Wymowny pomnik w południowo – zachodnim zakątku cmentarza parafialnego w Zamościu przykuwa uwagę osób przechodzących chodnikiem przy ulicy Peowiaków. Nad grobem ustawiono rzeźbę młodej kobiety oplecionej drutem kolczastym, po którym wspina się nagie dziecko. Obok rzeźby umieszczono dwie szachowe figury. Na płycie nagrobnej umieszczono tylko imię „Bronek” i datę śmierci – 2 stycznia 2013 r. To miejsce wiecznego odpoczynku Bronisława Pekosińskiego, szachowego mistrza, którego losy stały się symbolem tragedii mieszkańców okupowanej przez Niemców Zamojszczyzny.

     Bronek, jako malutkie dziecko, został przerzucony przez druty kolczaste otaczające hitlerowski obóz dla wysiedlanej ludności w Zwierzyńcu. Był zbyt mały, by zapamiętać twarz matki, za którą będzie tęsknił przez całe życie. Kiedy trafił do obozu, mógł mieć trzy lub cztery lata. Z wczesnego dzieciństwa w jego pamięci pozostało kilka obrazów: dom w lesie, wystrojona choinkę, dwoje dzieci, między którymi on bawił się piłką. Zapamiętał też chwilę, kiedy nastąpił łomot, może to było bombardowanie a może ostrzał. Chyba wtedy pojawili się Niemcy, a on trafił do obozu. Znalazł się w długim pomieszczeniu z drzwiami u dwu wylotów. Było w nim wiele łóżek, jęki, płacze i krzyki, duże naczynie, z którego rozdawano zupę. Później dowie się, że był to obozowy barak. Jedna chwila zmieniła jego życie. Był na rękach kobiety, która nagłym ruchem przerzuciła go przez kolczaste druty. Upadł na kupę kartofli. Słyszał dwa strzały. Pierwszy z nich pochodzący od obozowego strażnika zabił kobietę. Drugi od strony lasu zabił strażnika. Bronisław całe późniejsze życie zastanawiał się, kim była owa kobieta. Być może, była to jego matka, bo kto inny narażałby swoje życie, aby go ratować[1]. Kimkolwiek była, zapewne w swoim czynie upatrywała ratunek dla malca, wyrwanie go z obozowego piekła.

