838.pdf
Agnieszka Piela






