Był taki czas, że na starówce pojawiała się codziennie, parę minut przed ósmą. Czerwoną „Zastavę” parkowała przy Bazyliańskiej 3, gdzie mieściła się Wojewódzka Rada Związków Zawodowych. Przy sobie, w dłoni, pod ręką, zawsze miała dużą torebkę wypchaną po brzegi papierami i grubym notesem, w którym mieściła swój ówczesny świat. W drugiej dłoni zazwyczaj lądowała siatka na zakupy. „Dzień pani sekretarz” Janiny Gąsiorowskiej (bo o niej mowa) opisała w „Przyjaciółce” Cecylia Paszek (nr 38 z 23.09.1979 r.).
„- Całe szczęście – mówi [Janina Gąsiorowska], że dostałam talon na tę „Zastavę”, bo służbowa „Wołga” jest na cały WRZZ tylko jedna, a ja już drugi wóz zdzieram w tej mojej pracy ‘latającego Holendra’. Przedtem miałam „Syrenkę”…
„Jeszcze ogólne „dzień dobry” dwóm paniom Marysiom – sekretarce i maszynistce – i znika za drzwiami z tabliczką ‘Sekretarz WRZZ’.”
Sprawy, telefony
Pierwszy interesant to sekretarz Rady Kultury Fizycznej i Turystyki przy WRZZ, Romuald Kolbe. W województwie zamojskim organizowano sztafetę pokoleń i trzeba było wspólnie ustalić środek lokomocji dla uczestników. Kolejna sprawa to turniej Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym, który powinna otworzyć sekretarz.
„Sięga po swój terminarz:
– Hm… Jak to zrobić? Tego samego dnia mam przed południem sesję Miejskiej Rady Narodowej poświęconą kulturze. Chcę i muszę na niej być, przecież odpowiadam za kulturę w związkach. No cóż, wyjdę z sesji, podjadę samochodem, otworzę turniej i wrócę…”
Rozdzwania się telefon. Ze Społecznego Komitetu Przeciwalkoholowego. Znów chodzi o obecność na prezydium, jednakże innego dnia. Pani sekretarz dopytuje w międzyczasie o młodego człowieka, który nieźle się zapowiadał, ale nie chciało mu się pracować. Pani Janina wstawiła się za nim, że może się wdroży… Nic z tego nie wyszło.
Potrzeba stołówek osiedlowych
Do pokoju sekretarz wchodzi także sekretarz, ale komisji socjalno–bytowej, Ryszard Ziółkowski. Tematem rozmowy jest plenum KW partii w Zamościu poświęcone sprawom handlu. Pani Gąsiorowska zabierała na nim głos.
„-Mówiłam, że nasze sklepy, szczególnie te na Starówce, mają trudne warunki pracy. Małe, ciasne pomieszczenia, brak magazynowego zaplecza. W spożywczych – szczególnie rano, są wielkie kolejki po pieczywo i mleko. Przydałoby się zatrudnić kilka dodatkowych osób na niepełnych etatach, na godziny największych zakupów. Powiedziałam, ze trzeba by pomyśleć o wolnej sobocie i dla pracowników handlu. Oni także mają prawo spędzić ją razem z rodziną. Powinniśmy przyzwyczaić ludzi do robienia dużych zakupów w piątek, a w sobotę niech by dyżurowały tylko naprawdę nieliczne sklepy. Wspomniałam, że naszym handlowcom przydałaby się przychodnia lekarska…” Sekretarz poruszyła także sprawę zbiorowego żywienia. W Zamościu istniało 75 stołówek, ale wiele zakładów pracy nie było objętych żywieniem (m.in. „Gracja” – zatrudniała 100 kobiet na jedną zmianę). „Wymyślamy gimnastykę rekreacyjną dla kobiet siedzących osiem godzin w nylonowych fartuchach nad maszyną, a gdzie posiłki? W podobnej sytuacji są, sąsiadujące z „Gracją”, Urząd Gminy, Wojewódzki Urząd Poczt i Telekomunikacji i inne.” Gąsiorowska zaznacza, że nie jest za tym, żeby każdy zakład pracy miał własną stołówkę (żeby nie było jak w peryferyjnym „Metalplaście” – stołówka stała niewykorzystana), ale przydałyby się stołówki osiedlowe, a dopiero jedna taka stołówka jest w budowie.