    Obóz przejściowy w Zwierzyńcu, przekształcony następnie w obóz przesiedleńczy był miejscem, które powstało w wyniku realizacji hitlerowskich planów germanizacji i pacyfikacji Zamojszczyzny. Ulokowany na skraju dużego kompleksu lasów należących do ordynacji Zamoyskich, przy szosie prowadzącej z Biłgoraja do Zamościa, zajmował obszar 4 hektarów. Od stycznia 1943 r., gestapo z Biłgoraja osadzało w nim mieszkańców powiatu biłgorajskiego w odwecie za akcje organizowane przez oddziały Batalionów Chłopskich na wsie zasiedlane niemieckimi osadnikami. Pierwsi mieszkańcy wysiedlanych i spacyfikowanych wiosek trafili tu 6 lutego 1943 r. Ten pierwszy etap wysiedleń trwał do końca marca 1943 r., drugi rozpoczął się w czerwcu tegoż roku. Obóz był przystosowany do pomieszczenia 300-400 osób, w rzeczywistości przetrzymywano w nim równocześnie od 2000 do 4500, a niekiedy nawet 7000 osób. Panowały tu nieludzkie warunki. Tylko w nielicznych barakach ustawiono prycze z gołymi deskami, nie było żadnych szafek, często nie było też oświetlenia. Dla ludzi brakowało miejsca pod dachem. Koczowały one pod sosnami bez względu na pogodę. Nie było urządzeń sanitarnych. Rolę szaletów spełniały odkryte, niezabezpieczone doły ogrodzone drągami do siadania. Panował głód. Całodzienna racja chleba dla jednej osoby wyniosła 8-10 deka, a w okresie dużego zagęszczenia obozu nawet połowę tej porcji. Rano i wieczorem dawano czarną kawę zbożową. Na obiad była zupa gotowana z różnych warzyw: buraków pastewnych, marchwi, brukwi, z niewielkim dodatkiem kaszy i kartofli, bez mięsa i tłuszczów. Aby szybciej się gotowała, Niemcy kazali do gotowania dosypywać sodę do prania. Kuchnia dysponowała tylko trzema kotłami i nie była w stanie ugotować potrzebnej porcji zupy. W tej sytuacja część uwięzionych jadła jednego dnia, a część drugiego. Problemem był brak jakichkolwiek naczyń, do których można by było nalać posiłek. Ludzie nie dostawali wody ani do picia, ani do mycia. Strażnicy strzelali do osób, które próbowały podać lub przerzucić przez druty jedzenie dla uwięzionych. Strzelano też do tych, którzy próbowali je odebrać lub podnieść. Były przypadki, że strzelano do ludzi bez powodu. Antysanitarne warunki powodowały namnażanie się insektów, które gnieździły się w odzieży, na pryczach, na podłogach i w piasku. Szerzyły się epidemie i choroby zakaźne. Wśród dzieci rozprzestrzeniała się odra. Licznie chorowano na dyfteryt, zatrucia pokarmowe, zapalenie płuc, oskrzeli i uszu i z wycieńczenia. Ludzie wegetowali. Nie wiedzieli, co ich czeka. Nie pozwalano im gromadzić się, odmawiać modlitw, śpiewać pieśni religijnych. Głód, choroby i okrucieństwo obozowej załogi powodowały to, że codziennie umierało po kilka osób. Najczęściej byli to ludzie starsi i małe dzieci. Na tych, którzy przetrwali obozowe piekło czekał kolejny etap gehenny – wywózka do obozów: na Majdanek, do Zamościa, do obozów przejściowych w Lublinie przy ul. Krochmalnej. Ostatni transport ze Zwierzyńca odszedł 13 sierpnia 1943 r. Po tym okresie Niemcy wykorzystywali opustoszałe baraki jako więzienie przejściowe. W czerwcu 1944 roku okupant przeprowadzał skierowane przeciwko partyzantom akcje Sturmwind I (obejmującą Lasy Janowskie i Lipskie), i Sturmwind II (obejmującą Puszczę Solską). Jednocześnie Niemcy dokonywali masowych aresztowań, wysiedleń i pacyfikacji. W obozie Zwierzyńcu znów zaczęli osadzać całe rodziny. Więźniowie ci trafili do obozu na Majdanku i do obozów przy ul. Krochmalnej. Szacuje się, że przez obóz w Zwierzyńcu przeszło nawet 20 tysięcy osób [2].

       Nie wiadomo, w którym okresie istnienia obozu w Zwierzyńcu mały Bronek trafił za jego druty. Na szczęście po upadku został znaleziony. Tajemnicą pozostaje, kim był jego wybawiciel lub wybawiciele. Pamiętał tylko jakiś płaszcz, który go otulił, zrobiło mu się ciepło. Trafił do jakiegoś domu dobrych ludzi[3]. Potem znalazł się w Zwierzynieckiej ochronce. Dołączono go do grupy, którą opiekowała się Wanda Cebrykow. Należał do ostatniej 37-osobowej grupy dzieci, których nie odebrali najbliżsi i które przebywały w ochronce jeszcze w 1945 r.[4] Wychowywał się w Domu Małych Dzieci w Łabuniach, następnie w Domu Dziecka w Zamościu (który wówczas mieścił się przy ulicy Kościuszki)[5]. Do zamojskiego domu dziecka został skierowany przez Kuratorium Okręgu Szkolnego i zapisany w księgach 2 września 1946 r. pod numerem 36. W tym roku do placówki przyjęto 91 dzieci[6]. Nie pamiętał ani swego imienia, ani nazwiska. Musiano jednak go jakoś zaewidencjonować. Matka przełożona twierdziła, że przybył do nich pierwszego września. Tego dnia, według kalendarza wypadają imieniny Bronisława, więc  tak dano mu na imię, a na nazwisko „Bezimienny”[7]. Jednak pierwsza opiekunka Wanda Cebrykow wspominała, że malec umiał powiedzieć tylko „Bronek”[8]. Więc jest prawdopodobne, że było to imię nadane mu przez rodziców.

       W 1947 urzędowo nadano mu nazwisko Pekosiński od nazwy instytucji, która się nim zaopiekowała – Polskiego Komitetu Opieki Społecznej[9]. Sędzia Feliks Kozyra starał się ustalić jego datę urodzenia. Trwało to od 1947 do 1958 r. W tym czasie wielokrotnie pytał Bronka, czy przypomina sobie coś z dzieciństwa. W końcu ustalono ją na 1 września 1939 r. – jako symboliczną, gdyż wówczas wybuchła druga wojna światowa[10]. Uzupełniono też brakujące dane personale. Jako miejsce urodzenia wpisano Zwierzyniec, bo tam był obóz przesiedleńczy do którego trafił wysiedlony z rodziną z którejś zamojskiej miejscowości. Na imiona rodziców chłopca sąd wybrał  „Leopold” i „Natalia”, w rzeczywistości były one nieznane. Stworzono rodzinę na papierze, ale Bronek pozostawał nadal samotny[11].

