„Paskudną jesień mieliśmy tego lata… No właśnie, okazuje się, że już nawet i klimat nie jest taki jak dawniej. Narzekaniem jednak nic się nie zmieni. Trzeba zmienić natomiast stereotypy w myśleniu. Nie udała nam się turystyczna łazęga w letnim sezonie, spróbujmy jesienią. Bo jak się okazuje, ze wszystkich czterech pór roku występujących w naszym klimacie, jedynie jesień pozostała wierna dawnym tradycjom” – tak zachęcał do jesiennej włóczęgi Tadeusz Jaszczyk na łamach tygodnika „Razem” (nr 41, 9-10.1977 r.). Mało tego, namawiał, by wybrać się na Roztocze.

Kilka miesięcy wcześniej redaktor odwiedził Zamość i nie mógł „przepuścić okazji”, by nie wyrwać się na kilkudniową łazęgę po Roztoczu. Miał „jeszcze w pamięci zasłyszane niegdyś opowieści zaprzyjaźnionych łazików o tej krainie”. Obawiał się jednak konfrontacji wspomnień z rzeczywistością. „Przekonałem się wszakże niejednokrotnie, jak ludzie swoją bezmyślną działalnością potrafią zapaskudzić lub wręcz zniszczyć najcenniejsze walory krajobrazowe i przyrodnicze cudownych niegdyś zakątków naszego kraju” – pisał. Na Roztoczu spotkała go jednak miła niespodzianka. „Na szczęście potworny walec »nowoczesności« nie zdążył jeszcze wyrównać unikalnych uroczysk Roztocza”.

Kraina, która nie dała się nowoczesności

Roztocze, jak wyjaśniał Jaszczyk, to „jednostka fizjograficzna” – podłużna wyniosłość terenu, osiągająca wysokość do 390 m n.p.m., łącząca Wyżynę Lubelską na północy z Wyżyną Podolską na południu. W granicach Polski ma około 100 km długości, a jego szerokość wynosi od kilkunastu do dwudziestu kilku kilometrów. Ze względu na cechy krajobrazowe wyróżnia się Roztocze Zachodnie, Środkowe i Południowe. Zdaniem autora dla turystów najbardziej atrakcyjne było Roztocze Środkowe, znajdujące się wówczas w całości w granicach województwa zamojskiego. Łączyło ono bowiem „wszystkie charakterystyczne cechy krajobrazowe występujące na całej wyniosłości”. Można tu było podziwiać niezwykle urozmaiconą rzeźbę terenu: wysokie kredowe wzniesienia, suche piaszczyste doliny, wyniosłe pagóry wydmowe i głębokie wąwozy. Szczególnie malownicza była południowa krawędź Roztocza Środkowego, gdzie występują znaczne spadki terenu i spękane podłoże skalne. Przepływające tamtędy rzeczki: Szum, Tanew, Sopot i Jeleń przypominają na niektórych odcinkach górskie potoki. Zwłaszcza tam, gdzie tworzą się kilkumetrowej wysokości wodospady, zwane w tych stronach szumami.

Dyrektor też uciekał do Zwierzyńca

W połowie sierpnia Tadeusz Jaszczyk usłyszał w jednej z audycji radiowych wywiad z dyrektorem dużego biura zajmującego się turystyką zorganizowaną. Dyrektor długo wymieniał różnorodne formy zbiorowego wypoczynku oferowane klientom. Zapytany, gdzie sam spędzi urlop, odpowiedział: „Wie pan, co roku wyjeżdżam do Zwierzyńca, na Roztoczu, gdzie wynajmuję pokoik u znajomych gospodarzy. Uwielbiam samotność i spokój, lubię przebywać w lesie, z dala od zgiełku znanych miejscowości wypoczynkowych…”. Jaszczyk nie krył zadowolenia z tej odpowiedzi. W uroczym Zwierzyńcu, „perle Roztocza”, nie wybudowano jeszcze wielkiego hotelu Orbisu ani moteli PZM. Nie stały tu wielopiętrowe gmachy ośrodków wypoczynkowych potężnych zakładów, a wspaniałego drzewostanu Roztoczańskiego Parku Narodowego nie zatruwały jeszcze kłęby spalin. Autor zastanawiał się jednak, czy wypowiedź dyrektora nie stanie się zachętą dla jego branżowych kolegów, zajmujących się turystyką i rekreacją, do intensywniejszego „zagospodarowania turystycznego” tej okolicy. Bo przecież to, co dla jednych oznaczało rozwój, dla innych mogło być zagrożeniem dla spokoju i przyrody.

Bukowa Góra w jesiennych barwach

W Zwierzyńcu mieściła się [mieści się nadal] wówczas dyrekcja Roztoczańskiego Parku Narodowego, utworzonego zaledwie trzy lata wcześniej. Park obejmował około 4800 ha obszarów leśnych, w tym cztery rezerwaty ścisłe: Bukową Górę, Obrocz, Nart i Czerkies. Czyniono starania o powiększenie jego powierzchni do 10 tys. ha. Było o co walczyć. Jaszczyk zwracał uwagę na bogactwo roztoczańskiej flory, jakiej – jak pisał – „nigdzie w Europie nie spotkasz”. Rozpoznano tu gatunki roślin typowe dla strefy atlantyckiej i śródziemnomorskiej, a także okazy występujące na Syberii, w górach i na stepach. Wśród drzewostanu rosły wyjątkowo potężne jodły, osiągające do 50 m wysokości, oraz smukłe buki, niektóre ponad 150-letnie, dorastające do 40 m. W maju, gdy redaktor wchodził na Bukową Górę, korony buków zieleniły się świeżym listowiem. Wyobrażał sobie, „jak pięknie muszą wyglądać jesienią, gdy ich liście zabarwią się na czerwono”.

Dziś Roztoczański Park Narodowy zajmuje 8483 ha, z czego lasy stanowią 8102 ha. Ochroną ścisłą objęto 1029 ha, a otulina parku liczy 38 095,87 ha. Na Roztoczu znajduje się także 17 rezerwatów przyrody: leśnych, krajobrazowych, florystycznych, geologiczny, torfowiskowy i stepowy.

Na szlak, bez pośpiechu

Jaszczyk nie silił się na szczegółowe opisy roztoczańskich szlaków turystycznych. Uważał, że turyści, w miarę zdobywania doświadczenia, sami znajdą na mapie trasy, które będą im najbardziej odpowiadać. Wspomniał jedynie, że wyruszając z Zamościa zielonym szlakiem, można przejść przez Suchowolę i Krasnobród, dotrzeć do Suśca, a następnie do rezerwatu „Nad Tanwią”. Redaktorowi szczególnie spodobał się czerwony szlak krawędziowy. Prowadził ze Zwierzyńca przez Roztoczański Park Narodowy, wzdłuż rzeki Szum, do „pełnej zanikającego uroku wsi Górecko Kościelne”, a dalej przez Józefów do Suśca. Wspomniał również o niebieskim, najdłuższym centralnym szlaku Roztocza, oraz biało-czerwonym szlaku partyzanckim. Na koniec porównał Roztocze ze szlakami Gór Świętokrzyskich. Jego zdaniem Roztocze przewyższało je „rozmaitością pejzażu, pierwotnością przyrody i oryginalnością architektury”.

Zanim zniknie ten urok

W tekście Tadeusza Jaszczyka jest coś z zachęty do niespiesznego odkrywania miejsc, które nie potrzebują wielkich hoteli ani tłumów turystów, by zachwycać. Jest też troska o krajobraz i przyrodę, które łatwo stracić w imię nowoczesności. „Jest w tym wszystkim jakiś urzekający spokój i zanikające romantyczne piękno. Idźcie tam więc, póki nie jest jeszcze za późno” – podkreślał autor na zakończenie.

Od tamtej pory minęło niemal pół wieku. Roztocze się zmieniło [zmienia], ale jesień wciąż jest dobrym momentem, by ruszyć jego szlakami. Może właśnie teraz warto przypomnieć sobie tę dawną zachętę do włóczęgi – bez pośpiechu, z mapą w ręku i uważnością na to, co po drodze.


Oprac. na podst. „Razem” (nr 41, 9-10.1977 r.) oraz
  https://roztoczanskipn.pl.

Agnieszka Piela