Dość bistorów i kremplin
Głos na plenum zabrali także inni. Władysław Ostasz, wieloletni dyrektor zamojskiego POM-u krytycznie wspominał o handlu nabiałem. Kierowniczka jednego ze sklepów włókienniczych w Zamościu mówiła wprost, że jej klientki mają dosyć bistorów i kremplin, że chciałyby „wełenki, aksamity i bawełny”. Będący na zebraniu minister Handlu i Usług Adam Kowalik pocieszył nieco zamojskie kobiety. Powiedział o „bliskiej zmianie systemu ekonomiczno-finansowego przedsiębiorstw handlowych; związaniu funduszu płac z obrotami placówek, zmniejszeniu limitu zatrudnienia w niepełnym wymiarze godzin. Przyrzekł też pomoc w zwiększeniu bazy transportowej zamojskiego handlu.”
Przed południem panią sekretarz czeka jeszcze zebranie. Redaktor Cecylia Paszek pyta o obiad. Janina Gąsiorowska tłumaczy, że WRZZ stołówki nie posiada. „Jadam przeważnie gdzieś na mieście, w restauracji, albo w terenie, tam, gdzie akurat mam sprawy do załatwienia. Syn jada w szkole, a mąż w zakładzie pracy”. To jeszcze nie koniec pracy pani sekretarz. Dzwonią telefony, nowe terminy i sprawy zapisane w grubym notesie. Jeszcze spotkanie z kandydatem do pracy w WRZZ. Powoli dzień pracy Janiny Gąsiorowskiej dobiega końca. „Upycha w torebce urzędowe papiery. Popracuje nad nimi spokojnie wieczorem w domu. Za parę dni jedzie na naradę do CRZZ, więc przy okazji chciałaby w stolicy załatwić kilka spraw. Najważniejszą z nich jest zdobycie w Centralnej Radzie Związków Zawodowych dotacji na ośrodek wczasowy w Krasnobrodzie, który służyłby kilku zamojskim zakładom: Delii, WPGK, Metalpastowi i WZM-otowi. Sekretarz Gąsiorowska powinna także się pouczyć, „bo wiszą nad nią dwa egzaminy z ekonomii politycznej i z teorii związków zawodowych. Kończy bowiem podyplomowe studium z zakresu polityki społecznej w SGPiS w Warszawie. Potem jeszcze tylko praca dyplomowa, w której chce się zająć analizą skarg i wniosków napływających do zamojskiej WRZZ.”
Po pracy
Czeka na panią Janinę syn, uczeń technikum rolniczego. „Chłopak prawie dorosły, wyręcza też mamę w prowadzeniu samochodu. Ale jak to mężczyzna, dobrych butów sam nie kupi. Po godzinie wspólnej wędrówki po sklepach okazuje się, że trudno je kupić nawet w towarzystwie matki, bo w całym mieście nie ma nic odpowiedniego. Chyba więc starym zwyczajem mama weźmie patyk, zmierzy stopę i poszuka butów według tej miarki w Warszawie, przy okazji narady.” Janina Gąsiorowska zastanawia się czy nie wpaść jeszcze do Lipska, do cioci Maryni, ale już nastaje wieczór, a w domu czeka ją przepierka. Na sznur w łazience wędruje pastelowa garsonka, w której sekretarz biegała cały dzień. „Późnym wieczorem, dobrze po godzinie dziesiątej, zasiada przy stole z przywiezionymi z pracy papierami. Jak tu argumentować w stolicy, jak uzyskać tę dotację?…”
Więcej o Janinie Gąsiorowskiej w najnowszym Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym „Janina – ikona Zamojszczyzny” (nr 2 (163) 2025).
Opracowano na podstawie zbiorów Książnicy Zamojskiej.
Agnieszka Piela
