„Sioła zamojskie są najczęściej gęsto skupione i ciągną się dwiema równoległemi ścianami wzdłuż drogi. W niektórych okolicach, jak w Majdanie i Cześnikach, chaty stoją, jak w lesie, w gęstych koronach wierzb i wisien; innych drzew jest mniej; najczęściej jednak wsie są prawie zupełnie ogołocone z sadów: nagie i puste. Czystość i ład, prócz ogromnej wsi Wielączy, panuje prawie wszędzie (…).” – tak pisał w 1911 r. Kazimierz Moszyński (1887-1959, etnograf, etnolog i slawista – przy. red.), który południową część Lubelszczyzny (Szczebrzeszyn, Józefów, Komarów, Dub i Stary Zamość) zwiedził „wszerz i wzdłuż, poznając prawie każdą wieś przydrożną”. Wyniki tej wycieczki i kilka swoich rysunków Moszyński zawarł w szkicu „Budownictwo ludowe w okolicy Zamościa” (z 16 ilustracjami w tekście) opublikowanym przez Książnicę Zamojską pod red. Stefana Pomarańskiego (złożono i odbito czcionkami tłoczni „Saturn”, Warszawa, IV 1920 r.). Towarzyszami wycieczek po Zamojszczyźnie byli Władysław Krzaczyński, którego zdjęcia ilustrują ów szkic i Stefan Pomarański, z którego gościny Kazimierz Moszczyński korzystał podczas swojego pobytu w okolicach Zamościa.
Tytułem wstępu
O tej części Lubelszczyzny Moszczyński pisał, że jest zamieszkana „przez Rusinów i Polaków; pierwsi jednak są zupełnie spolszczeni i zaledwie w kilku wsiach (Dub, Śniatycze, Cześniki i Siedliska) mówią jeszcze po chachłacku. Od Szczebrzeszyna na Zwierzyniec aż po dawną granicę ciągną się ogromne lasy świerkowe, dębowe, bukowe i ogromne bory sosnowe. Gęsto zalesiona jest również okolica Krasnobrodu i chociaż lasy przed niewielu laty były kilkakroć większe, jednak budulca jest taka obfitość, że nie tylko wsie, ale nawet miasteczka i osady zbudowane są przeważnie z drzewa. Mur spotykamy tylko w miastach i to głównie na wschodzie i na północy; po wsiach jedynie budynki rządowe i cerkwie bywają czasem murowane.” Moszczyński wizytował tę ziemię sześćdziesiąt lat po J. Gluzińskim („Włościanie z okolic Zamościa i Hrubieszowa”), który widział tu „chaty biedne i brudne, o kominach sztucznie z drzewa i gliny ulepionych, łatwo zapalnych, o oknach małych, tylko na południe wyciętych i nigdy nieotwieranych, o dachach szytych z trzciny i tylko w okolicach lesistych krytych gontami. Bliżej dawnej granicy austriackiej miały być nawet chaty kurne.”

Dwa typy chat
W okolicach Zamościa, Starego Zamościa, Komarowa i Krasnobrodu Moszczyński zauważył chaty „wylepione gliną i całkowicie wybielone; domy zwrócone licem do drogi, a drzwi wykrojone w samym jego środku i bardzo często ozdobione gankiem.” Im dalej na zachód, tym chaty bielone są już rzadsze. Nie spotkamy ich w okolicach Szczebrzeszyna i Zwierzyńca. Zdaniem etnografa panuje tu „niepodzielnie typ drugi”. A mianowicie „chata nieco pierwotniejsza i mniejsza, która nie zdążyła się ubrać całkowicie w miejską sukienkę; tylko połowa domu, zajęta przez izbę mieszkalną, jest wybielona i to wybielona wprost na drzewo, tak że poprzez wapno widać budowę zrębu.” Sień w tym typie chat jest zawsze z boku „w jednej połowie z komorą, przyczem w niektórych wsiach: Kossobudach i Wólce Wieprzeckiej, bielona izba zajmuje częściej prawą stronę lica, a niebielona komora – lewą; w innych (Wielącza) dzieje się wprost przeciwnie. Wpływ miasta zdradzają murowane kominy i domy ustawione frontem do drogi. Wszystkie szczegóły zawarte w szkicu Moszczyńskiego świadczą, „że chatę zamojską zaliczyć należy do pierwszego, pospolitego typu chaty polskiej według J. Karłowicza” („Chata polska” w „Pamiętniku fizjograficznym”). Powszechną cechą wszystkich tutejszych chat były „malowane ocapy okien” (ocap według Słownika ilustrowanego języka polskiego M. Arcta to „sztuka drzewa położona na końcach belek wokoło zrębu, do której krokwie przytwierdzają, podbitka pod dachem, podciąg; belka a. kamień, łączący o. góry futryny drzwi, okien.” – przy. red.). Najliczniejsze malowane chaty Moszyński zastał na wschodnich i zachodnich krańcach Zamojszczyzny, najmniej wzdłuż gościńca lubelskiego. Chaty malowane były na niebiesko, żółto lub brunatno, bywają oliwkowe, wiśniowe a nawet czarne. Te ostatnie, etnograf spostrzegł tylko w Dubie.
