„Urodziłem się w koszarach, w rodzinie wojskowej, równe 51 lat temu, więc z domu wyniosłem miłość do historii, do narodowej tradycji i pamiątek przeszłości. Ojciec dbał o moje patriotyczne wychowanie, a matka uczyła mnie szacunku do ludzi i prawdziwych wartości” – pisała Barbara Parobczak w „Chłopskiej Drodze” (nr 33 z 26 kwietnia 1981 r.), przedstawiając Jana Sitka (1930–2010), wieloletniego dyrektora fabryki mebli w Bondyrzu.

Jan Sitek

Sitek od 27 lat mieszkał w Bondyrzu, miejscowości położonej w sercu Roztocza, której losy nierozerwalnie związane były z miejscowym zakładem meblarskim. Fabryka, założona pod koniec XIX wieku, największy rozkwit przeżywała w okresie międzywojennym. W 1936 roku jej właściciele – Czerski, były sierżant Legionów, oraz Jakimowicz – utworzyli przedsiębiorstwo Polski Przemysł Drzewny Czerski-Jakimowicz. Zakład specjalizował się w produkcji krzeseł giętych, które trafiały nie tylko na rynek krajowy, ale również za granicę. Mimo położenia z dala od głównych szlaków komunikacyjnych fabryka rozwijała się dzięki dostępowi do bogatych lasów bukowych oraz taniej sile roboczej. W czasie okupacji niemieckiej zakład został przejęty przez Niemców i produkował szafy, stoły oraz taborety przeznaczone dla wojska, jednocześnie stając się miejscem działalności konspiracyjnej. Załoga zakładu licznie angażowała się w działalność Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej.

Po wojnie fabryka wznowiła działalność, jednak w 1947 roku została zniszczona przez pożar. Odbudowę rozpoczęto dopiero siedem lat później. Właśnie wtedy z Bondyrzem związał się Jan Sitek. Pod jego kierownictwem zakład stał się jednym z ważniejszych producentów mebli tapicerowanych w kraju. W 1980 roku wartość rocznej produkcji przekroczyła 370 milionów złotych. Jednak nie wyniki ekonomiczne najbardziej fascynowały dziennikarkę. Znacznie więcej miejsca poświęciła pasjom dyrektora. Jan Sitek interesował się historią, archeologią i paleontologią. Gromadził militaria, zabytki archeologiczne i pamiątki przeszłości, a własny dom stopniowo zamieniał w prywatne muzeum. Jednocześnie pozostawał człowiekiem skromnym i cenionym przez załogę. Jak podkreślała autorka artykułu, w zakładzie nie dochodziło do konfliktów czy protestów, które w tamtym czasie zdarzały się w wielu przedsiębiorstwach. „Jan Sitek jest zresztą uosobieniem uczciwości. Mieszka gorzej chyba niż jego pracownicy, dom zamienił na muzeum archeologii i wojskowości, wychowuje wspólnie z żoną pięcioro dzieci” – pisała Barbara Parobczak, kreśląc portret człowieka, dla którego historia i troska o ludzi były równie ważne jak kierowanie dużym zakładem pracy.

Wróćmy jednak do największych pasji Jana Sitka. Jego dom przypominał prywatne muzeum. Zgromadził bibliotekę liczącą kilkanaście tysięcy książek, a także imponujące zbiory archeologiczne i paleontologiczne. W kilku szafach i na kilkunastu półkach przechowywał skamieniałości fauny i flory z okresu górnej kredy. Jak wspominał, niejedno muzeum chciało pozyskać jego kolekcję, a nawet proponowano mu za nią tytuł magistra. „Ale to wszystko zostanie dla mojej ukochanej ziemi zamojskiej” – podkreślał, dodając, że część zbiorów przekazał jedynie Zakładowi Geografii Fizycznej Uniwersytetu Lubelskiego. Wśród jego najcenniejszych znalezisk znajdowały się m.in. licząca około 2,5 tysiąca lat bransoleta z brązu, grot oszczepu z przełomu IX i X wieku, a także zagadkowy posąg Buddy odnaleziony na tych terenach. Szczególną dumą napawało go naczynie zasobowe sprzed około 5,5 tysiąca lat, służące niegdyś do przechowywania żywności i wody. Jak opowiadał, jeden z robotników znalazł je podczas pracy i zanim zdążył rozbić w poszukiwaniu ukrytych skarbów, przyniósł do niego, wiedząc o jego zainteresowaniach archeologicznych.

Drugą wielką pasją Sitka była historia wojskowości. Jego kolekcji zazdrościło nawet Muzeum Wojska Polskiego, które wykonywało kopie i dokumentację wielu zgromadzonych przez niego eksponatów. Ściany domu wypełniały szable, bagnety, lance ułańskie, karabiny i pistolety. W zbiorach znajdował się nawet miecz z czasów wypraw krzyżowych oraz karabin powstańczy z 1863 roku. Na podłogach stały działa i karabiny pancerne, w tym słynny karabin przeciwpancerny UR z 1939 roku. Co szczególnie istotne, większość tych przedmiotów została odnaleziona na terenie Bondyrza i okolic.

Wśród pamiątek związanych z ruchem oporu przechowywał także unikatowy obraz zawieszany przez partyzantów zamiast gwiazdy na choince wigilijnej oraz jedyny zachowany egzemplarz haftowanej odznaki Wiejskiej Chłopskiej Straży, organizacji, która później weszła w skład Batalionów Chłopskich. Kopie tych eksponatów trafiły do zbiorów Muzeum Wojska Polskiego.

Jan Sitek podkreślał, że jego celem było nie tylko ratowanie zabytków, ale także budzenie świadomości historycznej mieszkańców regionu. Chciał pokazywać ludziom ich własną historię, zachęcać do zdobywania wiedzy i wykształcenia. Organizował wycieczki krajoznawcze, podczas których pracownicy fabryki poznawali różne regiony Polski.

W 1981 roku zakład zatrudniał 326 osób, z czego jedną trzecią stanowiły kobiety. Dyrektor z dumą podkreślał, że stanowiska mistrzów obejmowali młodzi absolwenci techników i uczelni. W jego przypadku działalność zawodowa i osobiste zainteresowania tworzyły spójną całość – zarządzanie fabryką było równie ważne jak troska o zachowanie dziedzictwa historycznego Zamojszczyzny.

Oprac.
Agnieszka Piela