     Pobyt w obozie ujemnie wpłynął na jego rozwój fizyczny. Cierpiał na uraz kręgosłupa spowodowany upadkiem po przerzuceniu przez druty. W 1948 roku jego wychowawczyni Helena Byczkowska, którą nazywał mamą, odwiozła go na leczenie do Wrocławia do Ortopedycznego Domu Dziecka. Tam chłopiec miał szansę na zminimalizowanie ułomności lub nawet całkowite wyzdrowienie. Jednak jak sam wspominał w dorosłym życiu, nie stosował się do zaleceń lekarskich, pomimo że straszono go garbem. Nie chciał nosić krępującego ruchy i ręce gorsetu, który uciskał płuca i serce. Nie mógł w nim oddychać. Płakał po nocach i tęsknił za Domem Dziecka w Zamościu i panią Byczkowską. W końcu go odesłano. Uczył się dobrze, był ministrantem w kościele pw. św. Katarzyny w Zamościu. Marzył, żeby pójść do seminarium duchownego, a później na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Ksiądz rozwiał jego nadzieje, mówiąc, że przepisy zabraniają być duchowym osobie dorosłej. Uczył się w Technikum Ekonomicznym, tyle że księgowość go nie interesowała i zawalił trzecią klasę. Maturę zdał w wieczorówce ogólniaka. Przez cały okres pobytów w domach dziecka, wznawiano poszukiwania jego rodziny. Nie przynosiły one rezultatów. Nikt o niego nie pytał, nikt po niego się nie zgłosił[12].

      Zamojski dom dziecka opuścił w wieku 21 lat, w 1960 roku[13]. Zamieszkał przy rodzinie Rybaków. Z gospodarzem grywał w szachy, z czasem dorównując mu w grze i wygrywając. Gry w szachy nauczył się bez objaśnień, obserwując grę innych. Czytał też fachową literaturę. Pracował wówczas w „Rozwoju”. Gra w szachy zafascynowała go do tego stopnia, że rezygnował nawet z dobrze rokującego na przyszłość kursu księgowego na który, skierował go zakład pracy. Został nawet szachowym mistrzem powiatu.

     W czasie obchodów dwudziestej rocznicy pacyfikacji Zamojszczyzny występował jako świadek i ofiara tych tragicznych wydarzeń. Został bohaterem reportażu radiowego „Nazywam się Pekosiński” zrealizowanego przez Zbigniewa Stepka. Polska Kronika Filmowa zrobiła o nim specjalny dodatek pokazywany w kinach. Na skutek interwencji filmowców, chcących polepszyć los człowieka bez domu, zamieszkającego kątem przy rodzinie, władze miasta przydzieliły mu kawalerkę na osiedlu Planty. Niestety nowe mieszkanie przerażało go pustką, ciągle czuł się samotny. Zainteresował się nim też Andrzej Kantowicz, który napisał o nim tekst „Obywatel Pekosińki” opublikowany w „Walce Młodych”. Popularność szachisty i ta związana z jego życiową historią przyczyniła się do upadku Bronka. Ludzie, którzy go spotykali, prosili do stolika, proponowali alkohol, co kończyło się pijaństwem. Wykonywał różne zawody. Pracował m.in. jako magazynier w „Agredzie”, jako recepcjonista w hotelu „Staromiejski”, później w PKS-się. Było dobrze, dopóki nie wpadł w złe towarzystwo. Nadużywanie alkoholu było powodem częstej utraty pracy[14].

      W znalezieniu nowej pomagał mu jego były wychowawca z Domu Dziecka Ksawery Drozd, który został sekretarzem Komitetu Miejskiego. Alkohol przyczynił się do wylewu, który pozbawił go umiejętności pisania i czytania i spowodował złe widzenie (widział poczwórnie). Wtedy okazało się, że gra w szachy zadziałała na jego układ nerwowy jak rehabilitacja. Przez ponad dwadzieścia lat Pekosińskim opiekował się Bogusław Adamczyk. Znali się od wczesnego dzieciństwa, kiedy byli ministrantami w kościele św. Katarzyny w Zamościu. Bronisław spędzał święta z rodziną Bogusława. Czuł się u niego dobrze, do tego stopnia, że odwlekał powrót do własnego mieszkania. A ten odwiedzał go, przynosił obiady, załatwiał urzędowe sprawy[15].

