„Profesor Pieszko czuje się zawiedziony, głęboko, całą swoją istotą. Mówi, że przegrał życie. Aż tak?……” – zanotował Aleksander Ziemny [pierwotnie Aleksander Ryszard Keiner; polski poeta, prozaik, reportażysta, tłumacz literatury pięknej z języka angielskiego, rosyjskiego, ukraińskiego i hebrajskiego] w artykule pt. „Za duża głowa” i łapiemy się za głowę…

Ten doceniany i znakomity nauczyciel, który po skończeniu Uniwersytetu Lwowskiego, za sprawą kolegi Kazimierza Lewickiego, wybrał Zamość i poświęcił mu swoje życie mówi o życiu przegranym? „Za duża głowa” otwiera popularny w latach 1951-1969 ogólnopolski ilustrowany tygodnik „Świat” (a dokładnie Nr 25 (778) z 19 czerwca 1966 r.). O co tu chodzi? W skrócie o zlekceważenie i opuszczenie – tak czuł się prof. Michał Marian Pieszko pod koniec swojego życia w Zamościu. Ale po kolei.
Nie znamy szczegółów spotkania panów Aleksandra Ziemnego i Michała Pieszki. Pieszko być może schorowany, po śmierci żony i przyjaciół czuł się w mieście samotny i opuszczony. W swoim mieszkaniu [przy ul. Krysińskiego 4 – według zamojskich przewodników lub ulicy Róży Luksemburg (obecnie Peowiaków) – według Seweryna Gostyńskiego] zgromadził wiele materiałów i artefaktów cennych dla Zamościa. Po publikacji artykułu profesor otrzyma nagrodę jubileuszową za 50 lat pracy [będzie to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – przyp. red.], ale nie czuje się z tym dobrze. Mówi redaktorowi „Świata”: „Ogółowi nisko się pokłonię za nagrodę i wyrazy uznania, tylko, że ogół to nikt konkretny, z krwi i z kości, działający hic et nunc. W moim wieku można już gadać bez ogródek. Otóż właśnie ci konkretni odpłacili mi niewdzięcznością, źle mówię, nieuwagą, grzecznym, ale ciągłym odpychaniem.”
Panowie Ziemny i Pieszko rozmawiali u profesora, w domu pełnym „studiów, rozpraw i monografii”. „Dotyczą one burzliwej, a mało jeszcze zbadanej historii politycznej, wojskowej, a także dziejów gospodarczych regionu zamojskiego. Część materiałów pozostaje w stanie surowym. Unikalne – woła profesor – sam nie dałbym temu rady, nawet gdyby zakopać się w robocie na dziesięć lat. Trzeba by tutaj zespołu, aparatu ludzkiego…” – czytamy. A dalej dowiadujemy się, że „nie ma komu ruszyć groszem, a bez pieniędzy nauka jak sierota”. Redaktor Ziemny zauważa, że uczniowie profesora Pieszki, gdzieś w Polsce próbują coś wskórać u wydawców, ale są przy tym niekompetentni, a „sam Zamość natomiast udaje, że nie widzi i nie słyszy”. Dlaczego? Zdaniem Ziemnego w oczach „zamościańskich włodarzy” prof. Pieszko jest tylko „sympatyczną żywą osobliwością. A w ten sposób dzieje się mu rzeczywiście wielka krzywda.” Profesor Michał Pieszko mówi redaktorowi, że związał się „z tym Zamościem jak z kiepską żoną, w dodatku biedną jak mysz…” i dalej „Ale w człowieku siedzi przekora. Uparłem się. Prawdę mówiąc, przy takiej „żonie” trzymają człowieka zagadki jej charakteru, nawet kiedy uroda już minęła…” Pieszko wskazuje na rzeczy powszechnie znane w historii Zamościa tj. miasto oparło się „Potopowi”, a w czasie wojen napoleońskich twierdza zamojska wytrzymała ośmiomiesięczne oblężenie. Jednak to, co udało się Pieszce „wytropić” to odnalezienie dowódcy zagonów szwedzkich feldmarszałka Wittenberga pogrzebanego pod jedną z płyt dziedzińca ówczesnej kolegiaty (później go ekshumowano). Odszukał także dowody na to, że Zamoyski finansował legiony