W 1978 roku na łamach „Głosu Pracy” (nr 116 z 17 maja 1978 r. w tekście M. Cieplicy) przedstawiono Mariana Szymańskiego, kierowcę hrubieszowskiego oddziału PKS, jako wzór zawodowca i człowieka. Od 1956 roku przejechał za kierownicą różnych pojazdów ponad 1,5 miliona kilometrów bez wypadku. Słynął z dbałości o powierzony sprzęt – jednym z samochodów marki Jelcz przejechał 282 tysiące kilometrów bez żadnej naprawy, czego wcześniej nie dokonał żaden kierowca w hrubieszowskim PKS.

Woził buraki do cukrowni w Werbkowicach, obsługiwał także dalekie trasy na Śląsk i do Szczecina, przewożąc pilne ładunki. Nie brakowało trudnych sytuacji – wymiany przebitych opon przy 18-tonowym obciążeniu podczas osiemnastostopniowego mrozu („miałem koszulę mokrą od potu”), czy jazdy w tak gęstej mgle, że pokonanie jednego kilometra zajmowało godzinę. Szymański lubił swoją pracę. Jak mówił: „W pogodny dzień za kierownicą na dalekiej trasie najlepiej odpoczywam”. Był też dumny z odznak „Wzorowy Kierowca”, zdobytych dzięki wieloletniej, rzetelnej pracy.

Artykuł kończy się refleksją charakterystyczną dla schyłku lat 70. XX wieku. Zapytany o plany na przyszłość, kierowca wyrażał obawy związane z wyścigiem zbrojeń i planami produkcji bomby neutronowej. „Ja, jak wszyscy Polacy chcę żyć i pracować w pokoju” – podkreślał. „Mam dobre dzieci, dobrego zięcia. Dorobiłem się ładnego, ze wszystkimi wygodami mieszkania. Teraz można by pożyć szczęśliwie – mówi Szymański Ale czy będzie można?”

Oprac.
Agnieszka Piela