    Losy Bronka stały się treścią filmu z 1993 roku „Przypadek Pekosińskiego” w reżyserii Grzegorza Królikowskiego. Zagrał w nim sam siebie[16]. Jego biografia posłużyła Tadeuszowi Słobodziankowi do napisania sztuki „Obywatel Pekosiewicz”, która ukazała się w piątym numerze czasopisma „Dialog” z 1989 roku. Jej premiera odbyła 28 maja 1989 r. w Teatrze Stafana Jaracza w Łodzi. Premiera drugiej wersji tego utworu „Obywatel Pekoś” miała miejsce w Teatrze Juliusza Słowackiego w Krakowie 12 kwietnia 1997. Obydwie reżyserował Mikołaj Grabowski[17].

     Ostatnie cztery lata swojego życia z Pekosiński zamieszkiwał z Mieczysławem Liwakiem, który odciążył w obowiązkach Adamczyka. Bronisława wspominał z nostalgią. Szachy pozostały do końca życia jego pasją. Chociaż w początkowej fazie gry, gdy na szachownicy było dużo figur już się gubił. Jednak w dalszej fazie pozostawał mistrzem[18].

     Zmarł 2 stycznia 2013 r., w swoim mieszkaniu. Miał ok. 73 lata. Pogrzeb odbył się 4 stycznia 2013 r. w piątek na Cmentarzu Parafialnym w Zamościu. Mszę pogrzebową prowadził ks. Adam Firosz, proboszcz parafii katedralnej. Pomnik nad grobem Bronisława Pekosińskiego, według pomysłu kolegów Bronka wyrzeźbili uczniowie Państwowego Liceum Sztuk Pięknych w Zamościu[19].

Do końca, życia nie odnalazł swojej rodziny, za którą tak bardzo tęsknił.

„Nazywam się Pekosiński” – tomik reportaży Romualda Karasia. Bohaterem jednego z nich jest Bronisław Pekosiński. Źródło: zbiory Książnicy Zamojskiej.

Grób Bronka na cmentarzu parafialny w Zamościu, widoczny z ulicy Peowiaków. Fot. Magda Misztal, 27.06.2025 r.

Opracowanie: Magda Misztal

 

[1] R. Karaś., Nazywam się Pekosiński, Warszawa 1977, s. 7-26

[2] Cz. Służewski, Hitlerowski obóz przejściowy w Zwierzyńcu, s. 11- 30;

[3] R. Karaś, op. cit.

[4] Fragment listu Wandy Cebrykow ze stycznia 1994 r. w artykule Obywatel Pekoś…, Encyklopedia Teatru Polskiego, [dostęp: https://encyklopediateatru.pl/artykuly/142519/obywatel-pekos]

[5] R. Karaś, op. cit.

[6] M. Malec, “Nazywał się Pekosiński”, Polskie Radio Lublin, dostęp przez: https://radio.lublin.pl/2024/09/02-09-2024-monika-malec-nazywal-sie-pekosinski/; 30.062025

[7] R. Karaś, op. cit.

[8] Fragment listu Wandy Cebrykow, op. cit.

[9] red., Bronek Pekosiński zmarł. Historia. Nie żyje człowiek – symbol Dzieci Zamojszczyzny, „Gazeta Zamojska”, 2013, nr 2, s. 9

[10] M. Malec, op. cit.

[11] R. Karaś, op. cit.

[12] Ibidiem

[13] Monika Malec, op. cit.

[14] R. Karaś, op. cit.

[15] M. Malec, op. cit.

[16] Przypadek Pekosińskiego, FILMPOLSKI.PL internetowa baza filmu polskiego, dostępne przez: https://filmpolski.pl/fp/index.php?film=125583; 30.06.2025

[17] Tadeusz Słobodzianek, CULTURE.PL, dostępne przez: https://culture.pl/pl/tworca/tadeusz-slobodzianek; 30.06.2025

[18] M. Malec, op. cit

[19] A. Szykuła-Żygawska, Odszedł Bronisław Pekosiński, „Zamojski Kwartalnik Kulturalny”, 2012, nr 1, s. 119;  red., op. cit.; A. Sokołowska, Cmentarz parafii katedralnej, Zamość 2018, s. 73