Podkasane dachy, strzechy i facjaty
Kazimierz Moszyński na Zamojszczyźnie nie zobaczył już natomiast trzcinowych strzech, o których wspominał Gluziński i „Encyklopedja rolnicza”. Etnograf widział dachy „podkasane, gdyż strzecha zajmuje tylko dwie trzecie dachu, cały zaś dół pokrywają deski, ułożone wzdłuż krokwi, zupełnie jak na chacie podhalańskiej.” Ten rodzaj dachu występował jego zdaniem w najbardziej zalesionych okolicach między Krasnobrodem a Szczebrzeszynem „w Wielączy, na wschód od Szczebrzeszyna i w Ruskiem [obecnie Dominikanówka – przyp. red.], na wschód od Krasnobrodu”. Takich dachów nie spostrzegł w okolicach Zamościa i Komarowa, bowiem tu panowały niepodzielnie strzechy słomiane, ale różne. Na przykład w Kosobudach bardziej strome i wąskie. Oprócz wymienionych wyżej typów dachów autor szkicu wspominał o jeszcze jednym „krytym gontem dachu facjatowym”. Był to dach pochodzenia miejskiego, najliczniej występujący w pobliżu miast (szczególnie Zamościa), „gdzieindziej stanowi rzadki wyjątek i zdobi prawie wyłącznie chaty nowe lub zabudowania dworskie; czasami pokrywają go słomą, co nader dziwacznie wygląda”.
Zdobienia całkiem niezdobne
„Chociaż lud tutejszy nosi piękne sukmany (znane warszawiakom z orkiestry Namysłowskiego), chociaż umie on pięknie wyszywać koszule i gorsety, to jednak siedzib swoich nie zdobi zupełnie.” Jedynie malowanie ocapów, ale Moszyński zauważył też pewien zwyczaj mieszkańców Kosobud i Wólki Wieprzeckiej, którzy „przy malowaniu chat nie bielą ścięć wystających bierwion zrębu, co przy niebieskich ocapach okiennych i starannie wiązanych czystych ścianach, wygląda bardzo pięknie.” Częściej jednak na Zamojszczyźnie spotykał dzieła z zakresu rzeźby: „ganek bywa nieraz pięknie przybrany u czoła wycinanemi listwami i rodzajami szparogów na szczycie (Jarosławiec)”. Etnograf widział też „jeden biały komin w Wólce Łabuńskiej i parę białych okiennych ocapów w Wielączy, upstrzonych niebieskimi kółkami, kropkami i krzyżykami.”
Wokół chaty
Zamojskie chaty były zwrócone do drogi frontem lub szczytem (te ostatnie etnograf zaobserwował na zachodzie). Przed chatą najczęściej znajdował się „ogródek z malwą, makiem, nagietkiem lub słonecznikiem; w ogrodzie przy domu częstokroć kilka par pasieki.” Wokół domu ogrodzenie – płot wykonany z chrustu lub desek. W Kosobudach i Wólce Wieprzeckiej Moszyński napotykał „wielkie drewniane wrota, nakryte daszkiem i wprawione w płot”. Poza ogrodzeniem stały budynki gospodarskie, na szczególną uwagę zdaniem Moszyńskiego zasługiwały stodoły. Po pierwsze: „strzecha ich tworzy bardzo często rodzaj wzniesienia nad wrotami, wspartego na podniesionych kotwicach”, po drugie: „w niektórych okolicach, zamiast stodół drewnianych, widzimy plecione z chrustu. Taką stodołę uważają badacze za pozostałość dawnych czasów, kiedy to człowiek sam w podobnym „koszu” mieszkał.” Takie plecione stodoły Kazimierz Moszyński widział w kilku wsiach pod Komarowem (Cześniki, Śniatycze), słyszał, że takowe są także w Zubowicach.