Dąbrowskiego. „Wie pan – mówił Pieszko – już pal diabli moje własne ambicje, ale szkoda byłaby dla innych, gdyby wszystkie te moje roboty poszły do rupieciarni.” Jego tzw. „roboty” to prace historyczne i pedagogiczne. A także, o czym profesor nie wspomniał redaktorowi „Świata” – a ten dowiedział się z innych źródeł – olbrzymi wkład w polską geologię. „Autentyczne minerały staszicowskie, gromadzone w ciągu długiego żywota profesora, eksperci z warszawskiego Muzeum Ziemi określają jako zbiór jedyny w swoim rodzaju, najwyższej rangi, którego wartość nie sposób wycenić.” Profesor Pieszko wskazał jako pierwszy złoża gazu ziemnego [sygnalizował także występowanie w regionie złóż węgla kamiennego, ropy naftowej i wód mineralnych – przy. red.] w południowej Lubelszczyźnie „używając czysto prywatnych ‘metod śledczych’.” Aleksander Ziemny wspomina także o tym, że dwa towarzystwa założone przez profesora dla prowadzenia badań historycznych i ochrony zabytków Zamościa zostały dawno rozwiązane, „a wcześniej – jak mówi sam Pieszko – zarosły chwastami”.

Profesor w rozmowie z redaktorem „Świata” uśmiecha się tylko raz … wówczas, gdy opowiada o „przyjaciołach, seniorach, luminarzach miejskich”. „Pewnie dlatego mi wesoło, że wszystkich ich przeżyłem.” – mówi. Przez kilkanaście lat [1922-1935 – w tych latach w Zamościu mieszkał Leśmian – przyp. red.] profesor spotykał się ponoć każdego pogodnego dnia z notariuszem miejskim Bolesławem Leśmianem. „Odbywali spacery po uświęconej trasie, którą kiedyś, w początkach, wytyczyły jakieś nieme urzeczenia i przywiązania. Ciągnęło ich zatem, już z nawyku, do tej samej dróżki obok sadu, walących się ogrodzeń, załomu starej bramy, majdanów porosłych dziką trawą.” Autor reportażu po latach przeszedł się tą drogą i zauważył, że „od topografii tych spacerów wiodłaby niejedna nić do leśmianowskiej ontologii poetyckiej.” I jeszcze zacytuję Ziemnego: „Ach, rejent Leśmian! Mała figurka tego poety pierwszej wielkości.” Profesor Pieszko był zdania, że Leśmian stał zawsze blisko masonerii albo nawet do nich należał. „Nic strasznego ani wstydliwego; najświatlejsi ludzie bawili się wówczas w te rzeczy. Tylko czy nie było potrzebniejszych rzeczy? Dziś jesteśmy mądrzejsi na wczorajszy użytek. Wie pan, nasz Zamość jest taki sam jak poeta Leśmian. Głowa przerośnięta, za duża, no a ciało mdłe…”. I Pieszko na potwierdzenie swoich słów wysłał redaktora Ziemnego na spacer po mieście. A ten, to co wówczas zobaczył, opisał… „W poprzek dziedzińca, na który rzucają cień mury dawnego Zamku i Arsenału, rozwieszone są sznury z powiewającymi figlarnie kalesonami i mocno dziurawą bielizną pościelową. Sympatyczny burek wykonuje raz za razem skoki wzwyż, starając się pochwycić zębami rozkołysane płótno. Zdaje się, że to jedyny żywszy akcent w tej okolicy.” Dalej jest tylko słabiej: „walają się kawały tynku, bryły odłupanego kamienia”, „straszliwe podwórka zawalone szmelcem, gnijącą słomą i badylami. Zewsząd nacierają wygódki, budy, szopy.”, „…popiersia Hadriana i Trajana wyglądają jak bezimienne, pełne okaleczeń figurki, które dopiero co ściągnięto ze strychu”. Redaktor pisze również m.in. o zagłębiu oświatowym w Zamościu i w tym temacie jest jeszcze gorzej… „Za duża głowa…wracają echem słowa prof. Pieszki. A więc należałoby może tę głowę obciosać?”
Opracowanie na podstawie zbiorów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela