– tak powiedziała „Przyjaciółce” (Nr 29) z 22. lipca 1979 roku była naczelniczka gminy Krasnobród, Stanisława Drozd. Nie była w tym odosobniona. W artykule „Z ziemią związali swój los…” Ewy Piotrkowicz, Aliny Czerskiej przy współpracy z Cecylią Paszek o swoim życiu na wsi opowiedzieli mieszkańcy Brusa Starego, Załucza Starego, Trawnik, Łopiennika, Kolonii Stróży, Wojsławic, Celestynowa i Brusa.

Tak Stanisława Drozd opowiadała o swoim życiu redaktorkom pisma: „Moja matka była przed wojną wyrobnicą, ojciec – stróżem w majątku ziemskim. Mieszkaliśmy wszyscy – rodzice i sześcioro dzieci – w jednej izbie, w czworakach, na folwarku dziedzica Fudakowskiego, właściciela Krasnobrodu.” Pani Stanisława była piątkową uczennicą, chociaż jak zaznacza – nie miała żadnej swojej książki, a najbliższa koleżanka mieszkała trzy kilometry od niej. Z powodu braku pieniędzy Stasia musiała przerwać naukę. „Dopiero wiele lat po wojnie udało mi się zrealizować moje „naukowe” plany”. Razem z córką zdawała egzamin maturalny, a w 1972 r. skończyła kurs dla naczelników gminy. Naczelniczką gminy była w latach 1973 – 1977. Za jej kadencji krasnobrodzki zalew został zagospodarowany, wybudowano dom kultury, „a uczestnicząc w konkursie „Jabłońscy zapraszają Matysiaków” skutecznie rozreklamowaliśmy wypoczynkowe i klimatyczne zalety Roztocza.” Córki pani Drozd zrealizowały marzenie matki – obie skończyły wyższe studia, „jedna jest sędzią, zaś druga specjalistą do spraw rehabilitacji” i wyfrunęły z Krasnobrodu do wielkich miast.

 „Teraz, na emeryturze, nareszcie mam czas nacieszyć się jej urokami, a także odwiedzać dosyć liczną rodzinę.” Pomagał jej w tym zielony fiacik. „Przed wojną tylko dziedzic Fudakowski miał tutaj samochód.” Stanisława Drozd twierdziła, że nigdy nie opuści wsi. Czy tak było? Źródła milczą.

Opracowano na podstawie zbiorów Książnicy Zamojskiej

Agnieszka Piela