Kuźnie i karczmy
Etnograf w zwiedzanych okolicach nie natknął się na chatę z wejściem od szczytu „powszechnie uznanej za pierwotną, a której najprostszym przykładem jest jednoizbowa kleta. Kleta to czworokątna izba, nakryta dachem, nieco wystającym nad ścianą wejściową i tworzącym rodzaj podsienia, zwanego przyzbą. Przyzba opiera się albo na wypuszczonych ze ścian rysiach, albo na wbitych w ziemię słupach.” Jednak wskazuje w swoim szkicu, że wiele podobieństw wykazywały liczne kuźnie, które składały się z izby i podcienia opartego na słupach lub wystających ze ścian dylach albo na deskach stanowiących przedłużenie ścian. „W ścianie jest zawsze wyrżnięte pierwotne okno, zamykane drewnianą zasuwą; takie okna musiała posiadać dawna chałupa chłopska.” Kazimierz Moszyński w kuźni z Ruskiego ponoć wyjątkowo zauważył okiennicę obracaną na zawiasach. „Kuźnia ta zresztą zasługuje i pod innym względem na uwagę, posiada bowiem wysunięcie dolnych belek, które odpowiada niejako wystającemu okapowi i upodabnia cały budynek do sań na drewnianych płozach.”
Obok kuźni, Moszyński wyróżnił także karczmę w Lipsku i chatę podcieniową w Dubie. „Obie one posiadają narożne podcienia, wsparte na paru słupach. Mówię „narożne”, gdy tylko połowa przyzby jest oparta na słupach, drugą zamknięto ścianami i zamieniono w chlew lub skład. Chata dubiecka przypomina znaną z Kolberga chatę kujawską, z tą jednak zasadniczą różnicą, ze podcienie oparte jest nie na jednym, lecz na dwóch słupach.”

Miejskie domy podcieniowe
Nie sposób było takich domów nie zauważyć: Krasnobród, Józefów, Tyszowce, Tomaszów i Nowa Osada pod Zamościem (wtedy jeszcze). „Wszystkie te miasta posiadają ich jeszcze bardzo wiele, a całe połacie rynków Józefowa i Nowej Osady są niemi zabudowane.” Jednak Moszyński wspomniał, że żaden z tych domów podcieniowych nie może się równać z „temi, jakie podał Łopaciński z bliskiego Goraja: nie ma tu ani tak pięknych słupów, ani tak pięknie wycinanych drzwi.” Ze wszystkich, które napotkał w swojej wędrówce po Zamojszczyźnie najozdobniejszym był budynek piętrowy w Józefowie „jego podcieniowe łuki zdradzają obce wzory” – pisał Moszyński. Dachy domów podcieniowych i innych drewnianych z okolicznych miast „przedstawiają niezmierne bogactwo kształtów”. Moszyński znalazł tu dachy polskie, „począwszy od zwykłych, ściętych w szczycie lub ozdobionych małym szczytem dymnikowym w węższej połaci, a skończywszy na barokowych mansardach i najprzeróżniejszych facjatach.” Szczególnie piękny był „dach facjatowy bóźnicy gasydów w Krasnobrodzie”.
Krzyże i figury przydrożne
Moszyński pisał, że krzyże nie są jednakowe „na wschodzie, w okolicy Cześnik, spotykamy niskie, ledwie wysokość człowieka dorastające, lecz za to ozdobione na końcach wszystkich ramion trzema żelaznemi krzyżykami; na zachodzie krzyż jest ogromny i często dźwiga na sobie Bożą Mękę, przykrytą blaszanym okapem.” Najczęściej dookoła krzyża występowało „obejście czworokątne, słupkami ogrodzone, z wrotyczem i malwą, a od ramion jego wysokości ku słupkom narożnym ogrodzenia zwisają lekkiemi łuki długie wisiory nanizanych liści; nieraz splatają się one wzajem na kształt węży lub oplatają krzyż, niby zwojami bluszczu.” Ten obraz etnograf wypatrzył w okolicach Ruskiego i Krynic, a w szczególności w okolicach Zwierzyńca „girlandy zawieszają w czasie święcenia pól, a więc przez całą wiosnę.” Ponoć jeszcze piękniejsze były krzyże spod Jarosławca i Majdanu „nie zawieszają ich tu liśćmi, lecz stawiają między cztery olbrzymie srebronlistne wierzby (…)”.
