W rubryce „Sylwetki, Portrety” Dziennika Ludowego nr 61 z 1971 r. w artykule pt. „Córka zamojskiej wsi” przedstawiono Aleksandrę Jachtomę (fot. J. Dunin). Ta jedna z najciekawszych artystek-malarek mieszka i tworzy w Warszawie. Jej korzenie sięgają zamojskiej wsi Barchaczów.

„ Jako siedmioletnie dziecko straciła rodziców (…) okres dziecięcego osamotnienia nie pozostał bez wpływu na twórczość Aleksandry Jachtomy. W swoich obrazach w których dominują kolory błękitów i fioletów, opowiada właściwie o sobie, o własnych niepokojach i zafascynowaniu ludźmi i krajobrazem.”

Czasy dzieciństwa

Aleksandra Jachtoma przyszła na świat 27 listopada 1932 roku we wsi Barchaczów [gm. Łabunie – przyp. red.] na Zamojszczyźnie, w rolniczej rodzinie Jana Jachtomy i Feliksy z domu Małek. Była przedostatnim dzieckiem spośród pięciorga rodzeństwa: Janiny, Mariana, Danuty i Bogumiły. Jej dzieciństwo, naznaczone biedą i ciepłem rodzinnego domu, brutalnie przerwał wybuch wojny.

„Moja rodzina była bardzo biedna, mieliśmy dwie morgi gruntu marnej ziemi, po matce coś około morgi lepszej w sąsiedniej wsi […] Ojciec jako żołnierz brał w Rosji udział w rewolucji październikowej, a po powrocie był na wsi działaczem komunistycznym. Roznosił po wsiach bibułę owijaną w płótno, które zimą tkał na zarobek. Matkę bardzo to denerwowało, bała się o dzieci. W końcu rozchorowała się, zabrali ją na leczenie do Chełma, ojciec chodził ja odwiedzać – piechotą 50 kilometrów, zostawiając na łasce losu pięcioro małych dzieci! Potem matka wróciła. Wkrótce wybuchła wojna. Ojciec się jej spodziewał, był bardzo inteligentny, i jak na ówczesne warunki wsi, wykształcony, miał skończone siedem klas. Mieszkaliśmy na skraju lasu,  ojciec w lesie wykopał dla nas schron. Pierwszego dnia po nadejściu frontu spłonęła wieś, także nasz dom. Pamiętam ryki palących się zwierząt. Na szczęście ktoś wypuścił naszą krowę z obory, jedyny majątek, jaki pozostał. Miałam wtedy siedem lat. Przygarnął nas kolega ojca z sąsiedniej wsi [Dąbrowa – przyp. red.], najstarsza siostra, która miała wtedy dwanaście lat została wysłana do Warszawy na służbę.”

Najtragiczniejsze doświadczenia miały jednak dopiero nadejść. Jesienią 1940 roku „Matka rozchorowała się i umarła. Po jakimś czasie ojciec ożenił się z wdową po swoim bracie, przybyło jeszcze jedno dziecko w moim wieku. Gnieździliśmy się wszyscy w jednej izbie – rodzina kolegi ojca z dwójką dzieci i nas ośmioro. Zima na przełomie 1940 i 1941 roku była straszna, chałupy nie było widać spod śniegu. Siedzieliśmy na przypiecku, jedliśmy cebulę, czasami placek kartoflany na blasze. Nic innego nie było. Ojciec pracował w lesie przy wyrębie drewna. Pewnego dnia wrócił do domu […], przestał mówić. To był wylew. Był wieczór, mróz, wojna, godzina policyjna, nikt nie odważył się pojechać kilkunastu kilometrów po pomoc. Rano zawieziono go do szpitala, gdzie wkrótce zmarł, 21 stycznia 1941 r.

Osierocona dziewczynka wraz z młodszą, czteroletnią siostrą trafiła do Domu Sierot prowadzonego przez Franciszkanki Misjonarki Marii, mieszczącego się w części pałacu Szeptyckich w Łabuniach. Wojna nie pozwalała na stabilność: w 1942 roku Niemcy przenieśli sierociniec do klasztoru Bernardynów w Radecznicy, a w lipcu 1944 roku do letniego pałacu Zamoyskich w Klemensowie.

„Wokół była wojna, po drodze do szkoły w parku napotykaliśmy niejednokrotnie zabitych ludzi, przez okno podczas lekcji kilka razy widziałam, jak Niemcy rozstrzeliwali  Żydów pod stodołą.”

Pierwsze lata nauki pobierała pod okiem zakonnic. Trzecią i czwartą klasę szkoły powszechnej ukończyła w Radecznicy, piątą i szóstą w pobliskim Michalowie. W 1946 roku trafiła do Zamościa. Zamieszkała w Domu Dziecka przy ul. Żdanowskiej, prowadzonym przez siostry Misjonarki. Naukę kontynuowała w SP nr 1 im. Adama Mickiewicza. Marzyła o liceum plastycznym, lecz jej artystyczne aspiracje nie znalazły zrozumienia wśród praktycznych opiekunek. Jesienią 1947 roku rozpoczęła więc naukę w Liceum Pedagogicznym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Zamościu. Na jej drodze stanęła Olga Świętoniowska, nauczycielka rysunku i robót ręcznych. Od niej Aleksandra Jachtoma otrzymała pierwszy komplet farb olejnych. Pomiędzy uczennicą a nauczycielką nawiązała się przyjaźń, która trwała do końca życia Olgi. W czerwcu 1951 roku zdała maturę, uzyskując świadectwo dojrzałości. Wkrótce potem przeniosła się do Lublina, gdzie zgodnie z obowiązującym wówczas nakazem pracy podjęła pracę nauczycielki w SP nr 4 przy ul. Lubartowskiej.

Poszła po dyplom

„Czym jest malarstwo? Jest nieustanną walką z farbą, żeby przemienić ją w kolor. Jest tym, co dzieje się pomiędzy zagruntowanym płótnem a jego powierzchnią. Jest przygodą, zabawą, wytężoną pracą. Sensem istnienia.” Aleksandra Jachtoma

W 1952 roku Aleksandra Jachtoma, po długich staraniach, uwolniła się od nakazu pracy i rozpoczęła studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Już rok później, po spotkaniu z prof. Janem Świderskim [wówczas prorektora ds. dydaktycznych, programowych i młodzieżowych w krakowskiej ASP –przyp. red.] podczas letniego kursu artystycznego w Rabce, przeniosła się do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie została przyjęta bezpośrednio na drugi rok studiów. Studiowała początkowo w jego pracowni, a następnie pod kierunkiem profesora Czesława Rzepińskiego. Lata krakowskie były dla niej okresem intensywnej pracy i trudnych doświadczeń materialnych.

„W Krakowie socrealizm nie istniał. Dzięki profesorom – kolorystom: Hannie Rudzkiej – Cybisowej, Czesławowi Rzepińskiemu, Wacławowi Taranczewskiemu.”

Mimo skrajnie trudnych warunków nie przerwała studiów, konsekwentnie rozwijając swój warsztat. W tym czasie nawiązała jedną z najważniejszych relacji intelektualnych w swoim życiu, znajomość z Julianem Przybosiem, który wprowadził ją w myślenie o sztuce nowoczesnej i zapoznał z teorią widzenia Władysława Strzemińskiego oraz twórczością artystów awangardy. W 1954 roku wystąpiła publicznie w obronie studentów krakowskiej ASP, kierując list do redakcji tygodnika „Po Prostu”. Sprawa odbiła się szerokim echem i stała się jednym z głośniejszych epizodów życia środowiska artystycznego tamtych lat. Od tego momentu Jachtoma utrzymywała bliskie kontakty z zespołem pisma. W połowie lat pięćdziesiątych przeniosła się do Warszawy, kontynuując studia malarskie w Akademii Sztuk Pięknych w pracowni profesora Kazimierza Tomorowicza. Tu panował socrealizm. „Wszyscy malowali w kolorze gnojówki. Byłam jedyną osobą malującą szeroką gamę kolorystyczną. Oczywiście wpływ Krakowa” – wspominała Jachtoma w rozmowie z Wiesławą Wierzchowską, krytyczką i historyczką sztuki.

W 1957 roku, jako studentka piątego roku, wzięła udział w jednym z pierwszych zagranicznych wyjazdów studyjnych ASP, odwiedzając Włochy i Francję – doświadczenie o fundamentalnym znaczeniu dla jej dalszego rozwoju artystycznego. 4 czerwca 1958 roku uzyskała dyplom z wyróżnieniem, tytuł magistra sztuk oraz dyplomowanego artysty malarza.

Debiutująca na wystawach

W lipcu 1959 roku Aleksandra Jachtoma wzięła udział w „Wystawie młodych artystów polskich” w Wiedniu, towarzyszącej VII Światowemu Festiwalowi Młodzieży i Studentów. Był to jej pierwszy znaczący międzynarodowy udział wystawowy. Po ukończeniu studiów nadal mieszkała w domu akademickim w Warszawie. Długo poszukiwała miejsca na pracownię; ostatecznie uzyskała strych w kamienicy przy ul. Dubois 12. Adaptację finansowała samodzielnie, pracując intensywnie jako projektantka wnętrz, plakatu, okładek książkowych i grafiki wystawienniczej. Na początku lat sześćdziesiątych aktywnie uczestniczyła w ogólnopolskim życiu wystawienniczym. Brała udział m.in. w Ogólnopolskich Wystawach Plastyki w Radomiu (1960–1963), wystawie „Polskie Dzieło Plastyczne w XV-lecie PRL” w Muzeum Narodowym w Warszawie (1960–1961), gdzie jej praca została zakupiona do zbiorów, a także w licznych wystawach środowiska warszawskiego, w Zachęcie i Pałacu Kultury i Nauki. Przełomowym momentem był rok 1964. Od stycznia do lutego w Salonie Debiutów przy Uniwersytecie Warszawskim odbyła się jej pierwsza indywidualna wystawa malarstwa, przyjęta bardzo życzliwie przez krytykę. Recenzenci podkreślali dojrzałość, wyrafinowanie kolorystyczne oraz wyraźną indywidualność jej postawy twórczej. W tym samym roku współtworzyła grupę Rekonesans, skupiającą młodych malarzy i rzeźbiarzy warszawskiego środowiska artystycznego. Jej pracownia przy ul. Dubois 12 stała się miejscem spotkań grupy, a pierwsza zbiorowa prezentacja odbyła się w Galerii Sztuki MDM w Warszawie. Krytycy wymieniali Aleksandrę Jachtomę wśród najciekawszych i najbardziej charakterystycznych artystów tego środowiska.

Jej późniejsze życie artystyczne wyznaczał szlak wystaw indywidualnych i zbiorowych m.in.: Berlin, Warszawa, Sopot, Hajnówka, Budapeszt, Nancy, Wiedeń, Zamość, Zwierzyniec, Lublin, Białowieża, Olsztyn, Białystok, Koszalin, Sztokholm,  Helsinki, Turku i Rovanienü, Toruń, Ostenda, Świerże Górne, Hanower, Bydgoszcz, Radom, Poznań, Szczecin, Leningrad, Tallin, Zielona Góra, Opole, Hawana, Rzym, Chełm, Rzeszów, Londyn, Płock, Łódź, Budapeszt, Kopenhaga, Wrocław, Ateny, Częstochowa, Stuttgart, Chicago, Izrael, Oliwa, Biała Podlaska, Świeradów Zdrój, Wałbrzych, Katowice, Luxemburg, Słupsk…

4 marca 1966 r. otrzymała (ze współautorką Barbarą Żuczkowską) II nagrodę w konkursie WAG za plakat „1 Maja 1966”. W maju wzięła udział w ogólnopolskim konkursie organizowanym  przez toruński oddział ZPAP pod hasłem „II Pokój Toruński 1466 – 1966” – zdobywając II nagrodę (wspólnie z Andrzejem Zaborowskim) oraz wyróżnienie za pracę  godło „128”. Projektuje okładki dla czasopisma „Polska”, plakaty dla „Projektu”. Zostaje Stypendystką Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Mówi się o niej – malarka z wielkim temperamentem, że „wytropiła własny kolor”. „Maluję obrazy, ponieważ tego, co chciałabym powiedzieć, nie potrafię wyrazić w jakikolwiek  inny sposób” i dalej : „Kolor fascynuje mnie najbardziej od momentu, kiedy uświadomiłam sobie potrzebę malowania. Kolor – w jego szerokim rozumieniu i najgłębszym sensie, w całej jego orkiestrze najdelikatniejszych i najbrutalniejszych dźwięków. Jego wewnętrzny blask przyciąga siłą stali magnetycznej. Kolor to dla mnie wszystko – czas, przestrzeń, światło, smutek, spokój, radość.”

W 1991 roku, po okresie dwuletnich starań, otrzymała pracownię  przy ul. Brzozowej na warszawskiej Starówce.

Post scriptum

W 2009 r. wspólną podróż po ziemi łabuńskiej odbyła malarka z Elżbietą Gnyp. „Wędrówka wiodła z Zamościa, przez Łabunie – miejsce wiecznego spoczynku rodziców i bliskich, spacer alejami przypałacowego parku, a potem Barchaczów i poszukiwanie tego szczególnego miejsca, na którym niegdyś stał dom, a nieopodal w lesie wykopany przez ojca schron miał zabezpieczać rodziną Jachtomów przed okupantem, pozwolić przetrwać wojną. Wieś spalili Niemcy, po domu pozostały nikłe ślady w ziemi. Schron pozostał. […] Przed nami rozległe przestrzenie stepu, łąki i pola Barchaczowa, rodzinnej wsi artystki. Dzisiaj, innego już Barchaczowa. Tamten pozostał jedynie w obrazach pamięci. Dalej – Dabrowa… czas przetrwania i nikłej nadziei.”

Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej, w tym: „Aleksandra Jachtoma, malarstwo barwy i światła” Elżbieta Gnyp, Zapis czasu nr 3 z 2010 r., s.107-120 oraz www. artprogram.art.pl [tekst: Maria Teresa Krawczyk].

Agnieszka Piela