Frampol od wieków słynął z tkactwa i rękodzieła. O powojennych losach tej tradycji pisał Jerzy Krankowski w artykule „Zatyczki biłgorajskie”, opublikowanym w „Kurierze Lubelskim” w 1978 roku. Dzięki powstałej we Frampolu Spółdzielni Pracy Twórczości Ludowej miejscowe rzemiosło zyskało organizacyjne ramy i możliwość dalszego rozwoju.

Przez wiele lat tkacze pracowali w prywatnych domach i stodołach, gdzie kobiety wykonywały charakterystyczne frampolskie tkaniny. Przełom nastąpił w 1958 roku, gdy wybudowano pierwszą halę produkcyjną. W kolejnych latach zakład rozrósł się do dwóch nowoczesnych, przeszklonych hal, w których w 1978 roku pracowało równocześnie 60 krosien.
Spółdzielnia zatrudniała wówczas 130 pracowników oraz około 30 chałupników. Choć większość załogi stanowiły kobiety, cenionymi specjalistami byli także mężczyźni, m.in. snowacz Marian Habza i tkacz Jan Małyszek.
Prezes Kazimierz Widz podkreślał dobrą kondycję finansową zakładu, który regularnie przekraczał założone plany produkcyjne. „Frampolski zakład z nadwyżką, regularnie wykonuje plany finansowe, czemu dziwić się specjalnie nie należy jako że załoga dba o swa spółdzielnię, a dla samego prezesa, niegdysiejszego głównego księgowego zakładu, który postawił go na nogi, pieniądz jednak liczy się bardzo. Dlatego m.in. zadecydowano na początku tego roku, ażeby plan wynoszący 12 mln zł zwiększyć o milion. I ta trzynastka, jak na razie, okazuje się być szczęśliwa …”
Ze spółdzielnią współpracowali znani twórcy ludowi, m.in. Julia Małek z Ciosmów, Władysława Głodowska z Radzięcina oraz Janina Trociuk z Wyryk koło Włodawy, specjalizująca się w haftowaniu koszul męskich i damskich z bogato zdobionymi rękawami i lamówkami, ręczników, poduszek itp. ozdobionych różnego rodzaju pereborami i peretykami – regionalnymi haftami. Nad zachowaniem autentyczności wzorów czuwała etnografka Jadwiga Zalewa, dokumentująca dawne motywy i przygotowująca nowe wzory do zatwierdzenia.
Wzorcownia spółdzielni gromadziła ręczniki, obrusy, serwety, narzuty i makaty zdobione wzorami pochodzącymi z końca XIX i początku XX wieku. Wśród nich znajdowały się także słynne „zatyczki biłgorajskie” – hafty spokrewnione stylistycznie z tradycjami haftu włodawskiego.

Ludowy bieżnik z początków XX w.
Wyroby frampolskiej spółdzielni trafiały za pośrednictwem Cepelii nie tylko na rynek krajowy, ale również do Szwecji, RFN i Japonii. Były prezentowane na targach w Poznaniu, Lipsku, Brnie i Pradze, stając się wizytówką ludowego rękodzieła regionu. Prezes Widz zapytany o kłopoty odpowiedział, że właściwie nie mają żadnych „Związek CEPELIA to jest taka instytucja, przy której nie można mieć kłopotów.”
Na podstawie: Jerzy Krankowski, „Zatyczki biłgorajskie”, „Kurier Lubelski”, nr 209, 1978 r.
oprac.
Agnieszka Piela