Obok krzyży na tym terenie Moszyński odnotował wiele figur przydrożnych. Najczęściej były polskie, z datami 1905-1907 z nazwiskiem chłopa – fundatora i jak zaznaczył w swoim szkicu: „nie przedstawiają nic ciekawego”. Były też inne: „W kilku starszych (np. pod Cześnikami, w Niewiarowie [Niewirkowie – przyp. red.] i indziej) znajdują się dość ciekawe drewniane posążki, wyobrażające najczęściej siedzącą nagą postać, zapewne Chrystusa, z której tylko tułów bez głowy pozostał. Na szczególną uwagę zasługuje stara polska figura z pod Komarowa, na której po obu stronach niszy wymalowano czarowną barwą słońce i księżyc, a na bocznych ścianach po jednej gwieździe.” Zdaniem Kazimierza Moszyńskiego ciekawe były dwie kapliczki z Górecka Kościelnego i jedna spod Józefowa. Odnotował także większe kaplice w krasnobrodzkim Podklasztorze.
„Siedziby Świętych i Boga”
Znacznie więcej Kazimierz Moszyński widział wówczas kościołów i cerkwi: „w każdej wsi, gdzie mieszka choć kilku prawosławnych, musi być cerkiew.” Murowane, stare kościoły zobaczył w Zwierzyńcu, Krasnobrodzie, Łabuniach, Szczebrzeszynie i Zamościu. Nowsze w Starym Zamościu, Wielączy, Józefowie, Sitańcu i Komarowie. Cerkwię starą murowaną widział jedynie w Szczebrzeszynie, nowe murowane w kilku wsiach m.in. Lipsku, Cześnikach. Pozostałe budownictwo sakralne było „wyłącznie drzewne; jednak większość cerkwi drewnianych, zbudowanych lub odnowionych przez rząd, nie nosi żadnych śladów sztuki ludowej.” Jego zdaniem były to na prędce klecone, o powszednim typie, budynki. Najpiękniejsze okazy „typowej cerkwi” zastał w Wierszczycy pod Tomaszowem i w Suchowoli pod Krasnobrodem, a typowy kościółek w Sitańcu i Dubie. „W obu ostatnich zwracają uwagę okapy dachów, naśladujące gotyk; na bliższe jednak poznanie zasługuje tylko kościółek sitaniecki [spłonął w 1913 r. – przyp. red.] .” Świątynie drewniane z okolic Zamościa z nielicznymi wyjątkami „zaliczyć należy do typu znanego również z Galicji. Są to świątynie, które w planie poziomym „brak zupełnie bocznych ramion krzyża, skutkiem czego są one trójdziałowemi, to jest rozpadają się na babiniec, nawę i prezbiterium.” Moszyński także pochylił się nad dzwonnicami, ale jego zdaniem nie były one zbyt liczne, ani zbyt zajmujące. Wymienia dzwonnice w Dubie, Kosobudach, Siedliskach. Ciekawsze według niego to te ze Śniatycz i Szewni. Ta ostatnia miała charakter obronny.
Kazimierz Moszczyński z powodu szybszego wyjazdu nie zwiedził okolic Tomaszowa i Tyszowiec. Z tamtych stron otrzymał jedynie garść notatek, rysunków i zdjęć. Na ich podstawie omówił także budownictwo kościelne w Zubowicach, Tyszowcach, Zimnie, Mikulinie, Wierszczycy i Tomaszowie. Swój zamojski szkic etnograf kończy wnioskami: „okolica Zamościa potrzebuje dokładnego zbadania domów podcieniowych i wewnętrznego rozkładu chat, zdjęcia domu z podcieniem narożnym w Dubie i karczmy z takiemże podcienie w Lipsku, okolica Tomaszowa i Tyszowiec wymaga natychmiastowego i dokładnego zbadania wszystkich gałęzi budownictwa drzewnego, ze szczególnym uwzględnienie cerkwi, kościołów i dzwonnic, a osobliwie drewnianego kościoła w Tomaszowie.”
Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela



