W „Kurierze Polskim” (nr 184, 29–31.08.1980 r.), w rubryce „Zdaniem pesymisty”, ukazał się tekst i rysunek Eryka Lipińskiego pt. „Miasto jak z bajki”. Znakomity satyryk i karykaturzysta, współtwórca i wieloletni redaktor „Szpilek”, spojrzał na Zamość z właściwym sobie poczuciem humoru – z zachwytem, ale i z uważnością na to, co w codziennym życiu miasta mogło irytować.

Lipiński rozpoczął od krótkiego wywodu o powstawaniu miast. Były więc te, które wyrastały wokół zamków, były też takie, które zaczynały się od skromnej chaty nad rzeką. Niektóre jednak, zauważył, „nie czekały, aż ktoś zbuduje chatkę, lecz od razu były zaprojektowane i powołane do życia potrzebą lub fantazją”. Wśród nich wymienił Petersburg, Brasilię i Zamość. O naszym mieście pisał z uznaniem. Przypomniał jego fundatora, Jana Zamoyskiego oraz włoskiego architekta Bernarda Moranda, któremu kanclerz i hetman wielki koronny powierzył zaprojektowanie miasta. Zwrócił uwagę na wyjątkowo precyzyjną datę jego lokacji: 3 kwietnia 1580 r. „Rzadko które miasto na świecie ma tak dokładną datę swego powstania” – zauważył. Morando, jak pisał Lipiński, szybko przystąpił do pracy. Stworzył plan miasta „bardzo podówczas nowoczesny, a i dziś zdumiewający logiką, fantazją i urokiem późnego renesansu”. Zamość miał być jednocześnie rezydencją ordynata, twierdzą, ośrodkiem religijnym, handlowym i rzemieślniczym, a także centrum kulturalno-naukowym. Temu ostatniemu służyć miały akademia i drukarnia. Lipiński przypomniał również najważniejsze dzieła Moranda: ratusz, kolegiatę, Akademię, pałac ordynata, fortyfikacje, arsenał, a przede wszystkim rynek z charakterystycznymi podcieniami.

Nie zabrakło także historii miasta. Zamość, który dzielił burzliwe losy kraju, podczas II wojny światowej ocalał. Nie zniszczyły go bomby i pociski, ale jak pisał Lipiński „nie mógł oprzeć się niszczącemu działaniu czasu”. Był zaniedbany, brudny i chylił się ku upadkowi. Prace konserwatorskie rozpoczęte jeszcze w latach 1936-1939 wznowiono dopiero w 1963 r. W 1980 r. efekty odnowy były już wyraźnie widoczne, choć jak zaznaczał autor do zakończenia prac było jeszcze daleko. Odnowiony ratusz i kolorowe kamieniczki sprawiały wrażenie ilustracji z dziecięcej książki. Zachwycały także niewielkie podwórka z kwietnikami, balkonami i ozdobnymi balustradami schodów. Na rynku uwagę przyciągał kwiatowy dywan, a kończący się remont synagogi zapowiadał kolejną atrakcję turystyczną. Lipiński nazwał ją „prawdziwym cackiem architektonicznym”.

Po serii superlatywów przyszła jednak pora na „ale”. Satyryk przypomniał, że jeśli Zamość chce zachować dobre wrażenie w oczach turystów, powinien zadbać także o kilka pozornie drobnych, lecz dokuczliwych spraw. Na pierwszy ogień poszedł hotel „Renesans”. Lipiński zakpił z wywieszonych planów ewakuacji na wypadek pożaru. Jego zdaniem hotel powinien przede wszystkim zadbać o ciepłą wodę, zanim ta zdąży się ogrzać „płomieniem pożaru”, oraz o mleko do kawy w hotelowej kawiarni. Sam plan ewakuacji uznał za zbyteczny, skoro w razie pożaru zalecał po prostu opuścić pokój i wybiec schodami na ulicę. Co, jego zdaniem, każdy zrobiłby bez studiowania instrukcji. A kiedy już turysta znajdzie się na ulicy, dobrze byłoby, dodawał złośliwie, żeby nie musiał oglądać „tylu panów już od godzin południowych niepewnie kroczących po zabytkowych uliczkach”.

Dziś Zamość pięknieje. Mleko w „Renesansie” jest. Panowie niepewnie kroczący po zamojskich uliczkach zapewne też. Taki już koloryt tego wielokulturowego miasta.

Oprac. na podst. „Miasto jak z bajki” Eryk Lipiński, „Kurier Polski” (nr 184, 29–31.08.1980 r.).

Agnieszka Piela