O zespole artystycznym działającym przy Państwowym Ośrodku Maszynowym w Zamościu w 10. rocznicę jego powstania informował Robotnik Rolny (nr 46) 18 listopada 1979 r. w artykule pt. „Brawa za poloneza”. Z „młodą blondynką o delikatnej urodzie” Grażyną Serafin i „młodym, dynamicznym” Stanisławem Ostaszewskim rozmawiała dziennikarka podpisana inicjałem: (E).
Grażyna Serafin w 1979 r. była pracownikiem ds. kulturalno-oświatowych. Ukończyła liceum plastyczne, uczyła się w zaocznym studium kulturalno-oświatowym. To spod jej pędzla wyszły panoramy Zamościa „zdobiące reprezentacyjne pomieszczenia zakładu” i wszelkie „akcenty plastyczne na terenie POM”. Mąż Grażyny Serafin pracował jako dyspozytor.
Z kolei Stanisław Ostaszewski był specjalistą od regeneracji osprzętu elektrycznego silników pojazdowych. Jego żona pracowała w administracji POM.
„Czyżby Serafinów i Ostaszewskich łączyło coś poza miejscem pracy?” – zastanawia się redaktorka. Otóż tak, ich i jeszcze dwadzieścia innych osób „wspólna pasja i duma, amatorski zespół artystyczny, znany pomowski zespół z Zamościa, któremu właśnie bije 10 lat owocnego i efektywnego żywota.” Zespół tworzyło 12 „dorodnych” par tanecznych – „wszyscy młodzi, przed trzydziestką”, w tym cztery pary małżeńskie. „Kiedy złożony z nich korowód poloneza wychodzi posuwiście na scenę, każda publiczność bułgarska, z NRD czy po prostu swojska wywodząca się z załogi POM, jednakowo ulega urokowi ich tańca. Ten polonez to najmocniejszy punkt ich programu. A na koniec występu chowają zawsze ognistego krakowiaka, żeby finał był gorący, żywiołowy, wesoły. Tańczącej młodzieży towarzyszy starsza wiekiem kapela.” Zespół właśnie wrócił z występów z północno-wschodniej Bułgarii, gdzie wystąpili trzy razy z 1,5 godzinnym programem. Redaktorka zastała ich tuż przed pakowaniem walizek do zaprzyjaźnionego Łucka. „W 1974 r. przywieźli złoty medal z międzynarodowej konfrontacji zespołów amatorskich w Erfurcie. Niedawno oklaskiwali ich w warszawskim hotelu „Victoria” uczestnicy międzynarodowej konferencji związkowców rolnych”.
Pytani czy mają w Zamościu konkurencję odpowiadali: „Do pewnego czasu rywalizował z nami o prymat w tutejszym ruchu amatorskim zespół „Drzewiarz” z zamojskiej fabryki mebli. Liczymy się w mieście i województwie, podobają się nasze tańce rzeszowskie, mazur, polonez, krakowiak, podobamy się chyba także w pochodach w dni świąt narodowych.”
Zespół ćwiczył dwa razy w tygodniu „we własnej obszernej świetlicy z estradą”, opiekunem muzycznym był nauczyciel szkoły muzycznej Waldemar Skóra. „Chlubią się trwającą od wielu lat bliską współpracą ze słynną orkiestrą Karola Namysłowskiego. Na chwałę swojego zespołu dodają, że wyszedł z niego Anatol Marchwiany występujący dziś zawodowo”.
Próby odbywają się w godzinach pracy (byli „oczkiem w głowie dyrektora POM Władysława Ostasza”). „Bywa – mówią – że dyrektor jeśli ma czas, to siada w samochód i ściga autokar z zespołem, aby ojcować mu również na wyjazdowych występach. Rada Zakładowa opiekuje się nimi, grosza na stroje, rekwizyty, instrumenty – nie skąpi.”
„Mają więc artyści z zamojskiego POM dobry klimat do pracy kulturalnej, mają dorobek, mają jubileusz. Nie mają nazwy, a szkoda(…)”.
Opracowano na podstawie zasobów Książnicy Zamojskiej
Agnieszka Piela
